<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880</id><updated>2011-11-12T18:56:00.992+01:00</updated><category term='Luźne myśli'/><category term='Kultura'/><category term='Masa Krytyczna'/><category term='Natalia'/><category term='zwierzęta'/><category term='Rower'/><title type='text'>Tandolowo-telefoniczne pstrykanie</title><subtitle type='html'>Witam wszystkich i przyznaję szczerzę, że nie mam pojęcia po co to robię, ani czy długo przy robieniu tego wytrzymam :) W każdym razie zapraszam wszystkich gorąco i życzę miłej zabawy ;)</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>56</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-2540134360603828645</id><published>2010-05-21T07:12:00.000+02:00</published><updated>2010-05-21T07:14:29.941+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luźne myśli'/><title type='text'>polSZCZYzna</title><content type='html'>Zacznę od tego, że jak powszechnie wiadomo (a jeśli nie wiadomo, to właśnie się do tego oficjalnie przyznaję) jestem jak to ładnie ktoś ostatnio określił „aszkołeczny”. Objawia się to tym, iż poza podstawówką, skończyłem tylko jedną prawdziwą szkołę (bo liceum uzupełniające dla dorosłych którego to przez jakiś czas miałem zaszczyt być „uczniem” nie określiłbym mianem szkoły) i to z pewnymi oporami. Na domiar złego była to zaledwie szkoła zawodowa. Do matury tez mi, mimo zaawansowanego już jak na ucznia wieku nie było śpieszno. Troszkę z lenistwa, a troszkę z czystej przekory podszytej odrobina głupoty. Miłością do edukacji nigdy nie pałałem, głównie za sprawą systemu który tą edukację wpajać nam do głów się starał i stara, ale o tym może przy innej okazji. I niech to będzie usprawiedliwienie moich  problemów z ortografią i gramatyką oraz wszystkich innych przestępstw jakie można popełnić na języku polskim. Można by powiedzieć, że moje niedouczenie to wada i należy ją jak najszybciej poprawić. Zgadzam się z tym i na tyle na ile pozwala mi moje lenistwo staram się coś robić z tym faktem. Nie jest to może zbyt wielki wysiłek, rzekłbym, że wręcz przyjemność, bo polega głównie na czytaniu literatury wszelakiej, co moim skromnym zdaniem w jakiś sposób rozwija, ubogaca słownictwo, a czasami daję możliwość zabłyśnięcia w towarzystwie. Ale to niedouczenie ma i swoje zalety. Jedną z nich jest możliwość wypisywania takich jak poniższe farmazonów bez drastycznej ujmy na honorze.&lt;br /&gt;Skoro się udało i wstęp mamy za sobą, czas przejść do tekstu właściwego, czyli sytuacji, która wywołała u mnie „święte oburzenie” pomieszane z lękiem o własną teraźniejszość a mych potencjalnych dzieci przyszłość i ogólną głęboką refleksją nad światem i kierunkiem w którym zmierza.&lt;br /&gt;Zainteresowani? To dobrze, może uda się wam wytrwać do końca.&lt;br /&gt;Sytuacja o której mowa, była banalna. Marnowałem sobie radośnie czas biegając z ekranie mojego monitora i dzierżąc w mych wirtualnych rękach Sten'a, na zmianę z Lee Enfild'em radośnie eksterminowałem kolejno, czy tez losowo pojawiających się na ekranie złych i niedobrych wojaków trzeciej rzeszy wyzwalając tym samym okupowaną przez wyżej wymienionych Francję (I taka dygresja – jeśli pani Steinbah po raz kolejny upomni się o niemieckie dobra zrabowane przez polaków w czasie II Wojny Światowej, powinniśmy w odwecie zażądać zwrotu zmarnowanego czasu który to nie jeden nastolatek, a i człowiek dorosły przeznaczył na krwawą wendettę wymierzaną wirtualnym Niemcom za naszych Bogu ducha winnych dziadków i pradziadków. A co! Należy się nam!). Za mymi plecami w tym czasie, mrugał sobie oglądany przez Natalię telewizor. Trwały akurat „Rozmowy w Toku”. Całkowicie pochłonięty ratowaniem świata przed nazizmem nie zwracałem zbytniej uwagi na to co dzieje się na ekranie. Do czasu... Ni z tego, ni z owego moja uwagę przykuła wypowiedz obecnej w studio pani psycholog brzmiącą mniej więcej: „Ja nie rozumie dlaczego pani...”. Myślałem że to przejęzyczenie, w końcu zdarzają się najlepszym, lecz po chwili pani psycholog (na jej szczęście nie posiadam pamięci do nazwisk, bo bez wahania przytoczyłbym dane personalne tejże „Pani Doktor”) znów tłumaczyła komuś opisując swoje odczucia słowami: „Ja nie rozumie takiej postawy...”. Mhm, pomyślałem – będzie grubo. I wierzcie mi – było... Niestety nie potrafię przytoczyć wszystkich kwiatków jakie padły tego dnia w programie ponieważ działo się to jakiś czas temu, a ma pamięć zawodną jest... Zapamiętałem jeszcze tylko iż pani psycholog do kobiet „przesłuchiwanych” przez prowadzącą zwracała się zazwyczaj „kobito”, oraz ogólny poziom jej wypowiedzi, z którego wynikało iż kompletnie nie radzi sobie z własnym życiem, mężem, dziećmi...&lt;br /&gt;I może jestem przewrażliwiony, ale wydaję mi się, że coś tu jest nie tak... &lt;br /&gt;Już od dawna telewizja jest dla większości naszej populacji jedynym kontaktem ze światem i szeroko pojętą kulturą. Dzięki łatwości odbioru zastąpiła książki, krzyżówki, grę w karty, czy chociażby zwyczajne robienie na drutach, dzięki któremu człowiek mógł pobyć sam ze sobą i mieć czas na coś tak oczywistego jak myślenie. W tej chwili włącza się magiczne pudełko i nie trzeba robić nic. Można siedzieć i chłonąć dźwięki i obrazy bez najmniejszego zaangażowania  świadomości. Nie mówię że to całkiem złe. Sam jestem dzieckiem telewizji i czasami lubię po prostu wyłączyć się z otaczającej mnie rzeczywistości i gapiąc się w migający ekran masuję mózg kreskówkami. W obecnym przeładowanym zgiełkiem, stresem i pogonią za pieniądzem świecie pomaga mi to w jakiś sposób zachować „psychiczną higienę”.&lt;br /&gt;Co ma do tego „ja nie rozumie” Pani Psycholog? Już tłumaczę.&lt;br /&gt;Dawno już zauważyłem jakie problemy komunikacyjne mają moi rodacy. Zdaję sobie też świetnie sprawę, iż sam nie jestem w tej dziedzinie doskonały. Ba! Daleko mi do doskonałości i poprawności w mowie i piśmie co zresztą zapewne widać w tym tekście. Mimo to staram się walczyć z tym moim „kalectwem”. Wiem że kończenie zdania partykułą „nie” jest złe, ciężko mi się od tego odzwyczaić, ale staram się, bo czemu by nie? Kombinuję co robić by nie rozpoczynać każdego zdania od studenckiego „i wiesz”. Silę się też jak umiem by piękny staropolski przecinek, oraz wszyscy jego podwórkowi koledzy nie pojawiali się zbyt często w moich wypowiedziach. Brak mi też kwiecistości wymowy i jak zakładam nie potrafię po polsku akcentować. Nic to, staram się i będę się starał. Dla siebie, dla innych, dla zasady.&lt;br /&gt;Tylko że ja mam stosunkowo łatwo. Czytam, staram się pisać i kompletnie nie boję się słowników wbudowanych w przeglądarki internetowe czy edytory tekstu. Napisałem „nie boję się”, bo zauważyłem mając okazję grać w różne mordujące bezlitośnie czas „strategiczne gry w przeglądarce” iż większość osób z nich nie korzysta... Z ortografią miałem i zapewne miał będę problemy przez całe życie. Ale od pojawienia się w moim życiu internetu zdecydowanie podniósł się mój poziom w tej dziedzinie. Dzięki właśnie wszelakim automatycznym słownikom, ludziom chętnym do poprawiania mnie podczas rozmów przez komunikatory i własnej chęci do nie odstawania od innych w tej dziedzinie. Dlaczego inni nie skorzystają z tych prostych metod? Bo po co, skoro nawet „doktorowie” mówią jak i oni...&lt;br /&gt;Tutaj chyba czas już wrócić do naszej Pani Psycholog. &lt;br /&gt;Jako dumna posiadaczka kończącego się na „r” zbitka liter przed nazwiskiem, powinna chyba reprezentować sobą troszkę wyższy poziom... I to nie dla tego by się wywyższać, tylko by zwyczajnie dawać przykład ludziom, dla których ten telewizor w którym to miała ambicję się pokazać, jest wyznacznikiem tego jak żyć, co jeść i w jaki sposób się zachowywać. Przecież teoretycznie jest osobą wykształconą, inteligentną i kulturalną, która podjęła się „misji” pomagania innym. I chwała jej za to. Tylko dlaczego podchodzi do tego w taki sposób? Moim zdaniem nie da się tego zrobić w takiej formie, jaką przedstawiła ww Pani Psycholog. A dlaczego? A chociażby dlatego, że każda, nawet najmądrzejsza sentencja wysmarowana kałem na ścianie publicznej toalety, nie będzie miała takie przekazu, jak to samo zdanie, podane w przystępny sposób w książce, na tablicy czy w innej, dowolnej formie sugerującej dbałość o przekazywaną treść. Przykład? Wystarczy wyobrazić sobie kartkę świąteczną od rodziny, w której zamiast standardowych życzeń możemy przeczytać „Dojebanych świąt i zajebistego nowego roku”. Treść oczywista, ale forma raczej nas nie ucieszy (no chyba że taka forma wynika z jakiejś konkretnej zażyłości).&lt;br /&gt;Ale w wypowiedziach Szklanookienkowej Psycholożki może też być i druga strona medalu. Może Pani Psycholog oceniwszy „poziom rozmówcy” kalecząc język i gwałcąc formy starała się znaleźć jakąś platformę porozumienia z osobą której akurat próbowała pomóc. No niby bardzo fajnie. Tylko dwa małe ale:&lt;br /&gt;Pierwsze – gdybyśmy mieli w zwyczaju równać w dół, to już teraz rozmowy z niektórymi ludźmi prowadzilibyśmy waląc kijem w ziemię, podskakując i wydając nieartykułowane dźwięki w kierunku przedmiotu naszej konwersacji.&lt;br /&gt;Drugie – to jednak był program telewizyjny. Dla przypuszczam wielu szarych obywateli wyznacznik norm i jak już wcześniej pisałem – wzór do naśladowania. Więc jeśli jednak Pani Psycholog używała takiego języka w celu jaki opisałem powyżej, powinna się liczyć iż niewielu zrozumie jej intencję, natomiast wielu utwierdzi się w przekonaniu że taka forma wypowiedzi jest absolutna normą, skoro używają jej ludzie z „dr” przed nazwiskiem...&lt;br /&gt;Jeżeli ktoś twierdzi że to przecież błahostka, głupkowaty program w telewizji, a jak wszystkim wiadomo – telewizja kłamie, to spójrzcie w co jesteście ubrani, jak ubrani są ludzie wokół was i zastanówcie się, jak byście chcieli by wyglądało wasze życie, oraz jak oni widzą swoją przyszłość i ambicje. Czyż ten obrazek nie wygląda znajomo?&lt;br /&gt;Jeśli ktoś natomiast będzie miał wątpliwości podparte argumentem w stylu „ale przecież tylu ludzi w naszej szacownej telewizji wysławia się prawidłowo, nie naginając aż tak bardzo zasad polszczyzny i jakoś to nie wywiera pozytywnego skutku na szeroko pojęte społeczeństwo o którym piszę” to trochę racji będzie miał, ale niech nie zapomni, że dla ludzi, w tym i dla mnie, jakimś niepojętym prawem natury, czy innym zrządzeniem losu zły przykład, nawet taki wymagający większego wkładu własnego pod dowolną postacią, jest zdecydowanie bardziej pociągający i bardziej przyswajalny niż ten dobry :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba tyle w tym temacie. Proszę nie brać moich wypocin zbyt dosłownie, to po prostu luźna myśl, którą jakimś cudem udało mi się (kalecząc i zapewne gwałcąc przy tym język polski) przelać na ekran komputera by później wpuścić w sieć i po cichu liczyć na jakiś komentarz lub polemikę ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnego ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-2540134360603828645?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/2540134360603828645/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=2540134360603828645' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/2540134360603828645'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/2540134360603828645'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2010/05/polszczyzna.html' title='polSZCZYzna'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-3218257085234622280</id><published>2009-08-23T22:40:00.001+02:00</published><updated>2009-08-23T22:42:26.101+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Luźne myśli'/><title type='text'>Szef Wszystkich Szefów</title><content type='html'>A teraz coś nowego. Zawsze wstawiałem tu kilometrowej długości notki, które nielicznym tylko chciało się czytać, okraszone zdjęciami, których też było tu dla niektórych zbyt dużo. Więc tym razem coś innego. Krótka myśl, spostrzeżenie, czy nawet szumnie mówiąc – refleksja, jaka naszła mnie gdy pomykałem sobie beztrosko rowerem po jednym z poznańskich chodników (zazwyczaj tego nie robię, ale zdarzają się wyjątki ;) ).&lt;br /&gt;Otóż podczas tego pomykania, zauważyłem idącego z przeciwka i dumnie wypinającego pierś cherlaka w czarnej koszulce, na której widniał ogromny biały napis „&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;SZEF WSZYSTKICH SZEFÓW&lt;/span&gt;”. Jak widać nic oryginalnego. Koszulki te, jeśli nie na jakichś bazarach, festynach, czy innych im podobnych miejscach widział chyba każdy. Kto nie widział tam, trafił pewnie na zdjęcie takowej w internecie. Przyznam się bez bicia, że bawił i bawi mnie ten tekst. Może nie tak, bym śmiał się w głos i klepał po udach, ale jednak.&lt;br /&gt;Natomiast tego dnia, nie wiedzieć dlaczego, coś spowodowało, ze zagłębiłem się w istotę tego prostego tekstu. Czy ma on jakiś głębszy sens? Jakieś ukryte przesłanie? A może po prostu ten tekst jest bezdennie głupi? I oto co mi wyszło:&lt;br /&gt;Pewnie każdy z was pracował, więc każdy miał jakiegoś szefa, a jeśli nie – zapytajcie proszę kogoś kto szefa miał, jak go w danym miejscu pracy nazywano. Rzadko były to zapewne pochlebne słowa, choć i takie się mogą zdarzyć. Ale generalnie, w języku podległych mu ludzi, „szef” to w delikatnej wersji „stary” a w chwilach wzburzenia, lub obcinania premii - „chuj” i wszelakie wariacje na temat tego pięknego staropolskiego słowa. Więc czy „&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;SZEF WSZYSTKICH SZEFÓW&lt;/span&gt;” nie znaczy tyle samo co „&lt;span style="font-weight:bold;"&gt;CHUJ NAD CHUJAMI&lt;/span&gt;”? Oczywiście można w miejsce podanego przeze mnie epitetu wstawić własny, których każdy ma zapewne kilka na podorędziu, sens jednak pozostanie ten sam.&lt;br /&gt;I teraz pytanie – czy chuderlawy młodzian podążając moim tokiem rozumowania dalej wypinał by tak dumnie swą wątłą klatę? Chyba nie ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I informacja dla potencjalnie święcie oburzonych: powyższy tekst, to oczywiście ni mniej ni więcej, tylko żart ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnej ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-3218257085234622280?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/3218257085234622280/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=3218257085234622280' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/3218257085234622280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/3218257085234622280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2009/08/szef-wszystkich-szefow.html' title='Szef Wszystkich Szefów'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-8208132020301113467</id><published>2009-07-12T14:44:00.030+02:00</published><updated>2009-07-12T15:26:01.947+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Natalia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rower'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Masa Krytyczna'/><title type='text'>Pierwsza Piesza Masa Krytyczna</title><content type='html'>Jako że wraz z Natalią byliśmy w Poznaniu i zbliżał się ostatni piątek miesiąca, nie mogłem odpuścić i namówiłem Natalkę by razem ze mną udała się na Masę Krytyczną. Pierwsza od czasu gdy skradziono mi Mangustę. Ustawiłem się dwa dni wcześniej w pracy tak, by w piątek przyjść nie jak zwykle na 19:00 a na 21:00.&lt;br /&gt;I tak, w piątek 26 czerwca o godzinie 18:25 zjawiliśmy się w okolicach Pręgierza na Starym Rynku. Ucieszyłem się, gdyż na miejscu czekało już dość sporo rowerzystów&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slng51-TJDI/AAAAAAAAA1o/8v0WdItwGng/s1600-h/Zdj%C4%99cie049.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slng51-TJDI/AAAAAAAAA1o/8v0WdItwGng/s320/Zdj%C4%99cie049.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357560516079461426" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po krótkim oczekiwaniu i zakupieniu od Tsunami baloników, dowiedzieliśmy się, że Masa tym razem, nie będzie wyglądać jak zwykle – będzie piesza...&lt;br /&gt;Pomysł wynikł z tego, iż miejscy urzędnicy nie uznają przejazdu rowerami, jako legalnej demonstracji. Ich zdaniem, demonstracja musi iść, lub stać. Inne formy są niedopuszczalne. Więc około godziny 18:35 wszyscy zebrani rowerzyści zsiedli ze swoich pojazdów i poprowadzili je w eskorcie policji ulicami okalającymi stary rynek pod Urząd Miasta Poznania i dalej, pod pomnik Starego Marycha.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlngtwpXGQI/AAAAAAAAA1g/I7vI6kfEkjw/s1600-h/Zdj%C4%99cie054.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlngtwpXGQI/AAAAAAAAA1g/I7vI6kfEkjw/s320/Zdj%C4%99cie054.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357560308491032834" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnghDMXOlI/AAAAAAAAA1Y/AQGpbAoh-4s/s1600-h/Zdj%C4%99cie056.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnghDMXOlI/AAAAAAAAA1Y/AQGpbAoh-4s/s320/Zdj%C4%99cie056.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357560090131380818" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlngVCW0F7I/AAAAAAAAA1Q/mXS0iL9m0gA/s1600-h/Zdj%C4%99cie058.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlngVCW0F7I/AAAAAAAAA1Q/mXS0iL9m0gA/s320/Zdj%C4%99cie058.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357559883748349874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlngK-SAWaI/AAAAAAAAA1I/AQpvxB87eaQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie062.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlngK-SAWaI/AAAAAAAAA1I/AQpvxB87eaQ/s320/Zdj%C4%99cie062.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357559710855748002" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnf9Rt4nSI/AAAAAAAAA1A/JhDeJYbN2bY/s1600-h/Zdj%C4%99cie066.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnf9Rt4nSI/AAAAAAAAA1A/JhDeJYbN2bY/s320/Zdj%C4%99cie066.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357559475554786594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnfyib7DsI/AAAAAAAAA04/75ACXho2f5M/s1600-h/Zdj%C4%99cie067.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnfyib7DsI/AAAAAAAAA04/75ACXho2f5M/s320/Zdj%C4%99cie067.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357559291064291010" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnflen1CbI/AAAAAAAAA0w/k7UQS-tMRkA/s1600-h/Zdj%C4%99cie071.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnflen1CbI/AAAAAAAAA0w/k7UQS-tMRkA/s320/Zdj%C4%99cie071.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357559066702186930" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość trasy towarzyszyła nam Dupa z Uszami :) (lub jeśli ktoś woli – Słowik ;) )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnfaEe2bZI/AAAAAAAAA0o/HX3qdtkhbCU/s1600-h/Zdj%C4%99cie070.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnfaEe2bZI/AAAAAAAAA0o/HX3qdtkhbCU/s320/Zdj%C4%99cie070.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357558870706646418" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnfOmYcDmI/AAAAAAAAA0g/s5nHU9G_478/s1600-h/Zdj%C4%99cie072.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnfOmYcDmI/AAAAAAAAA0g/s5nHU9G_478/s320/Zdj%C4%99cie072.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357558673648127586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tam, po krótkiej pogadance Marych został odznaczony medalem, za rowerowe zasługi dla miasta :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnfBSZtJwI/AAAAAAAAA0Y/pDTb9kmbCRI/s1600-h/Zdj%C4%99cie076.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnfBSZtJwI/AAAAAAAAA0Y/pDTb9kmbCRI/s320/Zdj%C4%99cie076.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357558444946433794" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I na tym czerwcowa Masa ku niezadowoleniu mojemu i rozczarowaniu Natalii (w końcu to jej pierwsza masa, a okazało się, że zamiast jechać ulicami miasta, smętnie spacerowała)  miała się niestety zakończyć. Ale gdy wybieraliśmy się już do domu, okazało się, że część zebranych pod pomnikiem rowerzystów, chce sobie zorganizować masę na własną rękę. Niewiele myśląc – przyłączyliśmy się :)&lt;br /&gt;Nie będę jak to miałem w zwyczaju opisywał dokładnie którymi ulicami przejechała Masa, tylko po prostu opisze fotki które zrobiłem telefonem podczas przejazdu :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Plac Wolności&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlneuLvFkaI/AAAAAAAAA0Q/DPsyuy5__0Q/s1600-h/Zdj%C4%99cie078.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlneuLvFkaI/AAAAAAAAA0Q/DPsyuy5__0Q/s320/Zdj%C4%99cie078.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357558116739551650" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I rozradowana Natalia ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnekJiqXfI/AAAAAAAAA0I/pJxm1Zr1-0Q/s1600-h/Zdj%C4%99cie080.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnekJiqXfI/AAAAAAAAA0I/pJxm1Zr1-0Q/s320/Zdj%C4%99cie080.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357557944351874546" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ratajczaka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlneYoKz7wI/AAAAAAAAA0A/8cTF8UvhHwE/s1600-h/Zdj%C4%99cie082.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlneYoKz7wI/AAAAAAAAA0A/8cTF8UvhHwE/s320/Zdj%C4%99cie082.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357557746414907138" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlneJy83KAI/AAAAAAAAAz4/y-ztXbFN_e0/s1600-h/Zdj%C4%99cie083.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlneJy83KAI/AAAAAAAAAz4/y-ztXbFN_e0/s320/Zdj%C4%99cie083.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357557491611150338" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Św. Marcin&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnd9h4LTyI/AAAAAAAAAzw/QPxzD15Yu5o/s1600-h/Zdj%C4%99cie084.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnd9h4LTyI/AAAAAAAAAzw/QPxzD15Yu5o/s320/Zdj%C4%99cie084.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357557280869666594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlndxFVtbAI/AAAAAAAAAzo/sR1g_qbVSuA/s1600-h/Zdj%C4%99cie085.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlndxFVtbAI/AAAAAAAAAzo/sR1g_qbVSuA/s320/Zdj%C4%99cie085.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357557067050478594" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlndmNOUGVI/AAAAAAAAAzg/_FM2QPQjz8c/s1600-h/Zdj%C4%99cie086.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlndmNOUGVI/AAAAAAAAAzg/_FM2QPQjz8c/s320/Zdj%C4%99cie086.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357556880188381522" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rondo Kaponiera (i znów jak na mój gust zbyt wiele tych kółeczek zrobiliśmy... ;) )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlndTP40gsI/AAAAAAAAAzY/zWfguWWG7nA/s1600-h/Zdj%C4%99cie087.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlndTP40gsI/AAAAAAAAAzY/zWfguWWG7nA/s320/Zdj%C4%99cie087.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357556554486022850" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlndFVwy_mI/AAAAAAAAAzQ/OkjsbSzKVdg/s1600-h/Zdj%C4%99cie091.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlndFVwy_mI/AAAAAAAAAzQ/OkjsbSzKVdg/s320/Zdj%C4%99cie091.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357556315544813154" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Zwierzyniecka&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlncPivgKTI/AAAAAAAAAy4/AF-bX_wE7XM/s1600-h/Zdj%C4%99cie092.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlncPivgKTI/AAAAAAAAAy4/AF-bX_wE7XM/s320/Zdj%C4%99cie092.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357555391316109618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Bukowska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlncwoKbZLI/AAAAAAAAAzI/puet-y2ok_A/s1600-h/Zdj%C4%99cie097.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlncwoKbZLI/AAAAAAAAAzI/puet-y2ok_A/s320/Zdj%C4%99cie097.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357555959706903730" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlncfsAZ3fI/AAAAAAAAAzA/xkrci_1oRsI/s1600-h/Zdj%C4%99cie095.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlncfsAZ3fI/AAAAAAAAAzA/xkrci_1oRsI/s320/Zdj%C4%99cie095.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357555668680826354" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Matejki&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnb4wb1WwI/AAAAAAAAAyw/-YOMiFueM1I/s1600-h/Zdj%C4%99cie099.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnb4wb1WwI/AAAAAAAAAyw/-YOMiFueM1I/s320/Zdj%C4%99cie099.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357554999854717698" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Głogowska&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnbsABrl0I/AAAAAAAAAyo/18Xt5MpnXlk/s1600-h/Zdj%C4%99cie102.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnbsABrl0I/AAAAAAAAAyo/18Xt5MpnXlk/s320/Zdj%C4%99cie102.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357554780701693762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Most Dworcowy&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnbfm2DunI/AAAAAAAAAyg/nPu1O3VBp8I/s1600-h/Zdj%C4%99cie104.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slnbfm2DunI/AAAAAAAAAyg/nPu1O3VBp8I/s320/Zdj%C4%99cie104.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357554567783627378" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnjScC9krI/AAAAAAAAA1w/GpblMupKPcg/s1600-h/Zdj%C4%99cie105.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnjScC9krI/AAAAAAAAA1w/GpblMupKPcg/s320/Zdj%C4%99cie105.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357563137639682738" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pułaskiego (i przestroga, by nie mocować w ten sposób baloników – gdy zejdzie z nich powietrze, wyglądają naprawdę mało apetycznie ;P )&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnbQM7YlLI/AAAAAAAAAyY/RmTPc95yfdM/s1600-h/Zdj%C4%99cie106.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 256px; height: 320px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnbQM7YlLI/AAAAAAAAAyY/RmTPc95yfdM/s320/Zdj%C4%99cie106.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357554303128605874" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I gdy masa skręciła w ulicę Przepadek,&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnbCe7p0eI/AAAAAAAAAyQ/xQGmG2POdc8/s1600-h/Zdj%C4%99cie107.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlnbCe7p0eI/AAAAAAAAAyQ/xQGmG2POdc8/s320/Zdj%C4%99cie107.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5357554067443405282" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt; my już jej nie towarzyszyliśmy, gdyż zbliżał się czas, gdy powinienem stawić się w pracy. Nie żałuję, bo powiem szczerzę, nie lubię gdy na masie, rowerzyści jadą ulicą, mimo iż obok jest ścieżka (nawet marna, ale jest) rowerowa. Przecież Masa Krytyczna jest po to, by właśnie budowano nowe ścieżki. Blokujemy ulice, bo nie ma na nich miejsca dla nas, rowerzystów. Więc jaki ma sens wkurzanie wszystkich, gdy wzdłuż danej ulicy biegnie ścieżka? No nie ważne. Ważne że Masa się udała i że Natalii się podobało, przez co jej pierwsza Rowerowa Masa Krytyczna, nie była również ostatnią :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnej ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-8208132020301113467?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/8208132020301113467/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=8208132020301113467' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/8208132020301113467'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/8208132020301113467'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2009/07/pierwsza-piesza-masa-krytyczna.html' title='Pierwsza Piesza Masa Krytyczna'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/Slng51-TJDI/AAAAAAAAA1o/8v0WdItwGng/s72-c/Zdj%C4%99cie049.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-2626492836333187934</id><published>2009-07-07T21:35:00.003+02:00</published><updated>2009-07-07T22:50:50.982+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Rower'/><title type='text'>Cube</title><content type='html'>Jak powszechnie wiadomo, a jeśli nie wiadomo, to się właśnie wyjaśni, iż istnienie tego bloga, zostało zapoczątkowane właściwie dwiema rzeczami. Pierwszym był googlowski program „picasa”, przez którego założyłem bloga, przede wszystkim z ciekawości, czy będę miał ochotę i o czym pisać. Drugim i chyba najważniejszym, bo dostarczającym tematów czynnikiem był rower. Zakupiony ponad cztery lata temu góral marki „Moonguse”, zwany pieszczotliwie „Mangustą”. Dzięki niemu rozwinęła się moja „cykloza” czyli coś jakby pasja związana z rowerami. Niestety zdarzyło się to, czego boją się wszyscy użytkownicy rowerów – Mangusta została mi skradziona i to perfidnie, bo dosłownie sprzed nosa. I w tym miejscu mógłbym ponownie podziękować firmie „Trelock” za napis „cut protection” na moim zapięciu rowerowym, ale sobie odpuszczę ;) Za to przejdę do rzeczy, czyli zakupu nowego roweru.&lt;br /&gt;Zbierałem się do tego długo i muszę się przyznać – leniwie. Bo gdy już się miało rower, który był rowerem wręcz wymarzonym i modyfikowanym tak, by odpowiadał wszystkim moim wymaganiom, ciężko wybrać coś z ofert sklepowych, które znacznie odbiegają od moich preferencji. I trwało to moje zbieranie się do zakupu ponad półtora roku... I pewnie gdyby nie motywująca mnie do tego Natalia, ciągle byłbym smutnym rowerzystą bez roweru. Na szczęście jej naleganie, bym się w odpowiedni pojazd zaopatrzył odniosło skutek. I tak, gdy finansowo poczułem się choć przez chwilkę pewnie, upatrzyłem sobie (lub to Natalia mi go znalazła, nie pamiętam niestety jak to dokładnie było) rower marki „Cube”, o wdzięcznej nazwie „Analog disc”.&lt;br /&gt;Chyba jedynym dystrybutorem tej marki w Poznaniu, jest klep „Ski Team” na ulicy Bułgarskiej. Wybraliśmy się tam więc pamiętnego dnia 06.04.2009r, by obejrzeć na żywo i ewentualnie zakupić wymieniony wcześniej wehikuł (ewentualnie... no nie tak do końca ewentualnie, bo niestety jestem takim typem, który gdy sobie coś upatrzy to zdobędzie).&lt;br /&gt;I w tym momencie nie za bardzo mam co dalej opisywać. No chyba że skupił bym się na pani przy kasie, która wydawała się przerażona faktem, że w ogóle chcemy coś kupić i to na raty (bo niestety mój rower, muszę przez jeszcze 10 miesięcy spłacać).&lt;br /&gt;Przerażenie nie jest już niestety dobrym słowem na opisanie miny tej samej pani w momencie, gdy podczas oczekiwania na poskładanie mojego roweru, Natalia również zdecydowała się kupić rower :) Po tym, jak uzyskaniem przeze mnie rat w „Lucasie” (których oczywiście nie dostałem, bo Lucas daje kredyty/raty tylko tym, którzy mają już u nich jakieś spłacone raty/kredyty. Inaczej nie ma szans, no chyba, że jakimś dziwnym zrządzeniem losu, lub przez nieuwagę lub błąd ludzi wydających decyzję o przyznaniu rat/kredytu uda się dziwnym trafem dostać do grona wybranych przez Lucasa (mówię serio o dziwnym trafie lub szczęściu, bo znam przypadki, gdy ta sama osoba, na przestrzeni tygodnia, raz nie uzyskała zdolności kredytowej, a innym razem nie było z tym najmniejszego problemu)) okazało się niemożliwe – trzeba było skorzystać z oferty innego banku, pani przy kasie zareagowała paniką pomieszaną z desperacją i chęcią zapadnięcia się pod ziemię. Mieliśmy niezły ubaw, gdy zmieniał się wyraz twarzy pani kasjerki, po tym, jak usłyszała że za drugi rower zapłacimy po prostu kartą. Plusem jest fakt, że przy zakupie drugiego roweru, otrzymałem złota kartę klienta, dzięki czemu Nataliowy rowerek kosztował nas blisko 200zł mniej :)&lt;br /&gt;Tym razem to już naprawdę wszystko :) Rowery sprawują się świetnie, obydwa przejechały już po ponad tysiącu kilometrów, bez żadnych awarii czy innych problemów (no dobra, musiałem wyregulować sobie tylną przerzutkę, bo serwis w Ski Teamie jest równie rozgarnięty co pani przy kasie, ale o tym mógłbym napisać kolejna notkę, pewnie równie obszerną jak ta...) i mam nadzieję, że tak pozostanie :)&lt;br /&gt;No i oczywiście zdjęcia rowerów :)&lt;br /&gt;Będę nieskromny i najpierw pochwalę się swoim pojazdem, w którym póki co zmieniłem opony (dzięki Seba :) ) oraz pedały i dodałem lampki plus licznik.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlOkGObOh9I/AAAAAAAAAyA/oA9l1E3QGiM/s1600-h/Zdj%C4%99cie007.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlOkGObOh9I/AAAAAAAAAyA/oA9l1E3QGiM/s320/Zdj%C4%99cie007.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355804808732116946" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlOjvy5XcoI/AAAAAAAAAx4/Yq82j31sdVM/s1600-h/Zdj%C4%99cie002.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 256px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlOjvy5XcoI/AAAAAAAAAx4/Yq82j31sdVM/s320/Zdj%C4%99cie002.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355804423385215618" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;By później pokazać wam Natalkowy welocyped w który od wersji oryginalnej różni tylko dodanie oświetlenia i licznika :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlOfV9b4qkI/AAAAAAAAAxw/DSEYRcXHPiE/s1600-h/0_1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 240px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlOfV9b4qkI/AAAAAAAAAxw/DSEYRcXHPiE/s320/0_1.jpg" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5355799581491243586" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A i jeszcze jedno. Chciałbym tutaj przestrzec was, przed firmą „Cannondale” zajmującą się produkcją rowerów i akcesoriów do nich. Jest to chyba jedna z najdroższych firm na rynku, a o czym przekonałem się niedawno obcując z przednią lampką Natalii – ani troszkę nie warta swej ceny.&lt;br /&gt;Otóż śpiesząc się, z zakupem oświetlenia dla Natalkowego roweru, zdecydowałem się kupić za prawie 70zł przednią lampkę wcześniej wspomnianej firmy. Natalia była zachwycona jej wyglądem, choć odrobinkę zawiedziona tylko jedną opcją świecenia. Ale nie ważne, do rzeczy.&lt;br /&gt;Okazało się, że lampka po pierwsze wypada z uchwytu, ot tak, wystarczy lekko trącić i trzeba ją zbierać z ziemi. Ale to nic w porównaniu z faktem iż całe mocowanie do kierownicy potrafi po prostu odpiąć się i odpaść... Zdarzyła nam się taka sytuacja, gdy wybraliśmy się na 30sto kilometrową wycieczkę po okolicach Obornik. Trzy kilometry przed domem, Natalia zorientowała się iż nie ma lampki. Żeby tylko samej lampki... Na kierownicy nie pozostał po niej ślad... Po chwili wahania, zdecydowaliśmy się wracać ta trasą, którą jechaliśmy, bo to okolice raczej spokojne i mało uczęszczane, więc istniała szansa, że nikt naszej zguby nie znalazł. I fakt, szczęśliwymi znalazcami byliśmy my :) Co prawda leżące na leśnej drodze światełko wraz z przyległościami znalazłem gdy mój licznik wskazywał już 61km, czyli jakieś 2 i pół kilometra od Natalii domu, ale ważne że w ogóle się udało :D&lt;br /&gt;Po tym incydencie mocowanie zablokowałem na stałe za pomocą poxkipolu, a zacisk dodatkowo przytrzymuje gumka zrobiona ze starej dętki, no i oczywiście smyczka, bo szczęśliwie latarka ta posiadała szlufkę na takową. Gdyby nie to, od opisanej sytuacji Natalia lampkę zgubiła by jeszcze ze 2 razy... O tym iż lampka podczas jazdy po wyboistym terenie mruga lub gaśnie całkowicie aż szkoda wspominać...&lt;br /&gt;I tym razem to już naprawdę wszystko :)&lt;br /&gt;Więc do następnej ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-2626492836333187934?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/2626492836333187934/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=2626492836333187934' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/2626492836333187934'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/2626492836333187934'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2009/07/cube.html' title='Cube'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SlOkGObOh9I/AAAAAAAAAyA/oA9l1E3QGiM/s72-c/Zdj%C4%99cie007.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-7780599149947530106</id><published>2009-06-24T23:40:00.016+02:00</published><updated>2009-06-25T00:35:39.328+02:00</updated><title type='text'>Sakuroślub</title><content type='html'>O ile mnie pamięć nie myli, był jakiś dzień w okolicach środka marca. Dzień byłby zwykłym do bólu, gdyby nie jeden incydent. Ni z tego, ni z owego, wręcz że tak powiem znienacka otrzymałem list. I nie była to kolejna reklama, faktura do zapłaty, czy też radosne powiadomienie funduszu emerytalnego, o zgromadzonych na moim koncie środkach, które póki wystarczą przy dobrych wiatrach, na dwa dni dostatniego życia (czyli oprócz tego że nie będę głodny, stać mnie będzie na 3 piwa ;) ). List był od żywej osoby i już dwie połączone obrączki na kopercie, spowodowały iż ma twarz zaczęła się wykrzywiać w szelmowskim uśmiechu – chyba wiem od kogo :&gt; &lt;br /&gt;Czytam kto jest nadawcą – ha! Miałem rację!&lt;br /&gt;Ale pozostaje kwestia formalności – trzeba otworzyć, żeby się upewnić.&lt;br /&gt;Otwieram ostrożnie, co by nie uszkodzić koperty i zawartości - będzie pamiątka.&lt;br /&gt;Ostrożnie, w białych rękawiczkach wydobywam z wnętrza kartę z zawiadomieniem.&lt;br /&gt;Czytam i... Tak, to dokładnie to, czego się spodziewałem – Sakur się męży :D&lt;br /&gt;Wiadomość ta wprawiła mnie w niesamowicie dobry nastrój, który trwał dobre 3 dni :)&lt;br /&gt;I w tym miejscu chciałbym przeprosić Sakura, iż nie powiadomiłem jej o tym, jak podziałało na mnie otrzymane zawiadomienie. Chciałem, ale jakoś komp stał wtedy nieużywany przez dłuższy czas, a jak wiadomo czas destruktywnie pływa na chęci i po blisko 2 tygodniach, zwyczajnie głupio mi było mówić, jak to bardzo podekscytowało (tak, nie boję się tego słowa, bo chyba jest najbardziej odpowiednie) mnie to wydarzenie (tak jak by teraz, po blisko trzech miesiącach, nie było to głupie.. No nie ważne :) ).&lt;br /&gt;Na zawiadomieniu widniała data 24 kwietnia i tego też dnia, wybraliśmy się – Jacek z Aśką, Seba z Karolą, oraz oczywiście Natalia i ja, do Mosiny.&lt;br /&gt;Wszyscy spotkaliśmy się na dworcu PKP, by załadować się w odpowiedni pociąg dzięki któremu, mieliśmy zjawić się w Mosinie z wystarczającym zapasem czasu.&lt;br /&gt;Mimo to, na miejsce ślubu dotarliśmy na ostatnią chwilę...&lt;br /&gt;A oto jak do tego doszło.&lt;br /&gt;Pociąg był na miejscu o czasie, czyli z godzinnym zapasem. Wybraliśmy się więc do sklepu, aby uzupełnić siły, po długiej i ciężkiej podróży, oraz przed czekającym nas podniosłym wydarzeniu.&lt;br /&gt;Tym ze tak do końca nie wiemy gdzie odbywa się ślub – jakoś nikt się nie przejmował. Niesłusznie...&lt;br /&gt;Gdy już najedzeni, z dobrym humorem i pełni optymizmu dotarliśmy pod Urząd stanu cywilnego w Mosinie, mimo to coś nie dawało nam spokoju – dlaczego urząd jest zamknięty na głucho?&lt;br /&gt;Zawiadomienia oczywiście nikt nie miał przy sobie, więc wszelakie wątpliwości co do miejsca zdarzenia, były ciężkie do rozstrzygnięcia.&lt;br /&gt;W końcu, o ile się nie mylę Sebie udało się uzyskać informację, że ceremonia nie odbywa się w samym urzędzie, a w „Sali Ślubów” na ulicy „jakiejś tam”. Mhm...&lt;br /&gt;Pierwsze próby wypytania napotkanych ludzi o ulicę „jakąś tam” nie odnosiły skutku... Nikt nie wiedział o czym mówimy. W końcu, o ile mnie pamięć nie myli, Jackowi udało się dopaść przechodniów dysponujących odpowiednimi informacjami.&lt;br /&gt;Ruszyliśmy na prawie dziesięciominutowy spacer, by wypluwając płuca, ociekając potem, oraz ledwie trzymając się na nogach (taaaaa, przesadzam i to grubo, ale serio niezły kawałek drogi był) stawić się na miejscu po blisko 15 minutach od rozpoczęcia ceremonii.&lt;br /&gt;Czekaliśmy więc grzecznie, mniej więcej tak:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKfM4KLSiI/AAAAAAAAAxo/C71BYJUv5r8/s1600-h/P1100280.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKfM4KLSiI/AAAAAAAAAxo/C71BYJUv5r8/s320/P1100280.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351014350851885602" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Od lewej: Asia, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;moi&lt;/span&gt;, Seba, oraz Karola&lt;br /&gt;Natalia jakoś unikała obiektywu aparatu i nie udało mi się jej uwiecznić, czego niezmiernie żałuję, bo nawet Jacka – dyżurnego fotografa wycieczki złapałem na jednym „pstryku”&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKe9wKpIAI/AAAAAAAAAxg/_-stX1BSm5E/s1600-h/P1100295.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKe9wKpIAI/AAAAAAAAAxg/_-stX1BSm5E/s320/P1100295.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351014091008319490" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale do rzeczy – przecież o ślub tu chodzi.&lt;br /&gt;Po niemożliwie długim, trudnym, wyczerpującym oraz nerwowym oczekiwaniu czyli jakichś piętnastu minutach, naszym oczom ukazała się młoda para. &lt;br /&gt;I już na pierwszy rzut oka, można było zauważyć, jak bardzo Sakur jest pijana szczęściem&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKe2GiVTgI/AAAAAAAAAxY/akoFbhZyPYY/s1600-h/P1100273.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKe2GiVTgI/AAAAAAAAAxY/akoFbhZyPYY/s320/P1100273.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351013959574310402" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Widać, prawda? ;)&lt;br /&gt;Niestety to chyba jedyne „dobre” zdjęcie młodej pary. No chyba że jeszcze to&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKeppdct0I/AAAAAAAAAxQ/AaMbH1AxCiI/s1600-h/P1100296.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKeppdct0I/AAAAAAAAAxQ/AaMbH1AxCiI/s320/P1100296.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351013745610766146" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;to&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKeZ2yQxaI/AAAAAAAAAxI/U-KYhuztr1Y/s1600-h/P1100299.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKeZ2yQxaI/AAAAAAAAAxI/U-KYhuztr1Y/s320/P1100299.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351013474309817762" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;lub to :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKeO8vbnmI/AAAAAAAAAxA/MxIBnY03QRw/s1600-h/P1100300.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKeO8vbnmI/AAAAAAAAAxA/MxIBnY03QRw/s320/P1100300.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351013286929997410" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Poczekaliśmy grzecznie, aż rodziny, bliscy znajomi, oraz jeszcze bliżsi znajomi złożyli stosowne życzenia, po czym sami rzuciliśmy się życzyć wszystkiego naj, i jak naj, i że w ogóle super naj, i że się naj cieszymy i żeby im naj było i w ogóle naj. Po czym gwiznęliśmy z koszyczka ja winogronko, a Natalia czekoladowe lentylki w miętowej polewie – cwaniara...&lt;br /&gt;No nie ważne – po całym tym życzeniu nowożeńcy zapakowali się do moim zdaniem bardzo słusznego pojazdu&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKeCKgY-hI/AAAAAAAAAw4/6oNeV-UzkEs/s1600-h/P1100294.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://1.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKeCKgY-hI/AAAAAAAAAw4/6oNeV-UzkEs/s320/P1100294.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351013067286706706" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I odjechali w sina dal. Czy gdzie tam ich kierowca nie wywiózł...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To by mogło być na tyle, jeśli idzie o wypad do Mosiny na Sakurowo-Krzysztofowy ślub, ale nie.&lt;br /&gt;Po tym całym ambarasie, mając jeszcze czas do pociągu powrotnego, postanowiliśmy udać się na piwo. Było miło, przyjemnie i beztrosko (a więcej na ten temat czyli kilka fotek, wykonanych przez Sebę &lt;a href="http://picasaweb.google.com/seba.aln/SakurySlubAfterparty#"&gt;KLIK&lt;/a&gt; (nie, wcale nie piłem i nie, nie pokazywałem "fuck off", to filmowy fotomontarz) . Udaliśmy się później na pociąg.&lt;br /&gt;I tu niespodzianka – pociąg się nie pojawiał... Nie pojawiał się przez 10 minut, 15 minut, 25 minut, 35 minut... I nikt nie wiedział dlaczego. Czyżbyśmy coś przegapili? Rozkład jazdy w internecie był podstępnie sfałszowany? Dowiedzieliśmy się dopiero, gdy pociąg w końcu pojawił się na stacji. Jeden z pasażerów powiedział nam, że pociąg stanął gdzieś w polu, że może jakiś pożar w lokomotywie czy coś... Okazało się po kolejnych kilku chwilach.&lt;br /&gt;Na Mosiński dworzec, podjechały dwa wozy straży pożarnej&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKdxvu_h1I/AAAAAAAAAww/tHY06c_WmhA/s1600-h/P1100316.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://2.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKdxvu_h1I/AAAAAAAAAww/tHY06c_WmhA/s320/P1100316.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351012785222289234" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Strażacy którzy z nich wysiedli, podeszli do lokomotywy i wyciągnęli z niej jakieś kratownice, wyglądające mniej więcej tak&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKdleayeKI/AAAAAAAAAwo/t3tjLayOGo4/s1600-h/P1100331.JPG"&gt;&lt;img style="cursor:pointer; cursor:hand;width: 320px; height: 213px;" src="http://4.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKdleayeKI/AAAAAAAAAwo/t3tjLayOGo4/s320/P1100331.JPG" border="0" alt=""id="BLOGGER_PHOTO_ID_5351012574415714466" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po czym potraktowali owe elementy gaśnicami. Nie znam się na pociągach, ale zakładam, że po prostu ciuchcia się zgrzała i trzeba było pomóc jej ochłonąć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym „incydencie” pociąg ruszył i bez problemów dotarł do Poznania. Ekipa w postaci Jacka z Aśką, Seby z Karolą oraz Natalii i mnie rozeszła się do domów.&lt;br /&gt;I to tyle jeśli idzie o ten dzień, bardzo przyjemny, barwny i zapewne długo jeszcze przez nas (wszystkich) wspominany. Ja osobiście bardzo cieszę się z wyboru Sakura, choć z rzeczonym „wyborem” miałem mało do czynienia ;) Wierzę i liczę na to, że im się uda, no i naprawdę cieszyłem się na wieść o opisywanym wydarzeniu.&lt;br /&gt;Co do bloga, którym niektórzy się może jeszcze troszkę interesują, a który usycha gdzieś samotnie w ostępach sieci. Nie wiem co będzie dalej, czy będę pisał, czy nie, bo generalnie brak mi czasu i weny. Choć troszkę więcej się teraz w mym życiu dzieje z racji zakupienia nowego roweru, następcy Mangusty – Cuba. Może w następnej notce zobaczycie jego zdjęcia i krótki opis. A może nie będzie następnej notki? Czas pokaże :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tymczasem, tradycyjnie – do następnego czytania ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-7780599149947530106?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/7780599149947530106/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=7780599149947530106' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/7780599149947530106'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/7780599149947530106'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2009/06/sakuroslub.html' title='Sakuroślub'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/_tGfRZswP3aw/SkKfM4KLSiI/AAAAAAAAAxo/C71BYJUv5r8/s72-c/P1100280.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-4101685526754923968</id><published>2008-06-27T20:13:00.002+02:00</published><updated>2008-06-27T22:09:24.045+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kultura'/><title type='text'>Noc Muzeów</title><content type='html'>W tym roku, już po raz szósty Poznań otworzył w nocy (tudzież nie zamknął o czasie) wszystkie swoje muzea. Kolejna nie lada gratka dla oszczędnych ;) A w tej kwestii uważam się za oszczędnego, bo nigdy nie rozumiałem, dlaczego za dobra kultury, oraz wgląd do historii, którą przecież nasz naród tak wysoko ceni, trzeba tyle płacić... Na szczęście są w muzeach „wolne soboty”, z których to z Natalią chętnie korzystamy. Postanowiliśmy więc skorzystać i z  „Nocy Muzeów”, bo liczyliśmy na fajny klimat, jaki mogło by mieć zwiedzanie muzeów po zmroku. I w sumie nie zawiedliśmy się, choć zwiedziliśmy naprawdę mało... Ale od początku.&lt;br /&gt;Dzień ten, czyli 17 maja, należał do tych, w których to pogoda lubi wyrządzać różnego rodzaju, niekoniecznie miłe niespodzianki. To tez z domu wyjść nam się nie chciało okrutnie i po potężnej ulewie która nawiedziła miasto wieczorem, byliśmy bliscy ze zrezygnowania z naszego planu. Mimo to udało nam się w końcu z domu wyjść. Co prawda dopiero koło dwudziestej pierwszej, ale jak to mówią lepiej późno niż wcale ;) Pogoda mimo wszystko nam sprzyjała, bo kolejna ulewa, rozpoczęła się gdy już jechaliśmy tramwajem, a zakończyła nim z tego tramwaju wysiedliśmy, ot fart :) Na pierwszy ogień wybraliśmy ratusz – Natalia w ratuszu nie była od dawna, a ja – wstyd się przyznać – wcale. Ale po tej wizycie mam zamiar tam powrócić i to jeśli się uda – nie raz. Ratusz naprawdę urzekał stylem i wystrojem, oraz przede wszystkim – widokami z okien. Niestety tych ostatnich pokazać wam nie mogę, gdyż w ogóle nie brałem się za pstrykanie po zmroku telefonem, z doświadczenia wiem, że zrobione w ten sposób zdjęcia, mogą co najwyżej irytować nieostrością i obficie występującą na nich kaszką.&lt;br /&gt;Za to mogę wam pokazać coś co większość ludzi lubi, a reszta uwielbia, czyli nieostra fotkę starych motocykli&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUxYay-XAI/AAAAAAAAAgk/exeX5YZ238Y/s1600-h/Zdj%C4%99cie007.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUxYay-XAI/AAAAAAAAAgk/exeX5YZ238Y/s320/Zdj%C4%99cie007.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216630038958332930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Coś co prawie każdy Wielkopolanin widział z daleka, a Ci którym chciało się wejść do Ratusza mogli zobaczyć z bliska (kompletnie obcy ludzie w tle, są jak zdążyliście zauważyć już na pierwszym zdjęciu - standardem)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUxOQ4_ZvI/AAAAAAAAAgc/RBfQ76UDs-o/s1600-h/Zdj%C4%99cie010.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUxOQ4_ZvI/AAAAAAAAAgc/RBfQ76UDs-o/s320/Zdj%C4%99cie010.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216629864500520690" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oraz fotkę, która mnie się osobiście ze wszystkich jakie zrobiłem tego wieczoru podoba najbardziej, czyli widok ze schodów prowadzących na wyższe piętra Ratusza&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUxCfKrT1I/AAAAAAAAAgU/-EB76-gwWBs/s1600-h/Zdj%C4%99cie009.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUxCfKrT1I/AAAAAAAAAgU/-EB76-gwWBs/s320/Zdj%C4%99cie009.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216629662174367570" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z ratusza uciekliśmy dość szybko. Głównie za sprawą przelewających się po poszczególnych pokojach tłumów i niesamowitej duchoty, przez którą już po kilku chwilach byłem zlany potem. Gdy wydostaliśmy się na zewnątrz, udaliśmy się w stronę Muzeum Instrumentów Muzycznych – lecz zrezygnowaliśmy z ambitnego planu wciskania się do środka, gdy przez otwarte okna budynku, ujrzeliśmy dzikie hordy oblegające znajdujące się wewnątrz pomieszczenia... Pomyślałem więc, że dobrze będzie się wybrać do muzeum etnograficznego, które znajduje się dość mocno na uboczu, ergo – nie będzie tam takich tłumów. Po drodze chcieliśmy wstąpić jeszcze do Natalii ulubionego muzeum – Archeologicznego, lecz stojąca przed muzeum kolejka ludzi czekających na wstęp, skutecznie nas do tego zniechęciła.&lt;br /&gt;W okolicach muzeum etnograficznego było mimo zbliżającego się koncertu tak jak przypuszczałem troszkę luźniej. Nim zwiedziliśmy główne muzeum, wstąpiliśmy najpierw do wybudowanego niedawno i budzącego wiele kontrowersji odnośnie finansów muzeum Bambrów Poznańskich. Warto zwiedzić ten budynek głównie przez umieszczoną wewnątrz makietę Bamberskiej chaty wraz z wyposażeniem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUw1kmmIqI/AAAAAAAAAgM/9jwsuZQfCdU/s1600-h/Zdj%C4%99cie014.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUw1kmmIqI/AAAAAAAAAgM/9jwsuZQfCdU/s320/Zdj%C4%99cie014.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216629440295346850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUwr9h0ihI/AAAAAAAAAgE/SRvvr_8mG2A/s1600-h/Zdj%C4%99cie012.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUwr9h0ihI/AAAAAAAAAgE/SRvvr_8mG2A/s320/Zdj%C4%99cie012.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216629275187513874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUwg29Jg_I/AAAAAAAAAf8/7Ho6rItjPdQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie011.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUwg29Jg_I/AAAAAAAAAf8/7Ho6rItjPdQ/s320/Zdj%C4%99cie011.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216629084444525554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUwXKtA2LI/AAAAAAAAAf0/WjKIe7e66No/s1600-h/Zdj%C4%99cie015.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUwXKtA2LI/AAAAAAAAAf0/WjKIe7e66No/s320/Zdj%C4%99cie015.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216628917946865842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę przyjemnie zwiedza się starodawne pokoje, kuchnie, sypialnie...&lt;br /&gt;Górna część muzeum Bambrów, była już mniej widowiskowa, choć i tak warto tam zajrzeć, gdyż niektóre przedstawione tam „sprzęty agd” pamiętam z dzieciństwa :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUwFc6iZ0I/AAAAAAAAAfs/E1PeMfz68FE/s1600-h/Zdj%C4%99cie016.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUwFc6iZ0I/AAAAAAAAAfs/E1PeMfz68FE/s320/Zdj%C4%99cie016.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216628613597783874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Później odwiedziliśmy już tylko Muzeum Etnograficzne.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUv3RaA0bI/AAAAAAAAAfk/6XjyDDVC-Yg/s1600-h/Zdj%C4%99cie017.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUv3RaA0bI/AAAAAAAAAfk/6XjyDDVC-Yg/s320/Zdj%C4%99cie017.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216628369990406578" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUvnicwhoI/AAAAAAAAAfc/-nk2_wntu-M/s1600-h/Zdj%C4%99cie021.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUvnicwhoI/AAAAAAAAAfc/-nk2_wntu-M/s320/Zdj%C4%99cie021.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216628099687417474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUvfRhOCyI/AAAAAAAAAfU/K1z37BUjCPM/s1600-h/Zdj%C4%99cie022.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUvfRhOCyI/AAAAAAAAAfU/K1z37BUjCPM/s320/Zdj%C4%99cie022.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216627957703772962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Powiem szczerze – warto tam zajrzeć, ale najlepiej – po zmroku właśnie. Jest absolutnie upiorne. Widok zdjęć ludzi „z epok” głównie prostych chłopów, którzy uśmiechają się z czarno - białych fotografii w sposób, w jaki uśmiechać się potrafią tylko fanatyczni wyznawcy Jezusa wierzący w Chochoła, Południce, Topielice, Dolę i całą pozostałą brać upiorów, demonów i zabobonów potrafiący bez mrugnięcia okiem ukamienować własne dziecko za zły kolor włosów, robią naprawdę niezłe wrażenie. Tak jak sala, w której zdjęcia tychże postaci widnieją powiększone na całą ścianę, otoczone eksponatami tworzącymi wystrój w stylu tamtejszych gospodarstw, z głośników dobywa się cichy głos małego dziecka, śpiewający  piosenkę, z której jedynym zrozumiałem słowem jest „Jezu”...&lt;br /&gt;To kilka fotek&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUvKdo-5cI/AAAAAAAAAfM/Y6g6hZK27pY/s1600-h/Zdj%C4%99cie018.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUvKdo-5cI/AAAAAAAAAfM/Y6g6hZK27pY/s320/Zdj%C4%99cie018.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216627600180307394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUu4mFQp2I/AAAAAAAAAfE/Dk5xeIrRVJ8/s1600-h/Zdj%C4%99cie020.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUu4mFQp2I/AAAAAAAAAfE/Dk5xeIrRVJ8/s320/Zdj%C4%99cie020.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5216627293208749922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kolejna atrakcja, to sala zawierająca manekiny ubrane w ludowe stroje. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że każdy manekin, zamknięty jest w osobnej gablocie, sprzężonej z czujnikami ruchu. Gdy koło niej przechodzimy, wewnątrz szklanego pomieszczenia zapala się światło, a manekin zaczyna powoli wirować wokół własnej osi. Mocne. Poniższe fotki pochodzą właśnie z tej sali. W drodze powrotnej, chcieliśmy zahaczyć jeszcze o zamek, lecz grupa około 50 osób czekających na wstęp, skutecznie nas zniechęciła... Żałuje tylko, iż Natalia była zbyt zmęczona, by odwiedzić jeszcze mieszczące się pod Rondem Kaponiera Muzeum Motoryzacji, lecz wierzę, że uda mi się je zwiedzić w najbliższym czasie :)&lt;br /&gt;Ale spokojnie, notki z tego nie będzie :)&lt;br /&gt;Podsumowując – Noc muzeów – naprawdę fajna sprawa, choć napierające tłumy czasem odbierają jej urok. Na szczęcie czasem też tego uroku wbrew pozorom dodają. Fajny pomysł na spędzenie wieczoru w mieście, ale pod warunkiem że ma się ochotę naprawdę sporo chodzić i nie przeraża was możliwość utknięcia w kolejce do wyjścia lub wejścia. To tyle :)  Przyznam się szczerze, że generalnie nie wiem, dlaczego opisuję tak mało znaczący wieczór, gdy w kolejce czeka opis znacznie dłuższej bo liczącej około 400km w jedna stronę wyprawy, podczas której zwiedziliśmy znacznie więcej niż tylko obiekty kultury w postaci trzech muzeów, ale możliwe że po prostu chcę tym lekko wzbudzić wasz apetyt ;) W każdym razie żegnam się standardowym „do następnej” tym razem dłuższej i znacznie bogatszej w zdjęcia notki ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;p.s&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mam nadzieje, że napisanie jej, nie zajmie mi jak w wypadku powyższej ponad miesiąca :P Ale na deficyty mojego czasu skarżyć się można Natalii :P&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-4101685526754923968?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/4101685526754923968/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=4101685526754923968' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/4101685526754923968'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/4101685526754923968'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2008/06/noc-muzew.html' title='Noc Muzeów'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SGUxYay-XAI/AAAAAAAAAgk/exeX5YZ238Y/s72-c/Zdj%C4%99cie007.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-2745257937741608338</id><published>2008-05-26T21:11:00.002+02:00</published><updated>2008-05-27T11:24:51.861+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Natalia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kultura'/><title type='text'>World Press Pho.. co?...</title><content type='html'>Słoneczna niedziela, to wręcz idealny czas by wypuścić się gdzieś za miasto z dziewczyną  i korzystając ze sprzyjających warunków atmosferycznych, odpocząć na łonie natury przy śpiewie ptaków, szeleście leniwie unoszonych wiatrem worków foliowych i akompaniującym im głośnikom basowym zaparkowanych w promieniu dwustu metrów samochodów... Ta... Tak naprawdę, nie lubię niedzielnych wypadów na łono natury, z przyczyn podanych powyżej. Lecz niestety czasem, weekend to jedyne dni, gdy można się gdzieś wybrać. Na szczęście ostatnio tak nie było ;) Z racji iż niedzielnego poranka około godziny 9 wychodziłem z pracy, a niecałe 10h później, musiałem być w niej z powrotem, jakikolwiek wypad „za miasto” odpadał. Ale mimo wszystko, szkoda było tak pogodnego dnia na siedzenie w domu. Plan zarysował się więc prosty – po wyjściu z biblioteki, udaje się na Rataje po Natalię, a stamtąd, bez pospiechu i spacerkiem udamy się do miasta, a dokładniej zamku, w którym to podziwiać można od 01 do 25 maja prestiżową galerię zdjęć, jaką jest World Press Photo. Nie jesteśmy może wielkimi znawcami, ani fanami fotografii, ale jak większość ludzi, lubimy zerknąć na dobre zdjęcie, a WPP to wręcz prestiżowa wystawa, plan wydawał się przedni. No i był przedni, dopóki przedzieraliśmy się przez miasto w upale. Taki spacer, potrafi być naprawdę przyjemny, jeśli ma się odpowiednie towarzystwo, przy którym zapomnieć można o drobnych troskach i problemach dnia codziennego jak i odświętnej niedzieli. Przedzierając się przez miejską dżunglę i ocierając pot z czoła (ja nie ocierałam)*, wstąpiliśmy do poznańskiej Fary, by się troszkę ochłodzić. Nie byłem od lat, więc wnętrze kościoła wywarło na mnie – jak i kiedyś – spore wrażenie. Niestety nie pokarzę wam żadnych zdjęć z tego miejsca, gdyż te,które zrobiłem są... Cóż... Żenujące. Ale możecie mi uwierzyć iż warto będąc na mieście zahaczyć o kościół Farny, naprawdę jest co podziwiać. Po Farze, trafiliśmy bezpośrednio do zamku. Tam na wejściu, z racji braku rozsądku i pamięci, by zabrać ze sobą legitymacje szkolne, przyszło nam za bilety zapłacić po 9zł od osoby. Wtedy myślałem, że 18zł to nie wielka kwota, jak na to, co moim zdaniem miałem dzięki niej zyskać, tudzież przeżyć. I cholera jasna do teraz nie mogę pojąc jak mogłem się tak mylić...&lt;br /&gt;Po wskrobaniu się po schodach do sali wielkiej (której nazwa jest tak adekwatna do jej rozmiarów, jak wcześniej użyty przeze mnie wyraz „prestiżowa” pasuje do znajdującej się tam wystawy), oczom naszym ukazało się umieszczone przy samym wejściu zdjęcie, które ten doroczny konkurs wygrało. Pozwolę sobie tutaj wkleić kopie tej fotki, która to krąży po internecie&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsRmQvmFHI/AAAAAAAAAe8/9KmWPO5ZslQ/s1600-h/wpp.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsRmQvmFHI/AAAAAAAAAe8/9KmWPO5ZslQ/s320/wpp.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204773143384036466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak widzicie zdjęcie to, przedstawia żołnierza. Według opisu, jest to żołnierz wypoczywający w Afganistanie w bunkrze "Restrepo". Ta... Spoko... Tylko na mój gust (a przypominam że o gustach się nie dyskutuje i o tym, że ja na fotografii nie znam się wcale) zdjęcie to, jest na tyle nie ostre, że ja tak do końca nie jestem pewien, czy widniejący na nim żołnierz naprawdę odpoczywa, czy może tylko ziewa z nudów, lub też właśnie sobie przypomniał, że zostawił w domu włączone żelazko... Ostatnia opcja moim zdaniem brzmi najbardziej prawdopodobnie... Ale jak już mówiłem – nie znam się.&lt;br /&gt;Dalej było... No cóż, może nie gorzej, bo trafiały się naprawdę fajne i ciekawe zdjęcia (wieloryb pod lodowcem, dziewczyna z schowanym pod włosami karabinem, mikroby, czy obrzędy pogrzebowe), ale zachwyt mogły wzbudzić co najwyżej dwa, lub cztery, na 51 znajdujących się tam fotografii, co daje statystykę zbliżona do tej, jaka mogłaby osiągnąć pierwsza lepsza, wyciągnięta z zoo małpa puszczona w miasto z aparatem fotograficznym w dłoni. Zresztą, mina Natalii doskonale obrazuje jak bardzo ekscytująca, porywająca, oraz ciekawa była to wystawa&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsMwwvmFGI/AAAAAAAAAe0/xuAY8ycTFWQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie027.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsMwwvmFGI/AAAAAAAAAe0/xuAY8ycTFWQ/s320/Zdj%C4%99cie027.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204767826214524002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsMqAvmFFI/AAAAAAAAAes/tFpXFmk_o7Q/s1600-h/Zdj%C4%99cie034.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsMqAvmFFI/AAAAAAAAAes/tFpXFmk_o7Q/s320/Zdj%C4%99cie034.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204767710250406994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest też mina z gatunku "i co ja robię tu"&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsMgQvmFEI/AAAAAAAAAek/nLg6hCnL9YM/s1600-h/Zdj%C4%99cie038.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsMgQvmFEI/AAAAAAAAAek/nLg6hCnL9YM/s320/Zdj%C4%99cie038.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204767542746682434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie większość ludzi których tam widzieliśmy, miała podobne miny&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsMQAvmFDI/AAAAAAAAAec/IEhytdxWf3k/s1600-h/Zdj%C4%99cie037.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsMQAvmFDI/AAAAAAAAAec/IEhytdxWf3k/s320/Zdj%C4%99cie037.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5204767263573808178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ciężko stwierdzić, czy to dlatego, że zdjęcia były wątpliwie „ciekawe” czy też może ludzi ci dostrzegali w nich tą jakość, której ani Natala, ani ja, nie byliśmy w stanie wyłowić...(zapewne)&lt;br /&gt;I choć gdy publikuje te słowa jest już po wystawie, to i tak szczerze ją odradzam. Za pieniądze które wydałem na wstęp, mógłbym się spokojnie raz upić, lub zjeść wraz z Natalią kebab w Ali Babie i jeszcze go popić dobrym sokiem, jeździć przez cztery godziny poznańskim MPK, rozmienić to 18zł na jedno złotówki i wrzucać je do poznańskich fontann licząc, że spełnią się moje życzenia, czy dołożyć 2 zł i 2 razy wraz z wyżej wymienioną zwiedzić muzeum w Kwidzynie (o którym jeszcze będzie mowa za jakieś dwie, może jedną notkę ;) ). Jest naprawdę wiele opcji, by wydać te pieniądze lepiej niż na oglądanie nieostrych, nic nie przedstawiających zdjęć. Więc w razie czego – za rok się na tej wystawie na pewno nie spotkamy... Za to możemy się, może troszkę pośrednio, ale zawsze – spotkać tutaj, przy kolejnej notce :)&lt;br /&gt;Do następnej więc :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;* Tekst redagowała Natala ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-2745257937741608338?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/2745257937741608338/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=2745257937741608338' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/2745257937741608338'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/2745257937741608338'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2008/05/soneczna-niedziela-to-wrcz-idealny-czas.html' title='World Press Pho.. co?...'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SDsRmQvmFHI/AAAAAAAAAe8/9KmWPO5ZslQ/s72-c/wpp.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-71496559288083336</id><published>2008-05-14T18:32:00.001+02:00</published><updated>2008-05-14T19:05:51.227+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Natalia'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='zwierzęta'/><title type='text'>Słonie</title><content type='html'>Słoń jaki jest, każdy widzi. A przynajmniej widział lub wie, bo niestety, lub jak kto woli – na szczęście, nie mamy w naszym pięknym, niezwykle ciepłym i słonecznym kraju zbyt wielu okazji do widywania tych zwierząt. Ja „widzieć się” z jakimkolwiek słoniem miałem okazję ostatni raz gdy chodziłem do zawodówki. Słoniem tym, a właściwie słonicą była Kinga, legendarna już mieszkanka poznańskiego Starego Zoo. Niestety, a może po raz kolejny - na szczęście, Kindze zdechło się lata temu. Piszę na szczęście, bo gdy miałem okazje widzieć ja ostatni raz, przedstawiała się raczej mizernie. Stała bujając się na boki i zajadając trawę. Stara, kompletnie znudzona i zniszczona latami spędzonymi w kiepskich warunkach. Była chlubą zoo, a wyglądała jak żywy argument, by to zoo zamknąć... Nie było czego oglądać, a o „podziwianiu majestatycznego zwierzęcia” nie mogło wręcz być mowy. Więc gdy na tuTeju przeczytałem informację o rozkładającym się na Wildzie w okolicach ul. Chwiałkowskiego cyrku i paradujących z tego tytułu po pobliskim trawniku słoniach, stwierdziłem że miło by było się tam wybrać. Podzieliłem się tym pomysłem z Natalią, zareagowała bardzo optymistycznie i uzgodniliśmy, że gdy zjawi się u mnie w środę, wybierzemy się na spacer po mieście i przy okazji pooglądamy niecodziennych przybyszy :)&lt;br /&gt;Ale nim coś o słoniach napiszę, czy pokażę zdjęcia, muszę troszkę ponarzekać. Tym razem nietypowo, bo na miejsce w którym raczej nie bywam ;) Chodzi o centrum handlowe, ale takie nie byle jakie, tylko zbierający pochwały, nagrody i ochy oraz liczne achy – Stary Browar. Miejsc takich staram się raczej unikać, ale czasem trzeba skorzystać z dobrodziejstw jakie ofiarują – jednym z tych dobrodziejstw są darmowe toalety, których w Poznaniu, jako w cywilizowanym, europejskim, prężnie rozwijającym się mieście nie uświadczysz. W to miejsce mamy co prawda zaszczane bramy i więdnące od nadmiaru amoniaku drzewa w parkach miejskich, ale jakoś dziwnym trafem miałem ochotę po załatwieniu się umyć ręce, a że dawno nie padało, ciężko było o świeżą kałużę na mieście... Poza tym – Natalia chciała się przebrać w zakupioną na deptaku koszulkę. Weszliśmy więc do Starego Browaru i udaliśmy się w stronę toalet. Co zastała Natalia w damskiej – nie wiem. Mogę natomiast powiedzieć czym uraczył mnie kibelek męski. Znaczy... Nie mam zamiaru opisywać tutaj konstrukcji muszli klozetowej, rozwiązań zamków do kabin, czy opisywać geometrii umywalek, ale chciałbym napomknąć coś, o tamtejszych pisuarach. Otóż, wyglądają one tak&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsWPHB1cuI/AAAAAAAAAeM/Xf7fiW_DPAM/s1600-h/Zdj%C4%99cie000.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsWPHB1cuI/AAAAAAAAAeM/Xf7fiW_DPAM/s320/Zdj%C4%99cie000.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200274643569963746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;w pierwszej chwili pomyślałem – ale fajne, dotychczas widywałem takie tylko na filmach i to amerykańskich, takich, w których występują drogie hotele. Dziś już wiem, że życzę całemu męskiemu rodowi, by już tylko na filmach można było je oglądać... Dlaczego? Otóż by załatwić co trzeba przed takim pisuarem, należy stanąć w kałuży moczu, po czym dorzucić (czy może raczej dolać?) coś do tej kałuży od siebie, mocząc przy tym spodnie i buty... Po raz pierwszy, dla mnie, jako faceta, oddawanie moczu było skomplikowane i wymagało pewnych zdolności ekwilibrystycznych (jak to zrobić, by nogi były możliwie daleko od pisuaru i nie zaryć nosem w ścianę),  prestidigitatorskich (jedna ręka na ścianie, druga wiadomo, a spodnie trzymają się na tyłku same), oraz pęcherza – strongmana (co by i ostatnia kroplę na pół metra w dal posłać). Nigdy nie przypuszczałem, że zwykłe pisuary mogą zapewnić tak niezapomniane wrażenia i emocjonujące przeżycia...&lt;br /&gt;A skoro już jestem przy wrażeniach i przeżyciach, czas przejść do meritum, czyli słoni :)&lt;br /&gt;Z daleka wyglądały tak&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsWJXB1ctI/AAAAAAAAAeE/aDlQUXZbw1o/s1600-h/Zdj%C4%99cie001.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsWJXB1ctI/AAAAAAAAAeE/aDlQUXZbw1o/s320/Zdj%C4%99cie001.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200274544785715922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;a to co mnie zdziwiło, to brak jakiegokolwiek zabezpieczenia, od zwierząt dzielą ludzi tylko dwa sznurki i biało – czerwona taśma, dzięki czemu ma się wrażenie, że słoń może w każdej chwili do nas podejść.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsWC3B1csI/AAAAAAAAAd8/MH30qE7HVME/s1600-h/Zdj%C4%99cie003.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsWC3B1csI/AAAAAAAAAd8/MH30qE7HVME/s320/Zdj%C4%99cie003.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200274433116566210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsV7nB1crI/AAAAAAAAAd0/EWZAfHq6SYg/s1600-h/Zdj%C4%99cie004.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsV7nB1crI/AAAAAAAAAd0/EWZAfHq6SYg/s320/Zdj%C4%99cie004.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200274308562514610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szczerze powiedziawszy, to pewnie gdyby zechciał mógłby podejść, w końcu wątpię że taki sznureczek mógłby być dla niego jakąkolwiek przeszkodą. Jesteśmy przyzwyczajeni do zwierząt zamkniętych w klatkach, lub na innych wymyślnych wybiegach, a tutaj, zupełnie znienacka staje się przed tak majestatycznym stworzeniem, od którego dzielą nas niecałe 3 metry trawnika i kilka linek... A gdy minęło pierwsze wrażenie, chwyciliśmy za aparat by zrobić kilka zdjęć lepszej jakości. Część z nich robiła Natala co zresztą widać na załączonym obrazku&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVy3B1cqI/AAAAAAAAAds/WzVy5f7V2Gw/s1600-h/Zdj%C4%99cie009.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVy3B1cqI/AAAAAAAAAds/WzVy5f7V2Gw/s320/Zdj%C4%99cie009.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200274158238659234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;a część robiłem ja, które są czyje – nie wiemy :)&lt;br /&gt;A oto słonie :)&lt;br /&gt;I pierwszy, dziwny jak dla mnie widok – chodzące po trawniku słonie, a za nimi wieżowce&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVdHB1cpI/AAAAAAAAAdk/S8CwNfK9WSg/s1600-h/P1070620.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVdHB1cpI/AAAAAAAAAdk/S8CwNfK9WSg/s320/P1070620.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200273784576504466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To chyba najstarszy osobnik, był największy i co jak widać na obrazku, często posypywał się ziemią&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVY3B1coI/AAAAAAAAAdc/n9CmBY9VU5s/s1600-h/P1070617.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVY3B1coI/AAAAAAAAAdc/n9CmBY9VU5s/s320/P1070617.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200273711562060418" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tylko ten, z całej piątki posiadał kły&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVUHB1cnI/AAAAAAAAAdU/5wkKqz5hKnI/s1600-h/P1070597.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVUHB1cnI/AAAAAAAAAdU/5wkKqz5hKnI/s320/P1070597.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200273629957681778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pozostałe słonie nie miały ich wcale, lub miały ich resztki&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVO3B1cmI/AAAAAAAAAdM/psgCFZy-XCE/s1600-h/P1070583.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVO3B1cmI/AAAAAAAAAdM/psgCFZy-XCE/s320/P1070583.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200273539763368546" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVJnB1clI/AAAAAAAAAdE/vby_-aaJK7I/s1600-h/P1070570.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVJnB1clI/AAAAAAAAAdE/vby_-aaJK7I/s320/P1070570.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200273449569055314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVC3B1ckI/AAAAAAAAAc8/FPVAbniymZ0/s1600-h/P1070568.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsVC3B1ckI/AAAAAAAAAc8/FPVAbniymZ0/s320/P1070568.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200273333604938306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsU-HB1cjI/AAAAAAAAAc0/BQ_DIq1XaQc/s1600-h/P1070554.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsU-HB1cjI/AAAAAAAAAc0/BQ_DIq1XaQc/s320/P1070554.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200273252000559666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Byliśmy na tyle blisko, że można było zrobić całkiem ładne zdjęcie oka jednego ze słoni&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsU0XB1chI/AAAAAAAAAck/k1OUvgTG7PM/s1600-h/P1070548.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsU0XB1chI/AAAAAAAAAck/k1OUvgTG7PM/s320/P1070548.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200273084496835090" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsUvHB1cgI/AAAAAAAAAcc/XFoWSzDz94I/s1600-h/P1070545.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsUvHB1cgI/AAAAAAAAAcc/XFoWSzDz94I/s320/P1070545.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200272994302521858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdy już nam się znudziło pstrykanie, ruszyliśmy w stronę Hetmańskiej, by tam wsiąść w tramwaj. Nie byłbym sobą, gdybym nie przeciągnął Natalii przez jakieś dziwne miejsca – tym razem były to ogródki działkowe zaraz przy rzeczonej ulicy. Zawsze wydawało mi się, że musi tam być okropnie z racji tak blisko przebiegającej ruchliwej ulicy. Myliłem się – nie jest tak źle, ale mimo to, wole swoja działkę na Zawadach, która jest zdecydowanie cichszym i przytulniejszym miejscem. A o działkach wspominam tylko dlatego, iż udało mi się zauważyć tam coś sympatycznego i zrobić temu czemuś zdjęcie&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsUeXB1cfI/AAAAAAAAAcU/9sgV6IBkdpE/s1600-h/Zdj%C4%99cie010.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsUeXB1cfI/AAAAAAAAAcU/9sgV6IBkdpE/s320/Zdj%C4%99cie010.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5200272706539713010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie wiem co to, czy mysz, czy beztrombny słoń, jakiś kangur, czy jak Natalia sugerowała – hefalump. Ważne że był sympatyczny i wywołał na chwilę uśmiech (nie żebyśmy byli ponurzy, ale czasem miło zobaczyć coś niespotykanego ;) )Uśmiechnęliście się? Jeśli tak – to dobrze i zapraszam na kolejną notkę, jeśli nie – też zapraszam, może następnym razem wywołam czymś wasz uśmiech? :)&lt;br /&gt;Do następnej :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-71496559288083336?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/71496559288083336/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=71496559288083336' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/71496559288083336'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/71496559288083336'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2008/05/sonie.html' title='Słonie'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SCsWPHB1cuI/AAAAAAAAAeM/Xf7fiW_DPAM/s72-c/Zdj%C4%99cie000.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-9171086988645891102</id><published>2008-04-15T06:44:00.001+02:00</published><updated>2008-04-15T14:10:10.232+02:00</updated><title type='text'>Po przerwie</title><content type='html'>Ciężko zacząć, gdy miało się tak długą przerwę. Bo niby od czego tak naprawdę zacząć pisanie? Od tłumaczenia się, z czego ta przerwa wynikała? Czy może lepiej zacząć opisywać to, co się w tak zwanym międzyczasie wydarzyło? A może zamiast pisać, co mnie do przerwy „przymusiło”, lepiej napisać, dlaczego wciąż mam ochotę swoja „tfurczość” (tak, ta TFUrczość, przez duże TFU) kontynuować? Czy też może po prostu udawać, że przerwy nie było i pisać dalej jak gdyby nigdy nic? Ot, jak sami widzicie -  problem...&lt;br /&gt;  Najłatwiejsza byłaby chyba ostatnia opcja, ale moim zdaniem, byłaby też jakaś taka nie w porządku względem ludzi, którzy mnie dotychczas czytali, czyli was. Tłumaczenie się... No cóż, chętnie bąknę coś na temat tego, co kazało tym nielicznym czytelnikom czekać, ale jakoś nie wydaje mi się, by roztrząsanie (szczególnie takie, jakiego się tu już raz (mam nadzieję że pierwszy i ostatni raz) tutaj dopuściłem) jakichś moich prywatnych problemów było dla postronnych czytelników interesujące, poza tym – nic mi po tym – ci, którzy powinni coś na ten temat wiedzieć – wiedzą, reszta może sobie spokojnie żyć swoim życiem nie przejmując się moimi sprawami ;)&lt;br /&gt;Do dość mocnych powodów niepisania zaliczył bym moje lenistwo ;) Ale sprawa nie jest tak prosta, jakby się mogło wydawać. Nie chodzi o niechęć do pisania notek, o nie, na to miałem ochotę i to nie raz, tylko „przeszkadzała” mi w tym szkoła... Już tłumacze jak: Otóż ucząc się zaocznie, trzeba co jakiś czas, a dokładniej na koniec każdego semestru, z wielu przedmiotów pisać tak zwane „prace kontrolne”. Niby nic wielkiego (bo naprawdę nic wielkiego), ale jakoś nie lubię pisać na z góry narzucony temat... Chociaż chyba nikt nie lubi... A do tego nielubienia dochodzi fakt, że po prostu  nie potrafię... Gubię się w tonie narzuconego materiału, chcę zawrzeć w tekście wszystko, choć czasu i rzeczywistych chęci mam na absolutne minimum, którego nie potrafię sklecić w zgrabną całość, nie przekopując się przez kolejne hałdy materiałów, z których to dorzucam kolejne wątki, aż zarys pracy wygląda tak, że na finalne pisanie jej, nie starczyło by mi życia... W efekcie nie robię nic... Jak się to do rzeczonego bloga ma? Otóż gdy miałem ochotę naskrobać notkę, a wisiało nade mną widmo pracy kontrolnej, za która powinienem się zabrać w pierwszej kolejności, to jakoś dziwnie było mi pisać, dla przyjemności, skoro obowiązek czeka. W efekcie nie powstawała ani praca, ani notka... Kto ma, lub miał tak głęboko zakorzenionego lenia, poganianego czasem poczuciem obowiązku jak ja – ten wie jak to jest ;)&lt;br /&gt;  Pisanie o tym, co się wydarzyło od ostatniej notki, to cóż, pomysł wręcz niedorzeczny, bo na tej podstawie można by nie notkę, a książkę napisać... Chociaż oczywiście parę rzeczy doczeka się swojego opisu niebawem, np: Woodstock, z którego co prawda nie będzie szczegółowej relacji, ale troszkę zdjęć i zdawkowy opis przeżyć pojawią się na pewno, co pewnie niektórych ucieszy :) Tak samo, jak wspomnę tu o Natalii, mojej szkole, a właściwie jej końcu i wrzucę kilka ciekawszych zdjęć z tego tak zwanego „międzyczasu”. Ze stosownym opisem oczywiście ;)&lt;br /&gt;  Dlaczego chcę to wciąż mimo takiej przerwy dalej robić? Cóż, po pierwsze dlatego, że po prostu chce :) Po drugie – co jakiś czas słyszę głosy (nie, nie w głowie, tylko głosy tych, którzy mnie czytali), bym coś napisał, oraz, choć nie wiem w jak dużym stopniu przez pewne zdarzenie, które miało miejsce w kilka dni, po tym, jak skradziono mi rower.&lt;br /&gt;  I to chyba dobry punkt zaczepienia, by jak gdyby nigdy nic rozpocząć nową notkę ;)&lt;br /&gt;  Otóż jak zapewne pamiętacie – mam cyklozę. Może nie jakąś wybitnie zaawansowaną, może nie uciążliwą, ale za to dość mocno zakorzenioną i przypuszczam, że już nie uleczalną :) Jestem z tej cyklozy dumny i dotychczas pielęgnowałem ją bez większego wysiłku dzięki swojemu rowerowi – Manguście. Mangusta (czyli czarno - srebrny góral marki Mongoose który widzicie poniżej)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SAQy30zFJ1I/AAAAAAAAAcM/Jn_HqBH9mks/s1600-h/Mangista.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SAQy30zFJ1I/AAAAAAAAAcM/Jn_HqBH9mks/s320/Mangista.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5189328605284738898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;w którego wkładałem całe serce i dużą większość zarobków został mi pewnego dnia skradziony... I to skradziony w dość perfidny i bezczelny sposób.&lt;br /&gt;Wracając rano z biblioteki której to znów jestem pełnoprawnym pracownikiem, zahaczyłem o maminy kiosk, by dać swej rodzicielce trochę oddechu i okazje do zrobienia zakupów. Rower jak zwykle przypiąłem obok kiosku, do stalowej rury, będącej elementem siatkowego ogrodzenia biegnącego zaraz za kioskiem. Zapięcie było solidne – tak w każdym razie twierdził producent żądając za nie, niebagatelnej jak na mój gust kwoty 130zł. Jak widać dla firmy treelock, 130zł, to za mało, by produkt miał być solidny, a widniejące na opakowaniu napisy krzyczące „cut protection”, są warte tyle samo, co zapewnienia tesco, o wysokiej jakości własnych produktów. Zabezpieczenie zostało po prostu przecięte. W biały dzień, rankiem, na ulicy do cichych i spokojnych nie należącej, czyli Głogowskiej. Chciałbym z tego tytułu podziękować wszystkim przechodniom, którzy przechodzili tam tego dnia i widzieli feralne zdarzenie. Z doświadczenia wiem, że musiało ich tam być o tej godzinie, podczas trwania całego „zajścia” kilkudziesięciu. Jak to świadczy o naszym kochanym społeczeństwie? Każdy chyba może sobie odpowiedzieć na pytanie sam...&lt;br /&gt;Oczywiście zgłosiłem całe zajście na pobliskim komisariacie policji. Efekt był z góry przewidziany, czyli żaden... Przyznam się, że sam trochę zawaliłem, nie szukając roweru na własna rękę i wszelkimi dostępnymi metodami ale... Cóż... Po prostu nie miałem siły... Może się to niektórym wydać dziwne, bo w końcu rower, to tylko „rzecz nabyta”, ale dla mnie, znaczył on „troszkę” więcej niż kilka aluminiowych rurek na dwóch kołach... Zresztą... Kto czytał bloga – ten wie. Ta strata naprawdę mnie zabolała i każdy kto ma jakieś hobby, będzie w stanie to zrozumieć, pozostałym mogę po cichu współczuć ;)&lt;br /&gt;  Ale mimo stanu przybicia, w jaki wprowadziło mnie powyższe zdarzenie, przytrafiło mi się też coś, przez co uśmiech nie znikał mi z twarzy przez pół dnia i co jest po części odpowiedzialne za fakt, iż dalej mam zamiar kontynuować pisanie bloga.&lt;br /&gt;  Otóż w trzy lub cztery dni, po kradzieży, wracałem rankiem z biblioteki, tej na Placu Wolności, bo załatwiałem tam jakieś papiery, odnośnie mojego przyszłego zatrudnienia. Pełzłem sobie spokojnie z ponura mina i sączącą się do głowy muzyką z telefonu, gdy zaraz obok empiku, zaczepił mnie jakiś koleś. Wydobywszy słuchawki z uszu, usłyszałem pytanie: „Ty jesteś Tandol?” Niezwykle zaskoczony, nie bardzo wiedząc o co chodzi – przytaknąłem. Przebiegu dalszej rozmowy niestety nie jestem w stanie cytować, gdyż odbyła się naprawdę szmat czasu temu, ale już piszę o co chodziło. Okazało się, że człowiek który mnie zaczepił, a którego pierwszy raz na oczy widziałem - zna mnie. Zna mnie, z mojego bloga właśnie, bo lubi go czytywać. Jadąc tramwajem, zauważył mnie idącego chodnikiem i postanowił wysiąść, by zapytać kiedy kolejna notka, bo od ostatniej minęło już sporo czasu i mimo iż zagląda regularnie na blog, to nie pojawia się tam nic nowego. W życiu mnie nikt chyba tak niczym nie zaskoczył i to zaskoczył w pełni pozytywnie (choć moja ówczesna mina wyrażająca głębokie „ke??” mogła w danej chwili mówić co innego ;) ). Chwilę trwało, nim po naszym rozstaniu i podjęciu przeze mnie dalszej wędrówki w kierunku oczekującego mnie po nocnej zmianie domowego łózka, mój tradycyjnie otępiały o poranku mózg ochłonął po nieprzewidzianym zdarzeniu, przetrawił wszystkie informacje i za pomocą skurczy odpowiednich mięśni mimicznych wywołał na twarzy grymas zwany potocznie „głupkowatym uśmiechem”, który to nie opuszczał już mej facjaty przez większą część dnia. To naprawdę bardzo fajne uczucie, kiedy to co robisz, choćby to była tylko zabawa – ktoś docenia. No i niezła motywacja, by jednak brnąć dalej ;)&lt;br /&gt;Mam nadzieję, że ten spotkany czytelnik nie zniechęcił się tak długą przerwą i czasami tu jeszcze zagląda, jeśli zagląda – czytelniku – odezwij się ;)&lt;br /&gt;  No i to by było chyba na tyle jeśli idzie o „mój pierwszy raz po przerwie”, bo co tu więcej pisać? Mogę jedynie przeprosić za jakość tekstu, bo wydaje mi się, że przez tą przerwę troszkę „zardzewiałem”. Zapraszam też do komentowania i zaglądania tu znów od czasu do czasu. Teraz, gdy mam ku temu możliwości, będę mam nadzieję pisał więcej i publikował częściej :) No to co? Do następnej? ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-9171086988645891102?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/9171086988645891102/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=9171086988645891102' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/9171086988645891102'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/9171086988645891102'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2008/04/po-przerwie.html' title='Po przerwie'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/SAQy30zFJ1I/AAAAAAAAAcM/Jn_HqBH9mks/s72-c/Mangista.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-68665382851863807</id><published>2007-07-12T11:07:00.000+02:00</published><updated>2007-07-15T23:00:17.612+02:00</updated><title type='text'>Warszawa</title><content type='html'>Do stolicy wybierałem sie od dawna, od powiedział bym wręcz, bardzo dawna. Miasto Stołeczne, kojarzyło mi się, mimo całej swej brzydoty, brudu, oraz dziwnych ludzi w tramwajach, na chodnikach i Warszawskich jezdniach bardzo przyjemnie, gdyż to tam spędzałem niezapomniane chwile z niejaką panną Martą, zwaną również Afrodytką. Dzięki niej, naprawdę polubiłem tę krainę krawaciarzy, mimo wszystkich jej wad i że tak to eufemicznie określę – syfów „leczonych” pudrem (to serio eufemizm....). Ale to, iż zdecydowałem sie tam w końcu wybrać, to nie tylko zasługa wyżej wymienionej. Nie zdecydował bym się, gdyby nie Trystia, zwana także, a może raczej przede wszystkim Hanką. Z tym, że ja będę trzymaj się opcji nickowo - ksywowej, by nie robić zamieszania, w głowach tym, którzy dzięki wyjątkowemu samozaparciu nie uschną i przetrwają ten przydługi wstęp (lub zwyczajnie go sobie odpuszczą i nie przeczytają, cwaniacy...). W każdym razie chęć spędzenia czasu z Trystią, jak i zrobienie niespodzianki Marcie, z którą nie gadałem od... Cóż... Dawna... Zmobilizowały mnie, do zapakowania Mangusty w pociąg i ruszeniu ku znanemu, lecz powoli zapominanemu przeze mnie miastu. Dlaczego z rowerem? Bo chciałem pozwiedzać, a rower daje mobilność, jakiej nie oferuje żaden inny środek lokomocji, o czym wszyscy od dawna powinni wiedzieć :] Na pytanie „co pozwiedzać?” odpowiem, iż bynajmniej nie zabytki, pomniki, czy inne turystyczne atrakcje, choć głównie tych właśnie, zdjęcia tu ujrzycie, ponieważ w wawie, a dokładniej w jej centrum, człowiek sie o nie wręcz potyka. Interesował mnie raczej klimat, Warszawy. Każde miasto, ma swój jedyny i niepowtarzalny. Coś, czego nie da się chyba uchwycić na zdjęciu, a już na pewno nie za pomocą kamerki w telefonie. Ciężko to opisać i scharakteryzować. Ten klimat po prostu jest. W ludziach, chodnikach, ulicach i powietrzu. Pomniki, miejsca pamięci, czy stylizowane kamienice, są tylko jego małym pierwiastkiem i tylko razem tworzą, tą niepowtarzalną aurę miasta. To dzięki temu, część z was, obudzona na środku ulicy której nigdy wcześniej na oczy nie widziało, potrafiła by rozpoznać miasto lub miasteczko, w którym wcześniej było i które choć troszkę zna. I właśnie to „coś”, ten klimat chciałem sobie pozwiedzać.&lt;br /&gt;Plan był prosty. Miałem wsiąść w sobotę rano w pociąg, około 9:17 pojawić się na Warszawskim Dworcu Centralnym, ruszyć ochoczo do oglądania stolicy, jeść z Martą obiad, zostać przenocowanym przez Hankę (przyjaciółkę Trysti, również Hanki, jeśli pamiętacie), ruszyć w dalszy rowerowy podbój okolicy, po czym o 18:55 złapać pociąg do poznania. Wyszło z goła inaczej, co powinno usprawiedliwiać długość tej notki ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Otóż jakimś dziwnym trafem, przerwaliśmy z Martą naszą tajna zmowę milczenia (tak tajna, iż sami nie pamiętamy dokładnie skąd się wzięła i po co). Gdy to sie stało, nie potrafiłem nie wygadać się, o tym, jakiż to niecny plan sobie opracowałem wraz z Trystią. Wygadanie się, zaowocowało zaoferowaniem mi przez Martę noclegu, na noce z poniedziałku na wtorek i wtorku na środę, gdyż w tych dniach, miała zostać sama w domu. Musicie przyznać - grzechem byłoby nie skorzystać. Pozostawała jeszcze kwestia nocy z niedzieli na poniedziałek, ale założyłem sobie że „jakoś to będzie”.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tak oto, pełen nadziei na miłe spędzanie czasu i strachu o własne życie, gdyż warszawscy kierowcy od czasu gdy po raz pierwszy ujrzałem ich w akcji, na ulicach stolicy, zachowujących się jak skrzyżowanie lotu trzmiela (trzmiel był pijany, wierzcie mi), z mongolskim baletem (również pijanym) wzbogaconym fantazją japońskich kamikadze (sake!!), zwyczajnie napawali mnie lękiem... W poznaniu, mimo iż panowie blachosmrodziarze w moim mniemaniu byli bardziej przewidywalni i logiczni, rowerzyści nie maja łatwego ani bezpiecznego życia, to co dopiero tam?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba dobre miejsce, na wtrącenie pierwszej refleksji na temat Warszawy i warszawiaków. Otóż okazało się, że jest z goła inaczej niż myślałem. Nie wiem, czy gdy byłem lata temu w wawie, patrzyłem na nią tak nieprzychylnym okiem, czy będąc teraz moje spojrzenie było bardziej łaskawe, ale tak jak kiedyś zachowaniem kierowców i pieszych byłem zdegustowany, tak teraz budzili mój zachwyt, podziw i szacunek. Kierowcy i piesi, LICZĄ SIE Z ROWERZYSTYAMI, widzą ich i TRAKTUJĄ JAK RÓWNORZĘDNYCH UCZESTNIKÓW RUCHU DROGOWEGO. Byłem w głębokim szoku, gdy okazało się, iż odległość w jakiej wyprzedza mnie poznański kierowca, a ja sie cieszę, że akurat ten, nie jak jego dziesięciu poprzedników i dwudziestu następców, nie zrobił tego „na grubość lakieru:, tylko dał mi 30cm swobody, w Warszawie jest ABSOLUTNYM MINIMUM. Tam „za blisko”, znaczy tyle, co u nas „bezpiecznie daleko”. I zdaje sobie sprawę z tego iż Warszawa w swej megalomanii, objawiającej sie między innymi szerokością dróg i chodników, zdecydowanie ułatwia takie zachowanie tamtejszym kierowcom. To jednak niewiele ma wspólnego z tym, że gdy wystawiam rękę, ponieważ chcę skręcić w lewo, samochody jadące w tym samym kierunku co ja, wpuszczają mnie między siebie, a jadący z przeciwka ustępują mi pierwszeństwa zatrzymując się, mimo iż skręcam w drogę podporządkowaną i grzecznie powinienem czekać na swoja kolej. W Poznaniu, gdy mam pierwszeństwo, trzeba je siłą (siłą, rowerem, na samochodach... jasne...) wymusić, lub czekać tak długo, aż inny samochód nie będzie skręcał razem ze mną, wtedy korzystając z jego „ochronki”, zazwyczaj udaje sie prześlizgnąć. A gdy pierwszeństwa nie mam... Cóż... Dusza na ramię i skręcam czekając na arie klaksonów... Kiedyś doczekam się też i jodłującego falsetu karetki... Ale wracając do tematu – jadąc sobie, tym razem ścieżką rowerową mego pięknego miasta, przy przejeździe przez jezdnię, mam 90% szans na to, że jeśli nie przepuszczę przecinającego ja prostopadle samochodu, zostanie przez niego „zdjęty” z roweru, a w najlepszym wypadku, gdy zdąży wyhamować, uprzejmy kierowca zakomunikuje mi ten fakt, za pomocą klaksonu i wiązanki wyzwisk. Tak jest zawsze i rzadko zdarza sie, by było inaczej. Gdy dojeżdżam do przejazdu równo z jakimś samochodem, on koniecznie musi mi udowodnić iż będzie na tym skrzyżowaniu pierwszy i wciska gaz, w końcu jest lepszy, prawda? To nie istotne że łamie przepisy, ważne że to on zajedzie drogę mi, a nie ja jemu. W wawie jest inaczej, kierowcy naprawdę zatrzymują sie, lub zwalniają gdy sie nadjeżdża, nie potrafiłem do tego przywyknąć, przez co często doprowadzałem do sytuacji, w których to i ja i samochód prawie zatrzymywaliśmy sie w miejscu przejazdu. Nawyk wynikający z tego, iż na Poznańskiej ścieżce rowerowej, rowerzysta jest gościem. Tak w mniemaniu kierowców, jak i pieszych, którzy są oburzeni faktem, że śmiem się tą ścieżka poruszać, gdy on, pieszy spaceruje sobie po niej nikomu nie wadząc. W końcu według najnowszej definicji, pieszy to ktoś, komu wreszcie udało sie znaleźć miejsce do parkowania, a jacy są nasi kierowcy – już wiadomo. Stołeczni piesi po ścieżkach rowerowych nie chodzą, a jeśli juz im sie zdarzy – widać że czują sie tam nieswojo, a na widok nadjeżdżającego roweru, schodzą na trawnik.&lt;br /&gt;Samych ścieżek jest o wiele więcej niż w Poznaniu, ale wynika to miedzy innymi z wcześniej wspomnianej Warszawskiej megalomanii – tam po prostu łatwiej ścieżkę wkomponować w chodnik czy ulice, gdyż jest na to miejsce. Niestety tak jak i u nas,ich wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Są zazwyczaj z kostki brukowej. Nie było by najgorzej, gdyby to była kostka taka jak tu, niefrezowana&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpYAhzHNjRI/AAAAAAAAAcE/KgMylrfTY0Y/s1600-h/Zdj%C4%99cie099.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpYAhzHNjRI/AAAAAAAAAcE/KgMylrfTY0Y/s320/Zdj%C4%99cie099.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086253409817693458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(tak wiem, słabo widać kostkę brukową, ale innego zdjęcia z takową nie posiadam), po której jedzie sie prawie jak po asfalcie, lecz niestety jest to zazwyczaj kostka frezowana, i to w kształcie prostokąta, takiego jak widać poniże&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpYAbzHNjQI/AAAAAAAAAb8/uOxLpXZjB20/s1600-h/Zdj%C4%99cie160.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpYAbzHNjQI/AAAAAAAAAb8/uOxLpXZjB20/s320/Zdj%C4%99cie160.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086253306738478338" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na powyższym zdjęciu, kostka jest ułożona w poprzek drogi, co jeszcze w moim wypadku da się znieść, natomiast gdy jej ułożenie jest takie, jak na zdjęciu poniżej&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpYATjHNjPI/AAAAAAAAAb0/QrcVcn4AecI/s1600-h/Zdj%C4%99cie248.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpYATjHNjPI/AAAAAAAAAb0/QrcVcn4AecI/s320/Zdj%C4%99cie248.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086253165004557554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;to przy tym, jak zbudowane są moje opony, jeździ sie tragicznie. Rowek który powstaje pomiędzy kostkami, ściąga koła, to takie koleiny w wersji rowerowej. Utrudnia to jazdę, niszczy opony i denerwuje. Ale powiem szczerze że lepsze to, niż nic.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba tyle jeśli idzie o refleksje na temat poruszania sie po wawie rowerem, czas wrócić do opisu całej wyprawy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy zbliżałem sie w sobotni poranek do dworca, Poznań żegnał mnie pięknym widokiem, którego niestety nie udało sie uchwycić bez wciskających sie w plan znaków drogowych, słupów trakcyjnych, lapm i sygnalizatorów świetlnych.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX_QTHNjOI/AAAAAAAAAbs/UGYMC7Vt0qg/s1600-h/Zdj%C4%99cie000.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX_QTHNjOI/AAAAAAAAAbs/UGYMC7Vt0qg/s320/Zdj%C4%99cie000.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086252009658354914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdy dotarłem do pociągu, okazało sie iż skład zaklasyfikowany jako mający możliwość przewożenia rowerów, nie posiada ani wagonu, ani przedziału rowerowego... Nie byłem zdziwiony, spodziewałem sie tego po naszym kochanym PKP. Zapytałem kierownika pociągu, gdzie w takim razie mam się z tym rowerem ulokować, kazał mi go przypiąć przy ostatnich drzwiach w ostatnim wagonie, przed toaletą. Wszystko było by fajnie, gdyby nie to, że zapiąć ten rower mogłem tam tylko za koło, czyli tak, jak bym nie przypinał go wcale. Odpięcie koła, to kwestia około piętnastu sekund, a jego koszt, zdecydowanie niższy niż całego roweru... Przeciętny średnio rozgarnięty facet, był w stanie po prostu zabrać go i wyjść mimo zabezpieczenia. Zresztą... Ja tu o zabezpieczeniu i odkręcaniu kół, gdy wystarczył scyzoryk i 3 minuty, by odkręcić od ściany pociągu uchwyt, do którego owe koło zostało przypięte...&lt;br /&gt;Tak więc zapiąłem rower&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX_KDHNjNI/AAAAAAAAAbk/hH_5W07wNeE/s1600-h/Zdj%C4%99cie001.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX_KDHNjNI/AAAAAAAAAbk/hH_5W07wNeE/s320/Zdj%C4%99cie001.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086251902284172498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;zablokowałem hamulce i zamiast korzystać z miejscówki za 3zł (którą oczywiście miałem wystawiona na miejsce półtora wagonu dalej), a bez której nie mógłbym poruszać sie tym pociągiem, stałem na korytarzu, jednym okiem śpiąc, a drugim łypiąc podejrzliwie na pociągowych spacerowiczów. Po drodze rower służył licznym pasażerom jako podpórka, wieszak na bagaże, czy wreszcie siodełko dla dziecka, ale zniosłem to wszystko jak i on – dzielnie i bez skargi.&lt;br /&gt;Gdy dotarłem do Warszawy, okazało się, iż zabranie błotników, było naprawdę mądrym wyborem gdyż ulice były jeszcze mokre, po niedawnej burzy.&lt;br /&gt;Po wydostaniu się z podziemi dworca, udałem się w kierunku dobrze mi znanym – na Bielany, gdzie mieszka Marta i pracuje Trystia – do własne pracy tej drugiej&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX_FDHNjMI/AAAAAAAAAbc/QKcy1HsavSs/s1600-h/Zdj%C4%99cie005.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX_FDHNjMI/AAAAAAAAAbc/QKcy1HsavSs/s320/Zdj%C4%99cie005.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086251816384826562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To co państwo właśnie widzieli, to coś, co w encyklopedycznej definicji piekła, znajduje sie zaraz na pierwszej pozycji, dopiero 2 miejsca niżej swe miejsce znajduje kiosk przy dworcu PKS. Mówię tak, na podstawie klientów, których na moich oczach obsługiwała Trystia. Jeśli myślicie, iż kobieta wybierająca nowe pantofle, nie wie czego chce, lub sprawia problemy, powinniście zobaczyć kobietę, kupującą uprząż dla jamnika. Haniu – podziwiam Cie za cierpliwość i składam Ci hołd, gdybym to ja tam pracował, juz dawno notki na blogu nie mówiły by o tym, gdzie byłem i co widziałem, a raczej relacjonowały utarczki Napoleona spod czwórki, z Gandhim spod szóstki, doprawiane perypetiami Wielkiego Ptaka z Ulicy Sezamkowej i jego czterdziestu rozbójników...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Potem miałem długo wyczekiwane spotkanie z Martą :] Nie widzieliśmy sie, jak mi to uświadomiła – prawie dwa lata i to zdecydowanie zbyt długi czas...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym, wyjątkowo miłym spotkaniu, udałem sie ponownie do Trystiowego piekiełka. Akurat kończyła pracę, zakupiła więc u Koreańczyka obiad, który później miałem przyjemność zjeść w towarzystwie Trystii i jej matki. Powiem szczerze iż było to zupełnie nowe i ciekawe doświadczenie, a dlaczego tak mówię – to już moja słodka tajemnica ;) Po obfity i smacznym obiedzie, udaliśmy sie do mieszkania Hanki – to tam miałem spać. Gospodyni jeszcze nie znałem ;) Poznałem ją, gdy pojawiła się w okolicach godziny 22:00. Urocza dziewczyna, choć niewiarygodnie zakręcona ;) Ale pozytywnie, więc jak juz mówiłem – urocza (powtarzam się? :P).&lt;br /&gt;Było piwo, okłady na moje oko, któremu nikt nie wie co sie stało – po prostu bolało, były dyskusje teologiczne (a właściwie jedna, najdziwniejsza w moim życiu) i był sen, oraz poranek wraz ze smacznym, przygotowanym przez Trystie śniadaniem :)&lt;br /&gt;Hankowego mieszkania, jak i żadnej z Hanek nie uwieczniłem, za to uwieczniłem dwa szczegóły, które to w owym mieszkaniu wypatrzyłem. Pierwszym jest radio w kształcie pingwina&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX--zHNjLI/AAAAAAAAAbU/6gCrZEU2GGM/s1600-h/Zdj%C4%99cie021.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX--zHNjLI/AAAAAAAAAbU/6gCrZEU2GGM/s320/Zdj%C4%99cie021.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086251709010644146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ja wiem że to nic nadzwyczajnego, że nie takie cuda można spotkać w sklepach i na bazarach, ale ten pingwin urzekł mnie spojrzeniem. Nie wiem dlaczego, po prostu to zrobił.&lt;br /&gt;Drugą rzeczą, jest największe pudełko zapałek, jakie w życiu widziałem :D&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-6jHNjKI/AAAAAAAAAbM/lG2_V1ifqW8/s1600-h/Zdj%C4%99cie020.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-6jHNjKI/AAAAAAAAAbM/lG2_V1ifqW8/s320/Zdj%C4%99cie020.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086251635996200098" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Draska działa w nim normalnie, a zapałki fruwają w środku luzem, naprawdę fajny, klimatyczny gadżet :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po śniadaniu, „ruszyłem w miasto”, by w końcu pozwiedzać. I jechałem sobie, trzaskając jak leci, co napotkałem na drodze. Pierwszym mym łupem, była Biblioteka Narodowa&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-0THNjJI/AAAAAAAAAbE/KbphfUR8EgY/s1600-h/Zdj%C4%99cie022.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-0THNjJI/AAAAAAAAAbE/KbphfUR8EgY/s320/Zdj%C4%99cie022.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086251528622017682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Później standardowo – Pomnik Bohaterów Powstania Warszawskiego&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-vDHNjII/AAAAAAAAAa8/pOc79mbztV4/s1600-h/Zdj%C4%99cie023.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-vDHNjII/AAAAAAAAAa8/pOc79mbztV4/s320/Zdj%C4%99cie023.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086251438427704450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I... Znudziły mi sie pomniki oraz zabytki :P Postanowiłem odszukać Warszawska Pragę. Wiedziałem tylko tyle, że znajduje się ona po drugiej stronie Wisły, nic ponadto. Nawet nie wiedziałem, którędy na jakiś most... Ale pamiętałem iż most Świętokrzyski, widać z Warszawskiej Starówki, więc znając mniej więcej azymut, właśnie tam sie udałem. Nim dotarłem do mostu, natknąłem sie na budynek Biblioteki Uniwersyteckiej. I byłem pełen zachwytu, podziwu i wszystkiego tego, czego można być pełnym, na widok naprawdę świetnie zaprojektowanego budynku. A oto i on:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-ozHNjHI/AAAAAAAAAa0/Z1tX3AE1rDI/s1600-h/Zdj%C4%99cie106.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-ozHNjHI/AAAAAAAAAa0/Z1tX3AE1rDI/s320/Zdj%C4%99cie106.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086251331053522034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-jTHNjGI/AAAAAAAAAas/Igrjk2sQJqo/s1600-h/Zdj%C4%99cie028.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-jTHNjGI/AAAAAAAAAas/Igrjk2sQJqo/s320/Zdj%C4%99cie028.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086251236564241506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-ejHNjFI/AAAAAAAAAak/6i3_T5pGp64/s1600-h/Zdj%C4%99cie029.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-ejHNjFI/AAAAAAAAAak/6i3_T5pGp64/s320/Zdj%C4%99cie029.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086251154959862866" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na dach można wejść, jest tam taras i ogrody, jak dla mnie – rewelacja, brakuje czegoś takiego w Poznaniu...&lt;br /&gt;Kawałeczek dalej, na trawniku, stoją sobie trzy, różowe jelenie...A może to są różowiutkie renifery? Ciężko mi stwierdzić, tak jak to, dlaczego są różowe...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-UjHNjEI/AAAAAAAAAac/JHN3hA5jnUI/s1600-h/Zdj%C4%99cie032.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-UjHNjEI/AAAAAAAAAac/JHN3hA5jnUI/s320/Zdj%C4%99cie032.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250983161171010" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak widać na zdjęciu, odnośnie koloru, musicie mi po prostu uwierzyć - serio są różowe :)&lt;br /&gt;Dalej był już sam most, który również robi przyjemne wrażenie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-PDHNjDI/AAAAAAAAAaU/ei7qohx4vjY/s1600-h/Zdj%C4%99cie034.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-PDHNjDI/AAAAAAAAAaU/ei7qohx4vjY/s320/Zdj%C4%99cie034.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250888671890482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-KTHNjCI/AAAAAAAAAaM/oO4PsMe0Ruw/s1600-h/Zdj%C4%99cie037.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-KTHNjCI/AAAAAAAAAaM/oO4PsMe0Ruw/s320/Zdj%C4%99cie037.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250807067511842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-EzHNjBI/AAAAAAAAAaE/Xm1proHNY5I/s1600-h/Zdj%C4%99cie038.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX-EzHNjBI/AAAAAAAAAaE/Xm1proHNY5I/s320/Zdj%C4%99cie038.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250712578231314" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak jak i widok z mostu na Wisłę&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9-jHNjAI/AAAAAAAAAZ8/CveCuqRyQDc/s1600-h/Zdj%C4%99cie035.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9-jHNjAI/AAAAAAAAAZ8/CveCuqRyQDc/s320/Zdj%C4%99cie035.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250605204048898" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oraz na lewobrzeżną Warszawę&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX95DHNi_I/AAAAAAAAAZ0/cFU4agZQX4c/s1600-h/Zdj%C4%99cie039.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX95DHNi_I/AAAAAAAAAZ0/cFU4agZQX4c/s320/Zdj%C4%99cie039.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250510714768370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Już za mostem, nie miałem pojęcia gdzie skręcić (bo po co patrzeć na drogowskazy?), odbiłem w lewo. Co prawda do Pragi nie dotarłem, ale trafiłem na coś lepszego. Najpierw mym oczom ukazały się pokaźne mury, coś jakby wał porośnięty trawą, w nim tunel, w tunelu stragany. I już wiedziałem gdzie jestem, pewności nabrałem, gdy mym oczom okazała się taka oto rogatka(?)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9yjHNi-I/AAAAAAAAAZs/vixahkzRIKQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie051.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9yjHNi-I/AAAAAAAAAZs/vixahkzRIKQ/s320/Zdj%C4%99cie051.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250399045618658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wiem wiem, słabo widać co napisane, dlatego ma drugie zdjęcie, zrobione innego dnia i w zupełnie innym miejscu, ale za to pokazujące napis w całej krasie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9sTHNi9I/AAAAAAAAAZk/CMBEglY9j-Q/s1600-h/Zdj%C4%99cie111.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9sTHNi9I/AAAAAAAAAZk/CMBEglY9j-Q/s320/Zdj%C4%99cie111.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250291671436242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdy dotarłem do stadionu, było już bardzo późno jak na tamtejsze zwyczaje, więc większość stoisk świeciła pustkami, funkcjonowało może jedno na piętnaście. Wcale mi to nie przeszkadzało, wręcz przeciwnie, dzięki temu mogłem sie swobodnie poruszać rowerem między targowiskami. Pierwsza rzecz, jaka rzuciła mi się w oczy, to niewiarygodny bałagan.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9mDHNi8I/AAAAAAAAAZc/XiYYBXjEjdo/s1600-h/Zdj%C4%99cie040.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9mDHNi8I/AAAAAAAAAZc/XiYYBXjEjdo/s320/Zdj%C4%99cie040.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250184297253826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9iDHNi7I/AAAAAAAAAZU/8LGhoml56ZY/s1600-h/Zdj%C4%99cie042.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9iDHNi7I/AAAAAAAAAZU/8LGhoml56ZY/s320/Zdj%C4%99cie042.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086250115577777074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sterty śmieci, resztki jedzenia, kartony i plastikowe wieszaki tworzyły dziwna atmosferę miejsca zapomnianego przez Boga.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9WTHNi6I/AAAAAAAAAZM/PVSsyOkpEdA/s1600-h/Zdj%C4%99cie043.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9WTHNi6I/AAAAAAAAAZM/PVSsyOkpEdA/s320/Zdj%C4%99cie043.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086249913714314146" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9STHNi5I/AAAAAAAAAZE/JYwRSwUm_sI/s1600-h/Zdj%C4%99cie044.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9STHNi5I/AAAAAAAAAZE/JYwRSwUm_sI/s320/Zdj%C4%99cie044.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086249844994837394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9OTHNi4I/AAAAAAAAAY8/ubWwHCpOudY/s1600-h/Zdj%C4%99cie047.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX9OTHNi4I/AAAAAAAAAY8/ubWwHCpOudY/s320/Zdj%C4%99cie047.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086249776275360642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8-zHNi3I/AAAAAAAAAY0/8xLzAN8eCSM/s1600-h/Zdj%C4%99cie046.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8-zHNi3I/AAAAAAAAAY0/8xLzAN8eCSM/s320/Zdj%C4%99cie046.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086249509987388274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX82THNi2I/AAAAAAAAAYs/LDLT7-ju-N0/s1600-h/Zdj%C4%99cie045.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX82THNi2I/AAAAAAAAAYs/LDLT7-ju-N0/s320/Zdj%C4%99cie045.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086249363958500194" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Drugą rzeczą, jaką odkryłem po może 10 minutach zwiedzania, był ogrom całego targowiska. Jest, czy może w chwili obecnej było – naprawdę gigantyczne. Zawsze z przymrużeniem oka traktowałem teksty o „największym kompleksie targowisk w europie”, jak sie okazuje – kompletnie niesłusznie...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę brakuje mi skali, by móc to do czegoś porównać, kręciłem się po terenie handlowym nie zatrzymując praktycznie ani na chwile przez dobre pół godziny i nigdy nie przejeżdżałem tymi samymi alejkami. Żałuję że nie zrobiłem więcej i ciekawszych zdjęć, ale jakoś nie miałem ochoty na pstrykanie, chyba byłem zbyt zaaferowany tym, co mnie otacza i zbliżająca sie burzą, która swym pomrukiwaniem dodawała miejscu klimatu. Ulewa którą z sobą przyniosła, też by pewnie dodała miejscu uroku, lecz nie była mi na rękę... Na plecach miałem cały swój skromny dobytek i przemoczenie go, było ostania rzeczą jakiej w tej chwili potrzebowałem.&lt;br /&gt;Na szczęście udało mi sie schronić w raz z kilkoma innymi rowerzystami i spacerowiczami pod daszkiem wieńczącym wejście Teatru Powszechnego. Gdy tak staliśmy czekając aż ulewa zelżeje, w oddalona o może 100, może 150 metrów trakcje kolejową, uderzył piorun – kolejne, jak dla mnie miłe, doznanie tego dnia ;) Gdy deszcz ustał, postanowiłem ruszyć na dalsze poszukiwania Pragi. Długo nie szukałem, gdy nadszedł kolejny deszcz... Tym razem schroniłem się we wnęce pozostałej po jakiejś zamurowanej bramie, stałem tam blisko godzinę, nim uznałem iż można ruszyć w dalszą drogę. Wiedziony kompletnie niczym, natknąłem sie na budynek podpisany „Warszawa Wschodnia”, był to dworzec kolejowy, nie prezentował sie z tej strony zbyt okazale... Za to przejście podziemne prowadzące na perony i jak sie okazało po przemierzeniu go, do właściwego budynku dworca – jak najbardziej&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8mDHNi1I/AAAAAAAAAYk/30kyAGuya54/s1600-h/Zdj%C4%99cie054.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8mDHNi1I/AAAAAAAAAYk/30kyAGuya54/s320/Zdj%C4%99cie054.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086249084785625938" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Lubię mroczne klimaty przejść podziemnych z migającymi jarzeniówkami, budzą taki przyjemny niepokój ;) A oto sam budynek dworca&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8hTHNi0I/AAAAAAAAAYc/79Grxplhu6k/s1600-h/Zdj%C4%99cie055.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8hTHNi0I/AAAAAAAAAYc/79Grxplhu6k/s320/Zdj%C4%99cie055.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086249003181247298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po pstryknięciu, udałem się w dalszą drogę, kierowanym dokładnie tym samym co poprzednio, czyli kompletnie niczym. Tym razem, trafiłem na dzielnice zapomnianą przez nie tylko Boga, ale i pewnie większość Warszawiaków – Szmulowiznę. Musicie przyznać, iż to wyjątkowo sympatyczna nazwa :) Na nieszczęście, zupełnie oddaje klimat tamtejszej okolicy. Zdjęć niema wiele, tylko jedno.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8bTHNizI/AAAAAAAAAYU/JikG5SpYA2Y/s1600-h/Zdj%C4%99cie056.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8bTHNizI/AAAAAAAAAYU/JikG5SpYA2Y/s320/Zdj%C4%99cie056.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086248900102032178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Które chyba najlepiej oddaje tamtejszy nastrój. Zrobił bym ich więcej, lecz zwyczajnie nie było tam na czym oka zawiesić... Jak wiadomo, stare, slumsopodobne dzielnice, są pełne pewnego uroku i klimatu – ta nie, jej klimatem, jest brak klimatu, a za urok można wziąć brak uroku. Ona po prostu jest, brzydka, nie lubiana, zapomniana... Ale to właśnie z niej dotarłem w końcu na upragnioną Pragę. Co prawda „Nową Pragę”, ale jednak Pragę ;) Mnie sie podobała :) Klimatycznie kojarzy sie z Poznaniem, mimo że ulice są ciągle „warszawskie”, czyli szerokie. Odnalazłem Park Praski, w nim muszle koncertową&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8VjHNiyI/AAAAAAAAAYM/8b5MneUzknw/s1600-h/Zdj%C4%99cie064.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8VjHNiyI/AAAAAAAAAYM/8b5MneUzknw/s320/Zdj%C4%99cie064.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086248801317784354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Warszawskie Zoo, do którego nie wszedłem, bo uznałem że samemu nie ma to sensu, oraz warszawską Cerkiew pod wezwaniem św. Marii Magdaleny&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8PzHNixI/AAAAAAAAAYE/0TI1KMokMzs/s1600-h/Zdj%C4%99cie062.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8PzHNixI/AAAAAAAAAYE/0TI1KMokMzs/s320/Zdj%C4%99cie062.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086248702533536530" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I Katedrę św. Michała Archanioła i św. Floriana&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8KTHNiwI/AAAAAAAAAX8/9rVilgSUw5c/s1600-h/Zdj%C4%99cie066.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8KTHNiwI/AAAAAAAAAX8/9rVilgSUw5c/s320/Zdj%C4%99cie066.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086248608044256002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Strzeliłem też zdjęcia najbliżej znajdującemu sie nieopodal Pomnikowi Braterstwa Broni&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8FjHNivI/AAAAAAAAAX0/FTgwsNyoB7E/s1600-h/Zdj%C4%99cie060.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX8FjHNivI/AAAAAAAAAX0/FTgwsNyoB7E/s320/Zdj%C4%99cie060.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086248526439877362" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po czym pokręciłem się po praskich włościach. Długo to kręcenie się nie trwało, gdyż zauważyłem, iż nad warszawę znów nadciągają ciężkie ołowiane chmury... Postanowiłem wrócić na lewobrzeżną wawę i po drodze natrafiłem na pomnik „Lenino Warszawa Berlin” Przedstawiający wychodzącego z nieokreślonej bryły żołnierza.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7_zHNiuI/AAAAAAAAAXs/HP-ZBod7jOM/s1600-h/Zdj%C4%99cie069.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7_zHNiuI/AAAAAAAAAXs/HP-ZBod7jOM/s320/Zdj%C4%99cie069.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086248427655629538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Niestety zdjęcie wygląda jak wygląda, gdyż pomnik jest naprawdę olbrzymi i bardzo ciemny, co z mała ilością światła i pochmurnym, lecz mimo to mocno kontrastującym niebem, dało właśnie taki, nieciekawy efekt. Zdjęcie jest tak bardzo ziarniste, ponieważ musiałem je mocno rozjaśnić, by w ogóle było widać wojaka. Będąc pod pomnikiem, strzeliłem fotkę niebu i zbliżającej się do mnie burzy.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX75THNitI/AAAAAAAAAXk/EvGPiLE-YTo/s1600-h/Zdj%C4%99cie071.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX75THNitI/AAAAAAAAAXk/EvGPiLE-YTo/s320/Zdj%C4%99cie071.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086248315986479826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jako chmura widziana z daleka, robiła fantastyczne wrażenie, później dowiedziałem się, że z bliska, potrafi oddziaływać bardziej... Ale po kolei.&lt;br /&gt;Niebo, jak już wspomniałem mówiło mi że czas wracać, a żołądek iż czas coś zjeść. Jadąc do Warszawy, obiecałem sobie, że zjem kebab, z kultowych w wawie okienek przy ul. Świętokrzyskiej, więc to właśnie tam się udałem, zakładając iż ewentualny deszcz przeczekam w pobliskiej bramie, konsumując nabyty, sentymentalny kebab. Gdy odnajdywałem się w śródmieściu „na czuja”, natrafiłem na budynek naszej wspaniałej i jedynej Telewizji Polskiej S.A (są, to skrót od „samolubna”). I teraz rebus – warszawiacy, jak i połowa polski, narzekają na brzydotę Warszawskiego Pałacu Kultury i Nauki, a jakoś nikt nie zwraca uwagi na to, co jest przyklejone do budynku naszej wspaniałej TVP.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7tDHNisI/AAAAAAAAAXc/i8G0vkcsrR0/s1600-h/Zdj%C4%99cie078.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7tDHNisI/AAAAAAAAAXc/i8G0vkcsrR0/s320/Zdj%C4%99cie078.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086248105533082306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pałac Kultury jest toporny i brzydki? To jakie „to” jest? Za „to”, powinni karać, co najmniej dożywociem... Ja wiem że Pałac Kultury, to symbol, że jest rozpoznawalny i że do pięknych zaliczyć go nie można. Ale ma jakiś styl i mnie osobiście się podoba, jest wyraźny i ma coś z prawdziwego ducha tego miasta. A ten koszmarek... Cóż.. Jest finezyjny jak golonka z kawiorem... No nie ważne, w każdym razie niedługo po tym, moim oczom ukazał się właśnie pałac kultury, wraz z depczącą mi po pietach burzową chmurą.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7njHNirI/AAAAAAAAAXU/QeGAQ_YPIMw/s1600-h/Zdj%C4%99cie079.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7njHNirI/AAAAAAAAAXU/QeGAQ_YPIMw/s320/Zdj%C4%99cie079.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086248011043801778" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zdążyłem przypiąć rower, pstryknąć nieostre zdjęcie mojej jadłodajni&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7fDHNiqI/AAAAAAAAAXM/1_2gToYEnBQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie080.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7fDHNiqI/AAAAAAAAAXM/1_2gToYEnBQ/s320/Zdj%C4%99cie080.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086247865014913698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zamówić co chciałem i wejść do bramy o której myślałem jak o schronie, gdy zaczęło się przedstawienie pod tytułem „Największa ulewa, jaką Tandol w życiu widział”. To co w Poznaniu jest maksymalną ulewą i trwa może z 5 minut, i to gdy jest naprawdę ostro, tam trwało minut ponad trzydzieści, nie zostawiając w całej Warszawie ani odrobiny suchego miejsca... Lało tak, że Pałacu Kultury i pozostałych wieżowców, nie było prawie widać&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7ZzHNipI/AAAAAAAAAXE/hpYKYhnCWs0/s1600-h/Zdj%C4%99cie084.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7ZzHNipI/AAAAAAAAAXE/hpYKYhnCWs0/s320/Zdj%C4%99cie084.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086247774820600466" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ulicami płynęły rzeki, a poziom wody na chodniku podnosił się na tyle niebezpiecznie, że w owej bramie, zaczynało mi brakować suchego miejsca do stania i zamiast delektować się widowiskiem i wspaniałymi wyładowaniami atmosferycznymi, w panice obmyślałem plan co robić, by butów nie przemoczyć... Nie muszę wspominać, że serce mi się krajało, gdy patrzyłem na stojącą w tych strugach deszczu mangustę i oblewające ją co chwila pióropuszami wody samochody i autobusy... Gdy burza odeszła, a miasto ociekało wodą, podjechałem pod sam Pałac Kultury, by zrobić parę zdjęć wyżej wymienionego.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7TjHNioI/AAAAAAAAAW8/mqe153CQvg4/s1600-h/Zdj%C4%99cie096.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7TjHNioI/AAAAAAAAAW8/mqe153CQvg4/s320/Zdj%C4%99cie096.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086247667446418050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(publikuje tylko to jedno, inne będą innym razem ;)), Dworowi Centralnemu&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7NjHNinI/AAAAAAAAAW0/4O8rZqcbXEI/s1600-h/Zdj%C4%99cie095.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7NjHNinI/AAAAAAAAAW0/4O8rZqcbXEI/s320/Zdj%C4%99cie095.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086247564367202930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oraz kilku okolicznym wieżowcom. No dobra... Jednemu wieżowcowi... A dokładniej hotelowi InterContinetal.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7EjHNimI/AAAAAAAAAWs/VS8nzsHFiLw/s1600-h/Zdj%C4%99cie091.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX7EjHNimI/AAAAAAAAAWs/VS8nzsHFiLw/s320/Zdj%C4%99cie091.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086247409748380258" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fascynuje mnie ten budynek, przez wielka dziurę jaką ma u podstawy, przecięty do prawie połowy swojej wysokości „po przekątnej”, opiera się w połowie na jednej „nodze” pomiędzy która, a budynkiem, znajduje się wolna przestrzeń.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6-jHNilI/AAAAAAAAAWk/nR8vg6nTpYY/s1600-h/Zdj%C4%99cie092.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6-jHNilI/AAAAAAAAAWk/nR8vg6nTpYY/s320/Zdj%C4%99cie092.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086247306669165138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Na mnie to robi będzie robiło wrażenie, przez co to nie ostanie zdjęcia tego architektonicznego dziwu, jakie tu zobaczycie :) Założę się, że gdybym w wawie mieszkał i przechodził koło tego budynku codziennie, to codziennie robił bym mu zdjęcia, ponieważ jest nad wyraz fotogeniczny ;)&lt;br /&gt;I jako że strzelałem napotkane po drodze pomniki (nie wszystkie oczywiście, gdyż warszawa jest nimi obsiana do tego stopnia, iż nie wiem, czy wystarczyło by mi czasu w ciągu tych paru dni, by je wszystkie sfotografować, a życia by opisać i opublikować ;) ), w każdym razie te, które mi się w jakiś sposób spodobały, wrzucam fotkę pomnika Janusza Korczaka&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX62DHNikI/AAAAAAAAAWc/-0-4WP2BaA8/s1600-h/Zdj%C4%99cie089.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX62DHNikI/AAAAAAAAAWc/-0-4WP2BaA8/s320/Zdj%C4%99cie089.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086247160640277058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tutaj chyba spodobał mi sie motyw drzewa i ta pojedyncza liściasta gałązka na szczycie... A co! Mogę być dziwakiem, to wolny kraj ;)&lt;br /&gt;Po wizycie w centrum, chciałem spotkać się z Morem, w celu wypicia obiecywanego sobie od lat piwa. Lecz gdy byłem w drodze do Arkadii, w okolicach której mieszka Moro, znów się rozpadało. Co prawda nie tak spektakularnie jak godzinę z okładem temu, ale na tyle nieprzyjemnie, by zniechęcić mnie do czegokolwiek... Stałem prawie godzinę pod jakimiś balkonami, po czym stwierdziłem iż dłuższe czekanie nie ma sensu, czas udać sie w miejsce spoczynku, wysuszyć to co po drodze z moknie, wziąć prysznic i spać, jutro też jest dzień ;) Jak stwierdziłem, tak zrobiłem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Kolejny dzień, przywitał mnie ku memu zaskoczeniu śliczną słoneczną pogodą. Naprawdę myślałem już, że słońca nad Warszawą nie zobaczę, tudzież że zjawisko takie, w ogóle w tamtych rejonach polski nie występuje, na tym razem szczęście - myliłem się ;)&lt;br /&gt;Tym razem ruszyłem na poszukiwania Saskiej Kępy, do których to zmobilizował mnie nie zdający sobie z tego sprawy Jacek i zespół Vavamuffin, wymieniający ja w jednej ze swoich piosenek. Jako że wiedzę na temat tego, gdzie się owa dzielnica znajduje miałem raczej symboliczną (można mieć symboliczną wiedzę?), czekało mnie trochę kluczenia i szukania. Jedyne czego byłem pewien, to to, że na drugą stronę Wisły, przeprawię znanym mi już mostem Świętokrzyskim. Po drodze do niego, natknąłem sie na fotografowany przez Jacka, gdy dawno dawno temu, byliśmy wspólnie w wawie pomnik. Jest to pomnik „Poległych i Pomordowanych na Wschodzie”, przez mamę Trystii zwany po prostu pomnikiem ofiar PKP. Sami sie domyślcie dlaczego ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6vjHNijI/AAAAAAAAAWU/hU6ih4x7BFY/s1600-h/Zdj%C4%99cie100.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6vjHNijI/AAAAAAAAAWU/hU6ih4x7BFY/s320/Zdj%C4%99cie100.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086247048971127346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6oTHNiiI/AAAAAAAAAWM/xGSTAsjQZGs/s1600-h/Zdj%C4%99cie101.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6oTHNiiI/AAAAAAAAAWM/xGSTAsjQZGs/s320/Zdj%C4%99cie101.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086246924417075746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dalej na mej drodze była Starówka, skrzętnie przeze mnie omijana, z racji niesamowitego natłoku turystów różnej maści. Wiem że sam byłem turysta robiącym zdjęcia, ale jakoś się z tym dzikim tłumem nie potrafię zidentyfikować, wręcz przeciwnie... Strzeliłem mimo to obiekty, obok których dane mi było przejeżdżać. Barbakan&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6gDHNihI/AAAAAAAAAWE/23gMdK3b4-Q/s1600-h/Zdj%C4%99cie103.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6gDHNihI/AAAAAAAAAWE/23gMdK3b4-Q/s320/Zdj%C4%99cie103.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086246782683154962" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bardzo mi sie podoba, tak jak i reszta zachowanych murów obronnych. Nie pchałem się na nie, gdyż z rowerem byłoby to uciążliwe nie tylko dla mnie, ale i dla całej rzeszy przemierzających je ludzi. Może następnym razem będę na starówce pieszo? Kto wie ;)&lt;br /&gt;Pacnąłem też fotkę Zamkowi Królewskiemu&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6YjHNigI/AAAAAAAAAV8/iq932Qqv38k/s1600-h/Zdj%C4%99cie105.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6YjHNigI/AAAAAAAAAV8/iq932Qqv38k/s320/Zdj%C4%99cie105.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086246653834136066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I po krótkim widzeniu z Trystią, udałem ponownie w stronę Prawobrzeżnej Warszawy.&lt;br /&gt;Będąc już tam, kluczyłem tak zawzięcie, aż znalazłem most Gdański. Żałuję iż nie zrobiłem mu więcej zdjęć, tylko to jedno i to takie nieszczęsne&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6QzHNifI/AAAAAAAAAV0/7vlEqP88bSA/s1600-h/Zdj%C4%99cie107.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6QzHNifI/AAAAAAAAAV0/7vlEqP88bSA/s320/Zdj%C4%99cie107.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086246520690149874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dlaczego żałuję, a zdjęcie to jest takie nieszczęsne, a do tego tylko jedno? (tak wiem, w teorii powinny być dwa, bo nieszczęścia zwykły chadzać parami) Ponieważ most ten, jest naprawdę ciekawą i mądrą konstrukcją. To co widać na zdjęciu, to ścieżka rowerowa i chodnik zarazem, który wiedzie pod mostem, Na prawo, równolegle do tejże ścieżki, biegną tory tramwajowe, po których normalnie kursuje tramwaj. Samochody natomiast, poruszają się „piętro wyżej”, na moście. Dzięki temu jest on bezpieczniejszy i o wiele przyjemniejszy dla przekraczających nim rzekę pieszych i rowerzystów. Brakuje takich rozwiązań w Poznaniu i zapewne innych polskich miastach. Nie mogłem się tez oczywiście oprzeć pokusie i musiałem zrobić zdjęcie zarysu Śródmiejskich wieżowców widzianych z tego właśnie mostu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6KjHNieI/AAAAAAAAAVs/i4t__orbb9k/s1600-h/Zdj%C4%99cie108.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX6KjHNieI/AAAAAAAAAVs/i4t__orbb9k/s320/Zdj%C4%99cie108.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086246413315967458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale to gdy jechałem już na spotkanie z Trystią, po tym, gdy wcześniej udało mi sie odszukać Saską Kępę której zdjęć nie robiłem, gdyż nie było tam niczego nadzwyczajnego. Powiem tylko, że tamtejszy klimat i budynki, są najbardziej zbliżone do Poznańskich, a i dziewczyny spotyka się tam ładniejsze niż w całej wawie którą miałem okazję zwiedzić (za wyjątkiem domostw moich gospodyń oczywiście :)), co jeszcze bardziej zbliża Saską Kępę do Poznania ;) To co zdecydowanie przemawia za tym, iż nie jest to Poznań, są takie drobiazgi, jak ten&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX5YjHNidI/AAAAAAAAAVk/GuBfFCxFLzQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie109-1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX5YjHNidI/AAAAAAAAAVk/GuBfFCxFLzQ/s320/Zdj%C4%99cie109-1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086245554322508242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bardzo spodobał mi sie sam pomysł. Znaczek Legii, zrobiony z powciskanych w miękki od upału asfalt kapsli od piwa. Rozbawiła mnie jedna rzecz, której na zdjęciu nie widać. Otóż niektóre z tych kapsli, nie były wytarte kołami samochodów i butami pieszych, przez co można było wyraźnie dostrzec, z jakiego piwa butelek pochodzą. Było między nimi sporo z napisem „Lech” i „Warka”. Co w tym zabawnego? Nie chce mi sie tłumaczyć, ale kibice powinni wiedzieć, możecie ich o to zapytać w komentarzach ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX5OzHNicI/AAAAAAAAAVc/q5cofkjfg6U/s1600-h/Zdj%C4%99cie112.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX5OzHNicI/AAAAAAAAAVc/q5cofkjfg6U/s320/Zdj%C4%99cie112.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086245386818783682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wracając mostem Świętokrzyskim i pstrykając mu fotkę którą widzicie powyżej, nie mogłem nie zatrzymać się, przy Warszawskiej Syrence, by i jej po swojemu nie uwiecznić&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX5IzHNibI/AAAAAAAAAVU/VBlj0v5FflM/s1600-h/Zdj%C4%99cie114.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX5IzHNibI/AAAAAAAAAVU/VBlj0v5FflM/s320/Zdj%C4%99cie114.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086245283739568562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie przykładałem się do tego, by zdjęcie się dobrze prezentowało, z jednej prostej przyczyny. Akurat tego dnia i o tej porze, pojawili sie pod pomnikiem panowie, mający za zadnie czyścić piedestał wraz z przyległościami. Ich samochód, jak i samych panów widać na powyższym zdjęciu. Uznałem że nie ma sensu fotografowanie pomnika, gdy na pierwszym planie kręcą sie półnadzy tytani prac prostych i nieskomplikowanych ( nie żebym komuś ubliżał, sam jestem fanem takich prac, zresztą kto mnie zna – ten wie :)). Pognałem na spotkanie z Hanią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Trystia zafundowała mi rewelacyjny obiad, w świetnej pierogarni. Gdybym tylko znał jej nazwę i adres – polecił bym ja wszystkim, a że nie znam -  nie będzie kryptoreklamy :P Po obiedzie, krótki spacer do parku, a po parku, rozstaliśmy się. Hania poszła w swoją stronę, a ja w stronę Arkadii, pod którą to byłem umówiony z Morem na piwo.&lt;br /&gt;Tak oto wygląda Arkadia (ten wielki napis to po to, by mi ktoś nie wmawiał, że kłamię :P)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX5ATHNiaI/AAAAAAAAAVM/U4c_R00BdCA/s1600-h/Zdj%C4%99cie162.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX5ATHNiaI/AAAAAAAAAVM/U4c_R00BdCA/s320/Zdj%C4%99cie162.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086245137710680482" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A tak wygląda Arkadia, bez tego wielkiego napisu, ale za to z latarnią wpychająca sie bezczelnie w kadr.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX45DHNiZI/AAAAAAAAAVE/vL6-I-oiBbo/s1600-h/Zdj%C4%99cie163.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX45DHNiZI/AAAAAAAAAVE/vL6-I-oiBbo/s320/Zdj%C4%99cie163.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086245013156628882" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Te żółte markizy po prawej, to „Bierhalle”. I to dokładnie tam, przyszło mi wraz z Morem piwo konsumować. Żeby nie było – oto Moro&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4xzHNiYI/AAAAAAAAAU8/xraHChVpeYc/s1600-h/Zdj%C4%99cie116.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4xzHNiYI/AAAAAAAAAU8/xraHChVpeYc/s320/Zdj%C4%99cie116.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086244888602577282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zdjęcie strzelone ze standardowego „janka”, ofiara nie miała pojęcia co ja spotyka ;) Co do piwa to muszę przyznać że było całkiem niezłe, a i towarzystwo w porządku :) I znów czegoś żałuję... Żałuję, że nie skusiłem sie na drugie... Ale jako jeździec roweru, i to w obcym mieście, wolałem nie ryzykować ;)&lt;br /&gt;I odnośnie roweru. Pod Arkadią, jest specjalne miejsce, gdzie rowery się przypina, ot, taki rowerowy parking. Gdyby nie to, że miejsca na tym parkingu jest za mało, o jakieś ¾ za mało, to było by naprawdę spoko, bo pojazdy są autentycznie i rzetelnie pilnowane przez strażnika.&lt;br /&gt;Wracając do tematu – gdy już piwo wywietrzało, odprowadziłem Mora pod bramę jego strzeżonego osiedla (swoją drogą, strzeżone osiedla są w wawie absolutnym hitem, człowiek potyka sie o nie co krok), po czym udałem się, na kolejne wyczekiwane spotkanie z Martą ;)&lt;br /&gt;Spędziliśmy razem cały kolejny dzień, z którego zdjęć nie zobaczycie, ponieważ ich nie ma :) Cały wtorek zleciał nam na spacerach, małych zakupach i błogim nic nie robieniu :) Do wieczora zdążyłem sie rozleniwić tak, iż nie chciało mi sie wyjść na rower, by wawę i nocą pozwiedzać, co miałem w planie wybierając się do stolicy. Miał to być przedostatni dzień mojego pobytu w owym mieście i mimo przemiłego towarzystwa i czasu którego nie żałuję, czułem że jakoś ten dzień zmarnowałem. No i co tu dużo gadać – zwyczajnie nie chciało mi sie do Poznania wracać. I to chyba właśnie we wtorek zdecydowałem iż pozostanę jeśli tylko okoliczności pozwolą - do czwartku. Marta postanowiła przenocować mnie tą jedną noc dłużej, zaznaczając iż w czwartek rano, wyjeżdża do rodziny na kilka dni – spoko, pomyślałem, jakoś sobie poradzę ;)&lt;br /&gt;W środę zostałem zaproszony przez moją gospodynię na lody, do jakiejś lodziarni w Złotych Tarasach. Po drodze na miejsce, zatrzymaliśmy sie w pewnej bibliotece, by Marta mogła oddać przetrzymywane (i to nie swoim koncie) książki. Korzystając z pogody, przysiedliśmy sobie na pobliskim zieleńcu.&lt;br /&gt;Po chwili zaintrygowani dziwnym obiektem który widzicie poniżej&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4rDHNiXI/AAAAAAAAAU0/8EnKx5biDNw/s1600-h/Zdj%C4%99cie120.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4rDHNiXI/AAAAAAAAAU0/8EnKx5biDNw/s320/Zdj%C4%99cie120.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086244772638460274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;podeszliśmy by sprawdzić co to takiego. Okazało sie, że jest to wystawa, mająca na celu informowanie i promowanie, mającego powstać na tym właśnie skwerku Muzeum Historii Żydów Polskich. Kawałek dalej był Pomnik Bohaterów Getta, który również mi sie spodobał&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4lTHNiWI/AAAAAAAAAUs/zi9B3gaafsk/s1600-h/Zdj%C4%99cie122.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4lTHNiWI/AAAAAAAAAUs/zi9B3gaafsk/s320/Zdj%C4%99cie122.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086244673854212450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;To co widać, to tylko centralna rzeźba, osadzona w sporym cokole. Ale uznałem że pokazywanie całego cokołu nie ma sensu, najciekawsze jest właśnie to, co widać na powyższym zdjęciu. Po krótkim zwiedzaniu, ruszyliśmy dalej. Marta prowadziła, a ja pstrykałem foty z samochodu ;) Nim dotarliśmy do centrum, strzeliłem ich kilka, pokarzę tylko dwa, przedstawiające mój ulubiony Hotel InterContinental ;) Zdjęcie gdy się do niego zbliżaliśmy&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4fDHNiVI/AAAAAAAAAUk/NuLtDxRraIs/s1600-h/Zdj%C4%99cie125.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4fDHNiVI/AAAAAAAAAUk/NuLtDxRraIs/s320/Zdj%C4%99cie125.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086244566480030034" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I fotka z zaparkowanego już samochodu (parkowanie w centrum wawy... Notka i tak jest długa, nie będę więc tego opisywał, zostawię to sobie na starość, w razie gdybym nagle zapragnął wydać ośmiotomową powieść)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4YDHNiUI/AAAAAAAAAUc/ABXKbP6gQQc/s1600-h/Zdj%C4%99cie126.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4YDHNiUI/AAAAAAAAAUc/ABXKbP6gQQc/s320/Zdj%C4%99cie126.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086244446220945730" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Bardzo mi sie podoba to zdjęcie, mimo swej „pocztówkowości” :) Gdy juz udało się wysiąść z samochodu i w panice uciec „panom parkingowym”. Weszliśmy na teren „Złotych Tarasów”, największego w Polsce centrum handlowego. Jak by sie było czym chwalić...&lt;br /&gt;Złote Tarasy, z zewnątrz, od strony dworca, wyglądają jak jakiś wielki błękitny blob, co jest mimo wszystko dość ciekawe ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4OTHNiTI/AAAAAAAAAUU/Esn5oJSQyjI/s1600-h/Zdj%C4%99cie208.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4OTHNiTI/AAAAAAAAAUU/Esn5oJSQyjI/s320/Zdj%C4%99cie208.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086244278717221170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W środku – jak każde inne „nowoczesne” centrum handlowe w dowolnym miejscu na świecie. Chociaż błękitny szklany dach, od spodu, wygląda ciekawie.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4GjHNiSI/AAAAAAAAAUM/BnvSJAiYmpo/s1600-h/Zdj%C4%99cie130.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX4GjHNiSI/AAAAAAAAAUM/BnvSJAiYmpo/s320/Zdj%C4%99cie130.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086244145573234978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3_DHNiRI/AAAAAAAAAUE/n9gpY_wsd2E/s1600-h/Zdj%C4%99cie131.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3_DHNiRI/AAAAAAAAAUE/n9gpY_wsd2E/s320/Zdj%C4%99cie131.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086244016724216082" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX35zHNiQI/AAAAAAAAAT8/w0jo7WP_MSI/s1600-h/Zdj%C4%99cie135.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX35zHNiQI/AAAAAAAAAT8/w0jo7WP_MSI/s320/Zdj%C4%99cie135.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086243926529902850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No i widok z Tarasów na centrum jest dość przyjemny.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3pDHNiPI/AAAAAAAAAT0/jgNXhQd5iks/s1600-h/Zdj%C4%99cie134.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3pDHNiPI/AAAAAAAAAT0/jgNXhQd5iks/s320/Zdj%C4%99cie134.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086243638767094002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie ważne. Przyjechaliśmy tam przecież na lody :) I zafundowała mi Marta lody... W życiu na własne oczy tak wielkich lodów nie widziałem. Znaczy wiedziałem że istnieją, ba! Śmiem twierdzić iż bywają gdzieś pewnie większe porcje, ale z tych na własne oczy widzianych - te były największe. I do tego przyszło mi je zjeść ;P A oto i kielichy, w których nam je podano&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3iTHNiOI/AAAAAAAAATs/6GAHj4DoLbI/s1600-h/Zdj%C4%99cie136.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3iTHNiOI/AAAAAAAAATs/6GAHj4DoLbI/s320/Zdj%C4%99cie136.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086243522802976994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mój ananasowy i Marty – czekoladowy. Po wciśnięciu w siebie ostatnich łyżeczek przysmaków, które w miarę jedzenia z łakoci stawały się kara za łakomstwo, stwierdziliśmy że trzeba te desery „rozchodzić” Skierowaliśmy sie więc Marty Czarna Strzałą w stronę Lasku Bielańskiego. Po drodze oczywiście musiałem pstryknąć parę razy telefonem. Tym razem moim łupem padły okolice, które ja ściśle wiążę z klimatem wawy... Bo nie wszystko jest tam ładne i nowe, starość i obskura wyzierają z niektórych zakątków.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3bjHNiNI/AAAAAAAAATk/ZPi9Ps1I21k/s1600-h/Zdj%C4%99cie139.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3bjHNiNI/AAAAAAAAATk/ZPi9Ps1I21k/s320/Zdj%C4%99cie139.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086243406838859986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3WjHNiMI/AAAAAAAAATc/i0OHSwHiYOM/s1600-h/Zdj%C4%99cie140.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3WjHNiMI/AAAAAAAAATc/i0OHSwHiYOM/s320/Zdj%C4%99cie140.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086243320939514050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;W wawie charakterystyczne jest o, że na każdym większym skrzyżowaniu, czy przystanku tramwajowym, stoją ludzie z kramikami, próbujący sprzedać przeróżne rzeczy – od kwiatów, przez truskawki i bieliznę, po firanki i perfumy. W Poznaniu takie straganiki są już rzadkością, choć ostatnio chyba znów odżywają.&lt;br /&gt;Po drodze ustrzeliłem tez kolejny miły dla oka wieżowiec, a mianowicie Warszawskie Centrum Handlu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3IDHNiKI/AAAAAAAAATM/AM69_b_cUTg/s1600-h/Zdj%C4%99cie198.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX3IDHNiKI/AAAAAAAAATM/AM69_b_cUTg/s320/Zdj%C4%99cie198.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086243071831410850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A później była już tylko moja śliczna Pani Kierowca, uchwycona w swej jakże doskonale niewykadrowanej i bezsensownie obciętej czarnej maszynie (zginę za publikacje tej fotki... Ale co tam!)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX28DHNiJI/AAAAAAAAATE/NaQLepJ4X-I/s1600-h/Zdj%C4%99cie149.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX28DHNiJI/AAAAAAAAATE/NaQLepJ4X-I/s320/Zdj%C4%99cie149.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086242865672980626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I malownicze leśne dukty&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX22THNiII/AAAAAAAAAS8/0QmmAtVXQIg/s1600-h/Zdj%C4%99cie151.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX22THNiII/AAAAAAAAAS8/0QmmAtVXQIg/s320/Zdj%C4%99cie151.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086242766888732802" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2wjHNiHI/AAAAAAAAAS0/gtfZZ8OIKxI/s1600-h/Zdj%C4%99cie153.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2wjHNiHI/AAAAAAAAAS0/gtfZZ8OIKxI/s320/Zdj%C4%99cie153.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086242668104484978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z lasu uciekaliśmy poganiani grzmotami zbliżającej sie burzy... Na szczęście dotarliśmy na czas do samochodu, więc uszliśmy susi i po chwili byliśmy już w markecie na małych zakupach. Po upłynięciu kolejnej - w mieszkaniu Marty, wraz z piwem i mrożonymi pizzami.&lt;br /&gt;Niedługo potem, Marta zabrała się za przyrządzanie pizzy. Nie mam pojęcia jak mogła w ogóle myśleć o jedzeniu, po dramacie jaki rozegrał się kilka godzin wcześniej w pewnej warszawskiej lodziarni, gdzie wcisnęliśmy w siebie za duże porcje lodów o których pisałem troszkę wyżej, ale na zdrowie! Ja, jako że smak deserów miałem ciągle w ustach, a we krwi z kilogram cukru, postanowiłem wybrać się na rower. Powoli zmierzchało, (bo w wawie wcześniej robi się ciemno niż w poznaniu – serio serio) więc pomyślałem iż zrealizuje moja nocną wycieczkę po stolicy.&lt;br /&gt;Udałem się najpierw w kierunku Cmentarza Powązkowskiego, a nóż bramy będą otwarte do zmroku? Nie były... Przy wejściu powitała mnie tabliczka z napisem: „Brama otwarta do 20:00”, była 20:12... No więc skierowałem swe koła w stronę centrum, pytając po drodze za pomocą smsów Trystię, co porabia i co też u niej słychać. Gdy dostałem odpowiedz, jechałem akurat ścieżką rowerową, nie doczytałem jej do końca, zderzyłem się czołowo z jadącą z przeciwka rowerzystką...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak już pisałem, w Warszawie ścieżek rowerowych jest sporo, niestety nie zawsze są dobrej jakości, bo nawierzchnia nie taka, bo przejazdy przez jezdnię słabo oznakowane, albo bo przy światłach, są guziczki, przez co zamiast jechać, rowerzysta musi sie zatrzymać, wcinać guziczek, po czym zapali mu sie zielone światło i dopiero może jechać. Bo po co, miało by się zielone świecić cały czas gdy droga wolna? By przejazd był płynny? Płynna i szybka jazda rowerem? Bez sensu... Dziwne że nie stosuje sie tego patentu na sygnalizacji świetlnej dla samochodów, przy np. mniej uczęszczanych skrzyżowaniach, lub wyjazdach z podporządkowanych dróg. Kierowca by sie przewietrzył i nogi rozprostował wysiadając z samochodu by wcisnąć guziczek. A i ruch na głównych drogach i ulicach byłby płynniejszy. Same korzyści...&lt;br /&gt;Ale wracając do nieszczęsnych ścieżek i co ważniejsze wypadku, zanim go opisze, pokarze wam, jak wyglądało miejsce, w którym się zderzyliśmy.&lt;br /&gt;To co widzicie poniżej, to fragment ścieżki, którym jechałem ja,&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2mTHNiGI/AAAAAAAAASs/WlYZHGxhPAs/s1600-h/Zdj%C4%99cie164.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2mTHNiGI/AAAAAAAAASs/WlYZHGxhPAs/s320/Zdj%C4%99cie164.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086242492010825826" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Asia, bo tak miała na imię ofiara czytania przeze mnie podczas jazdy smsów i bezmyślności polskich projektantów dróg, nadjeżdżała z drugiej strony, dla niej miejsce zdarzenia, wyglądało tak&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2gjHNiFI/AAAAAAAAASk/xFGX_4aDx8Y/s1600-h/Zdj%C4%99cie166.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2gjHNiFI/AAAAAAAAASk/xFGX_4aDx8Y/s320/Zdj%C4%99cie166.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086242393226578002" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I to właśnie w tym miejscu, prawie dokładnie tam, gdzie po lewej stronie zaczyna sie klin trawy, wylądowałem ja, ona legła na druga stronę tej nieszczęsnej ścieżyny. Szybko stwierdzając że żyje i jestem cały, skoczyłem w stronę dziewczyny, by dowiedzieć sie co z nią. Mówiła że wszytko ok, tylko skaleczyła się w palec i ja boli... I krwawi... No ok, palec, a dokładniej kłykieć palca najmniej serdecznego lewej ręki, był rozcięty i sączyła się z niego krew. Sączyła przez pierwsza chwilę, później zaczęła ciec... A potem już naprawdę mocno lecieć. Poszukałem chusteczek, uraczyłem ją jedną, na długo nie starczyło, zacząłem przepraszać, w końcu poczuwałem się do winy – czytałem eskę jadąc rowerem... Ona mówi że spoko, że nie ma problemu, tylko niech ta krew przestanie lecieć... A nie przestawała... Głupio było wzywać karetkę do czegoś takiego, mimo to, wiem że nie tylko mi chodziło to po głowie, bo po krótkiej chwili, na trawniku zaczęła robić się mała kałuża... Jakoś sie pozbieraliśmy, po podnosiłem rowery i udaliśmy sie pod daszek pobliskiej szkoły, bo zaczynało padać... Tam, za pomocą pozostałych chusteczek, Asia zatamowała jakoś krwawienie i zdjęła z palców paro centymetrowe skrzepy, który utworzyła ściekająca z ręki krew... Naprawdę było tej krwi dużo... Bardzo dużo... Ja zadzwoniłem do Marty powiedzieć co się stało i prosić ja, by do nas podjechała. W końcu ja w Warszawie jestem obcy i to że nie zgubię się w tym mieście, nie znaczy, że je znam i wiem gdzie są szpitale czy przychodnie. Bo że trzeba się z tym na jakąś urazówkę udać, by lekarz mógł opatrzyć tę ranę i stwierdzić czy wszystko ok – nie było wątpliwości. Nim przyjechała Marta zdążyłem sie przedstawić i dowiedzieć, że moja ofiara trenuje capoeirę, po wawie porusz sie głownie rowerem, mieszka niedaleko, właśnie miała się udać na jakieś warsztaty, a wieczorem ma wejściówki do kina, których zapewne w zaistniałej sytuacji nie wykorzysta... Ogólnie okazała się maksymalnie pozytywna osoba i naprawdę źle mi z tym, że ja uszkodziłem... Zresztą gdy już dotarła do nas Marta i dwie warszawianki ustaliły gdzie znajduje się najbliższy szpital, oraz jaki jest dalszy plan działania, polegający na dojechaniu rowerami do mieszkania Aśki, by go tam zostawić i stamtąd jechać na urazówkę, to podczas jazdy rowerem, w której pełniłem rolę asekuranta powiedziałem jej, że naprawdę wolał bym, być poszkodowanym zamiast niej, odparowała szybkim – Chcesz, to mogę cię uderzyć :&gt;&lt;br /&gt;Zważywszy na to że dowiedziałem się wcześniej iż sztuki walki nie są jej obce – zrezygnowałem :P&lt;br /&gt;Martę spotkaliśmy pod domem Asi. Dziewczyny pojechały samochodem, a ja starając się trzymać jak najbliżej, goniłem je rowerem. Jakoś się to nawet udawało, nie licząc małego niezrozumienia, co do miejsca, w którym mamy się po drodze spotkać :P W każdym razie dotarliśmy do szpitala. Tam po parunastu minutach oczekiwania, zawołano Aśkę do gabinetu i po czasie który nie mam pojęcia ile trwał, wyszła z gabinetu z uśmiechem, usztywnionym palcem i informacją iż ma na nim założone 4 szwy... Cóż... Pod szpitalem przeprosiłem ją ostatni raz, po czym z Martą odjechały odwieźć moja ofiarę do jej domu. Ja udałem sie w kierunku mieszkania Marty, by poczekać na nią pod klatką. To był męczący wieczór... I pomyśleć, że miało mnie już nie być w wawie... Mało brakowało, a nic by sie nie stało... Cóż, mam nadzieję, że palec wyzdrowiał i nie sprawiał kłopotów, bardzo żałuję, że nie zostawiłem, ani nie zabrałem żadnego kontaktu... Chociaż... Może to i lepiej?...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Następny dzień, czwartek, był już prawdziwym dniem mojego odjazdu.&lt;br /&gt;Pożegnałem się z wyjeżdżającą Martą i jej domem&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2STHNiEI/AAAAAAAAASc/nqZkxb3F3SQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie156.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2STHNiEI/AAAAAAAAASc/nqZkxb3F3SQ/s320/Zdj%C4%99cie156.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086242148413442114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I ruszyłem pożegnać się z Trystią, którą zastałem w jej miejscu pracy. Posiedziałem tam chwilkę, po czym wybrałem się w końcu na Cmentarz  Powązkowski. Wszedłem z rowerem i prowadziłem go cały czas grzecznie, pstrykając fotki przeróżnym nieraz niesamowicie wymyślnym grobowcom. Trochę zawiodła mnie atmosfera tego miejsca, brakuje jej spokoju innych cmentarzy. Ale jest naprawdę piękny. Nie interesowało mnie kto leży pod okazałymi pomnikami, bo jakoś nigdy nie podniecała mnie bliskość ludzi sławnych i „gwiazd”, nie ważne czy żywych, czy też martwych. Człowiek, to człowiek...&lt;br /&gt;Zdjęć nie zrobiłem wiele. By obfotografować to, co wygląda tam najbardziej okazale, nie wystarczyło by przypuszczam jednego dnia, a ja miałem jeszcze w planie odwiedzić Park Łazienkowski.&lt;br /&gt;Większość tamtejszych grobów a właściwie grobowców, przypomina katedry.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2LTHNiDI/AAAAAAAAASU/0md3Cvg0KN4/s1600-h/Zdj%C4%99cie169.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2LTHNiDI/AAAAAAAAASU/0md3Cvg0KN4/s320/Zdj%C4%99cie169.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086242028154357810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2CTHNiCI/AAAAAAAAASM/cvlF546iduQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie173.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX2CTHNiCI/AAAAAAAAASM/cvlF546iduQ/s320/Zdj%C4%99cie173.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086241873535535138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX16zHNiBI/AAAAAAAAASE/plQyVJkskjg/s1600-h/Zdj%C4%99cie183.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX16zHNiBI/AAAAAAAAASE/plQyVJkskjg/s320/Zdj%C4%99cie183.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086241744686516242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wiele ma bardzo fajnie wykorzystane motywy roślinne&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX1tDHNiAI/AAAAAAAAAR8/955Y_01W7Mc/s1600-h/Zdj%C4%99cie170.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX1tDHNiAI/AAAAAAAAAR8/955Y_01W7Mc/s320/Zdj%C4%99cie170.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086241508463314946" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Lecz najwięcej jest, jak to na cmentarzu aniołów i innych im podobnych postaci.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX1lDHNh_I/AAAAAAAAAR0/zaqb12qTmks/s1600-h/Zdj%C4%99cie185.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX1lDHNh_I/AAAAAAAAAR0/zaqb12qTmks/s320/Zdj%C4%99cie185.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086241371024361458" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX1fTHNh-I/AAAAAAAAARs/RYQ4vj3IbPw/s1600-h/Zdj%C4%99cie188.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX1fTHNh-I/AAAAAAAAARs/RYQ4vj3IbPw/s320/Zdj%C4%99cie188.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086241272240113634" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX1XDHNh9I/AAAAAAAAARk/w5Eo2ILBNGY/s1600-h/Zdj%C4%99cie174.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX1XDHNh9I/AAAAAAAAARk/w5Eo2ILBNGY/s320/Zdj%C4%99cie174.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086241130506192850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Są tez groby, które za sprawą czasu, nabrały naprawdę „grobowego” klimatu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX07DHNh7I/AAAAAAAAARU/d8WrWcuNRP0/s1600-h/Zdj%C4%99cie177.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX07DHNh7I/AAAAAAAAARU/d8WrWcuNRP0/s320/Zdj%C4%99cie177.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086240649469855666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale prawdziwe wrażenie, zrobił na mnie jeden, zniszczony przez czas medalion nagrobny&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0yDHNh6I/AAAAAAAAARM/MO-JvbIOrMA/s1600-h/Zdj%C4%99cie186.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0yDHNh6I/AAAAAAAAARM/MO-JvbIOrMA/s320/Zdj%C4%99cie186.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086240494851032994" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wygląda jak żywcem wyjęty z horroru...&lt;br /&gt;Groby sławnych ludzi, znajdują się przy głównym wejściu na cmentarz, natomiast dalej, znacznie dalej, Powązkowska nekropolia, zaczyna wyglądać zwyczajnie, jak wiele innych cmentarzy.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0rTHNh5I/AAAAAAAAARE/An4Buhxw3NM/s1600-h/Zdj%C4%99cie190.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0rTHNh5I/AAAAAAAAARE/An4Buhxw3NM/s320/Zdj%C4%99cie190.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086240378886915986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdy dotarłem do tej właśnie mało pokazowej części, postanowiłem że zamiast się cofać, pójdę dalej. Skoro wszedłem z jednego końca, wyjdę drugim, kto wie co czeka mnie za bramami? Trochę pobłądzę po mieście, może trafie na jakieś ciekawe miejsce? Niestety rozczarowałem się, wszystkie pozostałe furty były zamknięte... A dotarłem do samego „końca” cmentarza. Do miejsca, gdzie turyści nie zapuszczają się na pewno. Po czym wnoszę? Otóż po takich widokach&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0kjHNh4I/AAAAAAAAAQ8/uLmKxBzbcVI/s1600-h/Zdj%C4%99cie192.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0kjHNh4I/AAAAAAAAAQ8/uLmKxBzbcVI/s320/Zdj%C4%99cie192.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086240262922798978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0ejHNh3I/AAAAAAAAAQ0/vsnVaR1QcMU/s1600-h/Zdj%C4%99cie193.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0ejHNh3I/AAAAAAAAAQ0/vsnVaR1QcMU/s320/Zdj%C4%99cie193.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086240159843583858" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale nie żałuję. Wracając do jednej z głównych bram, natrafiłem na ciekawy nagrobek z pomnikiem... Samuraja?...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0WzHNh2I/AAAAAAAAAQs/aHodju5832Y/s1600-h/Zdj%C4%99cie195.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0WzHNh2I/AAAAAAAAAQs/aHodju5832Y/s320/Zdj%C4%99cie195.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086240026699597666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sami osądzicie, mnie to wygląda na wojownika w zbroi, ale mogę się mylić...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Udałem się do centrum, by coś zjeść i zawczasu kupić bilety na pociąg. Zjeść zjadłem – najbardziej ohydną kanapkę w życiu, zafundowałem ją sobie w „Oskarze” pod Rotundą. Nie wiem co to się tam kryło pod nazwą „gyros”, ale było wyjątkowo niejadalne i zwyczajnie cieszę się, że mój żołądek się z tym bezboleśnie i bezproblemowo uporał... Siedząc w parku przy Pałacu Kultury, kolejny raz wyciągnąłem telefon, by go uwiecznić, tym razem troszkę inaczej&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0NDHNh1I/AAAAAAAAAQk/vM0Xm10hxYY/s1600-h/Zdj%C4%99cie204.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0NDHNh1I/AAAAAAAAAQk/vM0Xm10hxYY/s320/Zdj%C4%99cie204.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086239859195873106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kupiłem bilet, oczywiście nie na pociąg którym wracałem zazwyczaj, czyli ten w okolicach godziny dziewiętnastej, bo tam już nie było miejsca na rowery, wszystkie zostały wyprzedane i to dzień wcześniej. Ten wcześniejszy, o 17:25 również nie miał już miejsc dla rowerów. Czyżby akurat w ten czwartek masowo migrowali z Warszawy rowerzyści? Na to wygląda... Pozostał mi pośpieszny o 22:57, późno, bo w poznaniu lądował około 2, ale przynajmniej mogłem się nim zabrać z rowerem i miałem troszkę więcej czasu, na nadrabianie zaległości w zwiedzaniu stolicy.&lt;br /&gt;Co prawda pogoda znów zaczęła robić się kapryśna (co miało swoje dobre strony (np. widoki),&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0BTHNh0I/AAAAAAAAAQc/zxszASpuUM8/s1600-h/Zdj%C4%99cie206.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpX0BTHNh0I/AAAAAAAAAQc/zxszASpuUM8/s320/Zdj%C4%99cie206.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086239657332410178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;a mnie nie uśmiechało się wracać pociągiem będąc mokrym, ale stwierdziłem że co mi tam! Najwyżej ;) Więc orientując się jako tako, skierowałem się w stronę Łazienek. Po drodze napotkałem „Muzeum Wojska Polskiego”, ale nie chciało mi się robić mu zdjęć, więc jest tylko to jedno, przedstawiające marny wycinek tamtejszych eksponatów...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXz5zHNhzI/AAAAAAAAAQU/H9lZJiUbfYY/s1600-h/Zdj%C4%99cie212.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXz5zHNhzI/AAAAAAAAAQU/H9lZJiUbfYY/s320/Zdj%C4%99cie212.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086239528483391282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ogólnie rzecz biorąc nie miałem ochoty na fotografowanie. Wynikało to pewnie z podłego nastroju, który natomiast wynikał z tego, że nadszedł czas wracania do domu...&lt;br /&gt;Dalej na swej drodze, napotkałem okazały, choć mało atrakcyjny pomnik, na którym dumnie widniały słowa „Bóg Honor Ojczyzna”.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzoDHNhyI/AAAAAAAAAQM/i7t_ZpWgLtQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie214.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzoDHNhyI/AAAAAAAAAQM/i7t_ZpWgLtQ/s320/Zdj%C4%99cie214.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086239223540713250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak na ironię, po drugiej stronie ulicy stoi budynek, który jest ich całkowitym zaprzeczeniem&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzijHNhxI/AAAAAAAAAQE/qyy8H-MZtpc/s1600-h/Zdj%C4%99cie215.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzijHNhxI/AAAAAAAAAQE/qyy8H-MZtpc/s320/Zdj%C4%99cie215.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086239129051432722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;No może nie budynek, ale to czego jest siedzibą...&lt;br /&gt;Dalej były już Łazienki. Wszedłem na ich teren bramą prowadząca do rosarium, w którym znajduje się pomnik Chopina. Rower zostawiłem przypięty do stojaka rowerowego przy przystanku autobusowym. Nie czułem się z tym pewnie, ale kompletnie nie miałem ochoty na wykłócanie się ze strażnikami, których w Łazienkach pełno.&lt;br /&gt;Rosarium&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzbzHNhwI/AAAAAAAAAP8/gk5x2TDq-4w/s1600-h/Zdj%C4%99cie219.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzbzHNhwI/AAAAAAAAAP8/gk5x2TDq-4w/s320/Zdj%C4%99cie219.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086239013087315714" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzWDHNhvI/AAAAAAAAAP0/T0ZFHijI27M/s1600-h/Zdj%C4%99cie220.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzWDHNhvI/AAAAAAAAAP0/T0ZFHijI27M/s320/Zdj%C4%99cie220.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086238914303067890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak i pomnik w nim, prezentują sie naprawdę okazale i może gdybym miał przy sobie rower, przysiadł bym tam na chwilkę, ale obawa o jego bezpieczeństwo gnała mnie do przodu.&lt;br /&gt;Z góry uprzedzam – zdjęcia są, jakie są, bo robiłem je naprawdę od niechcenia. Tylko po to, by pokazać że tam byłem, bo jakoś nie wypada nie być.&lt;br /&gt;Ale nie „nie wypada nie być”, bo wszyscy tam byli i wszyscy być chcą. Po prostu Łazienki naprawdę mi sie podobają i naprawdę są bardzo przyjemnym miejscem, mimo to tego dnia, z tym nastrojem, nie robiły już na mnie takiego wrażenia, jak za pierwszym razem gdy je zwiedzałem.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzKDHNhuI/AAAAAAAAAPs/-41ScDuc-4w/s1600-h/Zdj%C4%99cie224.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzKDHNhuI/AAAAAAAAAPs/-41ScDuc-4w/s320/Zdj%C4%99cie224.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086238708144637666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszystkim po mojej pierwszej wizycie opowiadałem o dziwacznym budynku, znajdującym sie na terenie parku, teraz mam go na zdjęciu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzCzHNhtI/AAAAAAAAAPk/8PtU-ID9Knk/s1600-h/Zdj%C4%99cie221.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXzCzHNhtI/AAAAAAAAAPk/8PtU-ID9Knk/s320/Zdj%C4%99cie221.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086238583590586066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Budynek ten, nie ma okien, w każdym razie nie z zewnętrznej strony, jest jakby wydrążony wewnątrz i tam znajdują sie okna, przez które wpada niestety, a może stety, mała ilość światła.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXy8DHNhsI/AAAAAAAAAPc/vY5juYeCdcU/s1600-h/Zdj%C4%99cie222.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXy8DHNhsI/AAAAAAAAAPc/vY5juYeCdcU/s320/Zdj%C4%99cie222.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086238467626469058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Fota nieostra – z lenistwa ;)&lt;br /&gt;Oczywiście nie mogłem nie sfotografować pałacu na wodzie, tak z przodu&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyzDHNhrI/AAAAAAAAAPU/xmAaxHhzZXk/s1600-h/Zdj%C4%99cie227.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyzDHNhrI/AAAAAAAAAPU/xmAaxHhzZXk/s320/Zdj%C4%99cie227.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086238313007646386" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyuDHNhqI/AAAAAAAAAPM/K3tfzpV4CDo/s1600-h/Zdj%C4%99cie228.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyuDHNhqI/AAAAAAAAAPM/K3tfzpV4CDo/s320/Zdj%C4%99cie228.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086238227108300450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak i z tyłu&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyljHNhpI/AAAAAAAAAPE/x4n3af794W8/s1600-h/Zdj%C4%99cie232.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyljHNhpI/AAAAAAAAAPE/x4n3af794W8/s320/Zdj%C4%99cie232.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086238081079412370" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Oraz z boku :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXygTHNhoI/AAAAAAAAAO8/G3CSF7kRzsA/s1600-h/Zdj%C4%99cie237.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXygTHNhoI/AAAAAAAAAO8/G3CSF7kRzsA/s320/Zdj%C4%99cie237.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086237990885099138" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Miłym akcentem były szwendające się tu i ówdzie pawie, którym zebrało się akurat na tokowanie&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyPzHNhnI/AAAAAAAAAO0/YKRY28KsU74/s1600-h/Zdj%C4%99cie231.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyPzHNhnI/AAAAAAAAAO0/YKRY28KsU74/s320/Zdj%C4%99cie231.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086237707417257586" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Szum rozmów turystów i jakiejś imprezy trwającej w Pływającym Teatrze co chwile przerywały ich krzyki, kojarzące mi się niezmiennie z „Parkiem Jurajskim” :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I teraz pytanie dla wtajemniczonych – zauważyliście wciskające się wszędzie w kadr meleksy?... To one swoja aura mówiącą „zaraz stanie się coś złego” gnały mnie do wyjścia i pozostawionego przed brama roweru...&lt;br /&gt;Wychodząc obpstrykałem jeszcze pomnik Chopina, skąpany w świetle jakby zachodzącego słońca&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyGjHNhmI/AAAAAAAAAOs/nR8sH7LI6D0/s1600-h/Zdj%C4%99cie242.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyGjHNhmI/AAAAAAAAAOs/nR8sH7LI6D0/s320/Zdj%C4%99cie242.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086237548503467618" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;na zdjęciach robionych telefonem, oczywiście tego nie widać...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyAzHNhlI/AAAAAAAAAOk/4Xz_ZWvpyT0/s1600-h/Zdj%C4%99cie243.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXyAzHNhlI/AAAAAAAAAOk/4Xz_ZWvpyT0/s320/Zdj%C4%99cie243.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086237449719219794" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Była godzina dziewiętnasta z groszami, czyli pozostało mi jeszcze sporo czasu do odjazdu pociągu, a ja nie miałem co ze sobą zrobić. Po chwili spędzonej na ławce, zdecydowałem iż czas zobaczyć, chociaż z grubsza Wilanów. Prowadziła tam jak sie później okazało, całkiem przyzwoita ścieżka rowerowa, więc jazda była przyjemna. Po drodze, a właściwie u jej celu, dojrzałem stojąca w otwartym polu, największą nasadkę do miksera, jaką było mi dane w życiu widzieć.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxyTHNhkI/AAAAAAAAAOc/DxoklI69yqE/s1600-h/Zdj%C4%99cie246.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxyTHNhkI/AAAAAAAAAOc/DxoklI69yqE/s320/Zdj%C4%99cie246.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086237200611116610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co „artysta” miał na myśli tworząc to wybitne dzieło – nie mam pojęcia i powiem szczerze, że wątpię w to, by on sam znał odpowiedz na to pytanie.&lt;br /&gt;Tak sobie krążyłem, fotografowałem mimo nadchodzącego zmroku pomnik Jana III Sobieskiego&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxtTHNhjI/AAAAAAAAAOU/fN0JEyQcofM/s1600-h/Zdj%C4%99cie250.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxtTHNhjI/AAAAAAAAAOU/fN0JEyQcofM/s320/Zdj%C4%99cie250.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086237114711770674" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Aż nagle zdębiałem, gdyż moim oczom, ukazał sie taki oto widok&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxkzHNhiI/AAAAAAAAAOM/3S3RQObebFI/s1600-h/Zdj%C4%99cie249.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxkzHNhiI/AAAAAAAAAOM/3S3RQObebFI/s320/Zdj%C4%99cie249.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086236968682882594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Myślę sobie – pięknie, 2h do pociągu, a ja jestem pod Poznaniem... :P&lt;br /&gt;Miło było zobaczyć tak bardzo lokalny akcent, tak daleko od domu :) Krótko po tym znalezisku, ruszyłem sobie nieśpieszne w drogę powrotną.&lt;br /&gt;Wrażenie zrobiła na mnie ulica Nowy Świat o ile dobrze kojarzę nazwę. Jest odnowiona i po zmroku wygląda naprawdę imponująco. Zdjęć nie ma – nie chciało mi się.&lt;br /&gt;Za to moje lenistwo nie uchroniło przed kamerką mojego telefonu „Grobu Nieznanego Żołnierza”.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxezHNhhI/AAAAAAAAAOE/PGHX3ZCUBUc/s1600-h/Zdj%C4%99cie251.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxezHNhhI/AAAAAAAAAOE/PGHX3ZCUBUc/s320/Zdj%C4%99cie251.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086236865603667474" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Nie wiedząc co dalej począć, usiadłem sobie na ławeczce pod Pałacem, który po zmroku wygląda zdecydowanie ładniej niż za dnia&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxTzHNhgI/AAAAAAAAAN8/ziJ-vunzpHU/s1600-h/Zdj%C4%99cie252.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxTzHNhgI/AAAAAAAAAN8/ziJ-vunzpHU/s320/Zdj%C4%99cie252.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086236676625106434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Siedziałem tak, czekając na pociąg i przypominając sobie co przeżyłem i co widziałem. Warto było sie wybrać do Warszawy, odwiedzić Trystię, poznać Hanię, wypić piwo z Morem i przede wszystkim znów spędzić trochę czasu z Martą :) Mam nadzieje że uda mi się to niebawem powtórzyć ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W sumie po warszawie zrobiłem 178km, niedużo, ale więcej niż niejeden warszawiak w tym samym czasie ;) Czegoś się pewnie nauczyłem, sporo mimo krótkiego czasu przeżyłem. Naprawdę było warto.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I bonus dla tych, którzy lubią zdjęcia - kilka fotek, które mi sie podobają, a do tekstu nijak nie pasowały :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Oto wiewióra&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxLTHNhfI/AAAAAAAAAN0/5GSW6ARno7g/s1600-h/Zdj%C4%99cie015.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxLTHNhfI/AAAAAAAAAN0/5GSW6ARno7g/s320/Zdj%C4%99cie015.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086236530596218354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ustrzelona na pierwszym spotkaniu z Martą. Mała bestia podeszła do nas na kilka metrów, tak blisko, że aż kusiło by rzucić się szczupakiem i złapać ten puszysty kłębuszek.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nagrobek pilota, z wielkim śmigłem na szczycie&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxBDHNheI/AAAAAAAAANs/v21_x9isJLg/s1600-h/Zdj%C4%99cie180.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXxBDHNheI/AAAAAAAAANs/v21_x9isJLg/s320/Zdj%C4%99cie180.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086236354502559202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dość nietypowe manekiny w Złotych Tarasach&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXw1THNhdI/AAAAAAAAANk/NIxM13yH6hk/s1600-h/Zdj%C4%99cie137.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXw1THNhdI/AAAAAAAAANk/NIxM13yH6hk/s320/Zdj%C4%99cie137.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086236152639096274" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Biblioteka w okolicach osiedla na którym mieszka Marta, spodobała mi sie przekrzywiona literka „B” ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwtzHNhcI/AAAAAAAAANc/JppdzhsYXOQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie155.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwtzHNhcI/AAAAAAAAANc/JppdzhsYXOQ/s320/Zdj%C4%99cie155.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086236023790077378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Widok na odnogę Wisły z jednego z Warszawskich mostów&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwmDHNhbI/AAAAAAAAANU/c_tHVYBygOU/s1600-h/Zdj%C4%99cie073.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwmDHNhbI/AAAAAAAAANU/c_tHVYBygOU/s320/Zdj%C4%99cie073.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086235890646091186" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Autobus zalewający mój rower ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwczHNhaI/AAAAAAAAANM/AiY5yoCs0Eg/s1600-h/Zdj%C4%99cie087.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwczHNhaI/AAAAAAAAANM/AiY5yoCs0Eg/s320/Zdj%C4%99cie087.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086235731732301218" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Rozkopana ulica, a pod jej poziomem budowana właśnie dalsza część jedynej Warszawskiej nitki metra&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwQjHNhZI/AAAAAAAAANE/gT2w_h5E7VY/s1600-h/Zdj%C4%99cie158.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwQjHNhZI/AAAAAAAAANE/gT2w_h5E7VY/s320/Zdj%C4%99cie158.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086235521278903698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwIjHNhYI/AAAAAAAAAM8/6sSUhFfCL5k/s1600-h/Zdj%C4%99cie157.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXwIjHNhYI/AAAAAAAAAM8/6sSUhFfCL5k/s320/Zdj%C4%99cie157.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086235383839950210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Koszyk ze smakołykami kupowany na pierwsza noc w wawie ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXv_jHNhXI/AAAAAAAAAM0/kbYJR57KfQc/s1600-h/Zdj%C4%99cie017.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXv_jHNhXI/AAAAAAAAAM0/kbYJR57KfQc/s320/Zdj%C4%99cie017.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086235229221127538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I dziupla, drzewo to rośnie na Powązkowskim cmentarzu, fotka podoba mi się bardziej niż bardzo, bo gdy sie przyjrzeć, w dziupli tej, widać jakby „mały świat”&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXv4DHNhWI/AAAAAAAAAMs/bGAPix03Lno/s1600-h/Zdj%C4%99cie194.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpXv4DHNhWI/AAAAAAAAAMs/bGAPix03Lno/s320/Zdj%C4%99cie194.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5086235100372108642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to tyle, wiem że długo notka, następna będzie za to bardzo skrótowa, chyba :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc do następnej ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-68665382851863807?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/68665382851863807/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=68665382851863807' title='Komentarze (5)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/68665382851863807'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/68665382851863807'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/07/warszawa.html' title='Warszawa'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RpYAhzHNjRI/AAAAAAAAAcE/KgMylrfTY0Y/s72-c/Zdj%C4%99cie099.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>5</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-6317170728797835879</id><published>2007-06-18T17:41:00.000+02:00</published><updated>2007-06-18T18:00:15.010+02:00</updated><title type='text'>Siała Baba mak(i)</title><content type='html'>Oto Baba:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnapIoTzPGI/AAAAAAAAAMk/3PFDbTNNqL4/s1600-h/Zdj%C4%99cie067.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnapIoTzPGI/AAAAAAAAAMk/3PFDbTNNqL4/s320/Zdj%C4%99cie067.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5077431595631328354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co nie podlega wątpliwości, prawda?&lt;br /&gt;A oto mak(i):&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnapEYTzPFI/AAAAAAAAAMc/DcA-fKVSsd8/s1600-h/Zdj%C4%99cie064.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnapEYTzPFI/AAAAAAAAAMc/DcA-fKVSsd8/s320/Zdj%C4%99cie064.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5077431522616884306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I kompilacja Baba + maki, lub maki + Baba, jak kto woli&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rnao74TzPEI/AAAAAAAAAMU/MOQhdc42dwM/s1600-h/Zdj%C4%99cie061.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rnao74TzPEI/AAAAAAAAAMU/MOQhdc42dwM/s320/Zdj%C4%99cie061.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5077431376587996226" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Czemu również zaprzeczyć sie nie da. Niestety zaprzeczyć trzeba temu, że to ta wyżej przedstawiona Baba, siała ten niżej (bo pod Babą), tudzież wyżej (bo nad tym tekstem), przedstawiony mak(i). Tak naprawdę maki te, są samosiejkami, a dzięki Babie (zwanej dalej Sakurem) mieliśmy okazje zwiedzić to naprawdę świetne miejsce. Jak do tego doszło? Już mówię. Pewnej czerwcowej środy, w imieniny tegoż miesiąca, po opuszczeniu kiosku na głogowskiej, umówiłem sie z Jackiem na mały wypad rowerowy. Pogoda była śliczna, godzina młoda, mnie ciągnęło w stronę Kurnika (nie, nie jestem kurofilem, Kurnik to miasto) ale Jacek od jakiegoś już czasu uskarżał się na niedobory Sakura w życiorysie, więc postanowiliśmy udać się w stronę Mosiny, z opcją „jak by co, na Kurnik odbijemy”. Po drodze Jac miał do załatwienia wpis dla jakiegoś swojego kolegi ze studiów. Pojechaliśmy po ten wpis na Dębiec. Załatwianie go, zajęło mu zdecydowanie zbyt wiele czasu... Przez co godzina znacznie posunęła się w minutach (tak ze stu dwudziestu minutach) i więcej określenie „młoda” już do niej nie pasowało... Mimo to ruszyliśmy w dalszą drogę, na początek do Puszczykowa. I właśnie na „śmieszce rowerowej” (bo tylko tym mianem można określić ten pas „prawie_jak_asfaltu”), ciągnącej się pomiędzy Luboniem, a właśnie Puszczykowem, spotkaliśmy... Coś? Kogoś? Ciężko stwierdzić... W każdym razie było to coś, lub był to ktoś, ubrany po rowerowemu, posiadający kask i dziko gnający na trójkołowym rowerze w dół „śmieszki”, z wypisaną na twarzy determinacją, jaką można zobaczyć tylko u... No właściwe to wątpię by taką determinację można było zobaczyć gdziekolwiek indziej... Ryknęło toto zatrważająco mijając naszą dwójkę, po czym z łoskotem swych trzech kół i nienaoliwionego łańcucha oddaliło się z zastraszającym tempie. Gdy teraz o tym myślę, to gdyby nie towarzystwo Jacka, uznał bym, że mi się to po prostu przewidziało, lub przyśniło... Na szczęście dalej było juz normalniej. Zatrzymaliśmy sie, na tradycyjną porcje lodów u Kostusiaka, ciesząc podniebienia wybitnym smakiem, nozdrza czystym powietrzem, a wzrok jakoś wyjątkowo dopisującą tego dnia, urodziwą lokalną „fauną”. Po tej małej uczcie dla zmysłów ruszyliśmy do Mosiny. Gdy już dotarliśmy pod Sakurowe domostwo, zostaliśmy zaproszeni do ogrodu i uraczeniu przez Sakurową Rodzicielkę lodami i wybornie zimnym sokiem porzeczkowym. Po krótkiej naradzie, Sakur postanowiła zabrać nas nad jakiś bliżej nieokreślony staw. Jako że bliżej nieokreślone stawy i jeziora są miejscami zazwyczaj nad wyraz ciekawymi, bez sprzeciwu podążyliśmy za nią. I brnąc przez pola i mijając lasy, wjechaliśmy w taka oto drogę&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaomYTzPDI/AAAAAAAAAMM/6Ox_5jwMIeU/s1600-h/Zdj%C4%99cie062.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaomYTzPDI/AAAAAAAAAMM/6Ox_5jwMIeU/s320/Zdj%C4%99cie062.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5077431007220808754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Urocza, prawda? Zatrzymaliśmy sie tam na dłuższą chwilę, zachwyceni dziko rosnącymi pomiędzy łanami zboża makami, a naprawdę było się czym zachwycać&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaoioTzPCI/AAAAAAAAAME/JER1gnt8zhI/s1600-h/Zdj%C4%99cie065.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaoioTzPCI/AAAAAAAAAME/JER1gnt8zhI/s320/Zdj%C4%99cie065.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5077430942796299298" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zdjęcia, jak to niestety zazwyczaj bywa, nie oddają nawet części klimatu i urody miejsca, a na pewno nie moje, robione zaledwie telefonem komórkowym... :) Jak wyglądają zdjęcia które zrobił Jacek swoją lustrzanką? Nie mam pojęcia, jakoś jeszcze do mnie nie dotarły... No może z  wyjątkiem trzech. Pierwsze z nich, przedstawia naszą trójkę widzianą z lotu ręki&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaoXITzPBI/AAAAAAAAAL8/hi6-wRJfQPU/s1600-h/IMGP3825.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaoXITzPBI/AAAAAAAAAL8/hi6-wRJfQPU/s320/IMGP3825.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5077430745227803666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Drugie... Ekhm... Cóż, na drugim postać jakby bajkowa, czyli po prostu Shrek, tudzież „prawie jak Shrek”&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaoRYTzPAI/AAAAAAAAAL0/IFoXZobQThY/s1600-h/IMGP3826.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaoRYTzPAI/AAAAAAAAAL0/IFoXZobQThY/s320/IMGP3826.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5077430646443555842" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I trzecie na którym widnieje człowiek pierwotny, szykujący się do... Powiedzmy, że po prostu człowiek pierwotny...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaoK4TzO_I/AAAAAAAAALs/8F4UCDRPjl8/s1600-h/IMGP3842.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnaoK4TzO_I/AAAAAAAAALs/8F4UCDRPjl8/s320/IMGP3842.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5077430534774406130" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak, wiem, nie ma się czym chwalić... Ale jest się z czego śmiać i o to chyba chodzi, nieprawdaż? ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy skończyła nam sie inwencja i pomysły na kolejne dziwne zdjęcia (przypominam, iż jest ich więcej, ale przyjdzie poczekać nim ujrzą światło dzienne, jeśli w ogóle to kiedykolwiek nastąpi, bo mimo, iż Jacek na marudzenia o tym, że musi zabrać się wreszcie za swojego bloga, a i zdjęcia ludziom porozsyłać, reaguje pokora i obietnica poprawy, które są chyba fałszywe, bo jakoś nic się u niego w tym kierunku nie dzieje...) udaliśmy się do celu naszej podróży, czyli Sakurowego jeziorko-stawu. Okazał sie on terenem prywatnym, pieczołowicie odgrodzonym od reszty świata, z buszującym na domiar złego po „właściwej stronie ogrodzenia” właścicielem. Nie pozostało nam nic innego, jak zawrócić. Godzina stawała się sędziwa (czytaj – pora robiła sie późna), więc niestety, ale wypadało się zbierać do domu, bo jak wiadomo powrót rowerem wyposażonym jedynie w „światła pozycyjne” po zmroku, choć asfaltowymi, to jednak leśnymi i nieoświetlonymi drogami, nie jest niczym przyjemnym. Posiedzieliśmy więc jeszcze chwilę na Mosińskim rynku, gdzie udało mi sie za pomocą profesjonalnego statywy, jakim jest betonowy kwietnik i samowyzwalacza w telefonie, zrobić naszej trójcy ostatnia fotkę, po czym przyszło się pożegnać i wracać ścigając się z nadchodzącym zmrokiem do domu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rnan8oTzO-I/AAAAAAAAALk/yKtep0N0ifM/s1600-h/Zdj%C4%99cie074.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rnan8oTzO-I/AAAAAAAAALk/yKtep0N0ifM/s320/Zdj%C4%99cie074.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5077430289961270242" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba na tyle, kolejny raz mogę powiedzieć, że naprawdę udał mi sie dzień, kolejny raz dzięki Sakurowi, Jackowi i rowerowi, bawiłem sie naprawdę dobrze i kładłem sie spać z głową pełna fajnych wspomnień, których skromną częścią się właśnie z wami podzieliłem. Oby takich dni było więcej, dużo więcej :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnej, opisującej mój pobyt w Warszawie ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-6317170728797835879?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/6317170728797835879/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=6317170728797835879' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/6317170728797835879'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/6317170728797835879'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/06/siaa-baba-maki.html' title='Siała Baba mak(i)'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RnapIoTzPGI/AAAAAAAAAMk/3PFDbTNNqL4/s72-c/Zdj%C4%99cie067.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-7430979298489147918</id><published>2007-06-01T19:27:00.000+02:00</published><updated>2007-06-01T20:04:12.795+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Masa Krytyczna'/><title type='text'>Prawdziwa Masa Krytyczna (25.05.2007r)</title><content type='html'>Już się bałem, że nigdy nie umieszczę notki o takim tytule, a tu psikus i miłe zaskoczenie :) W końcu, po długiej i dramatycznej przerwie, przerywanej spazmatycznymi podrygami, Poznańska Rowerowa Masa Krytyczna wróciła do formy :) (jako sceptyk, powinienem w tym nawiasie umieścić tekst „ciekawe na jak długo”, ale sie powstrzymam :P ).&lt;br /&gt;Tym razem na masę zdarzyłem i nie goniłem jej przez pół miasta, tylko po to, by w końcu nie dogonić. No co prawda zdążyłem na naprawdę ostatnia chwilę, ale liczy sie, że ruszyłem i dotarłem do mety równo z pozostałymi rowerzystami :) Gdy wpadłem mocno już moim mniemaniu spóźniony, na Stary Rynek, oczom mym ukazała się jak zwykle skromna grupka rowerzystów. Nie wiem dlaczego, ale gdy tak stoją wszyscy pod ratuszem, wyglądają na max 30 osób,&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZq-9R9II/AAAAAAAAALc/NWCOMypD2SI/s1600-h/Zdj%C4%99cie012.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZq-9R9II/AAAAAAAAALc/NWCOMypD2SI/s320/Zdj%C4%99cie012.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151775408583810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;na szczęście, na ulicy okazuje się, że jest zgoła inaczej. Dowiedziałem się też, że miął mnie mini koncert odegrany na bębnach, a całą Masę, tym razem będzie prowadziła klimatyczna nyska. Jacek krzywił się też, na obecność policji, która miała nas eskortować podczas całego przejazdu. Powiem szczerze, iż również nie byłem tym faktem zachwycony, ale uznałem, że co ma być – to będzie, nie warto na zapas narzekać.&lt;br /&gt;Ruszyliśmy&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZmO9R9HI/AAAAAAAAALU/4h2eSGahCOo/s1600-h/Zdj%C4%99cie016.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZmO9R9HI/AAAAAAAAALU/4h2eSGahCOo/s320/Zdj%C4%99cie016.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151693804205170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;jak zwykle w ulice Szkolną, lecz tym razem, nie skręciliśmy jak zwykle w Podgórną, a pojechaliśmy prosto, do ul. B. Krysiewicza, którą to widać poniżej&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZh-9R9GI/AAAAAAAAALM/AvKzSGnfd-w/s1600-h/Zdj%C4%99cie018.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZh-9R9GI/AAAAAAAAALM/AvKzSGnfd-w/s320/Zdj%C4%99cie018.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151620789761122" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;i dalej w ogrodową, na której widać Jacka, który jakoś zawsze lubi być z przodu (ma straszna alergie na wyprzedanie, ledwie go ktoś wyprzedzi, a dostaje paskudnej wysypki w miejscu gdzie jego ciało styka sie z siodełkiem, chcąc się podrapać, zaczyna szybciej pedałować).&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZau9R9EI/AAAAAAAAAK8/KxbpFghtfPA/s1600-h/Zdj%C4%99cie021.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZau9R9EI/AAAAAAAAAK8/KxbpFghtfPA/s320/Zdj%C4%99cie021.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151496235709506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZeO9R9FI/AAAAAAAAALE/wzb1D-0N5Mg/s1600-h/Zdj%C4%99cie020.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZeO9R9FI/AAAAAAAAALE/wzb1D-0N5Mg/s320/Zdj%C4%99cie020.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151556365251666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Później mały postój na światłach przy nowej części Starego browaru (nie bójcie, sie, nie będę każdych świateł opisywał, tylko te, na których zrobiłem jakieś zdjęcia ;) )&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZWu9R9DI/AAAAAAAAAK0/MVBy9CofxSI/s1600-h/Zdj%C4%99cie023.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZWu9R9DI/AAAAAAAAAK0/MVBy9CofxSI/s320/Zdj%C4%99cie023.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151427516232754" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZSe9R9CI/AAAAAAAAAKs/6BIe6vX--Uw/s1600-h/Zdj%C4%99cie024.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZSe9R9CI/AAAAAAAAAKs/6BIe6vX--Uw/s320/Zdj%C4%99cie024.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151354501788706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dalej prosto i z Ratajczaka skręciliśmy w Towarową, na moście dworcowym udało mi sie pstryknąć kilka  w miarę sensownych zdjęć.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZOe9R9BI/AAAAAAAAAKk/C6oeniefTUU/s1600-h/Zdj%C4%99cie026.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZOe9R9BI/AAAAAAAAAKk/C6oeniefTUU/s320/Zdj%C4%99cie026.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151285782311954" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZKO9R9AI/AAAAAAAAAKc/wgTqCJ2TYh0/s1600-h/Zdj%C4%99cie029.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZKO9R9AI/AAAAAAAAAKc/wgTqCJ2TYh0/s320/Zdj%C4%99cie029.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151212767867906" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZEu9R8_I/AAAAAAAAAKU/3EhDK7j1wK0/s1600-h/Zdj%C4%99cie030.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZEu9R8_I/AAAAAAAAAKU/3EhDK7j1wK0/s320/Zdj%C4%99cie030.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151118278587378" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZAe9R8-I/AAAAAAAAAKM/OHPG0Gd9J4M/s1600-h/Zdj%C4%99cie031.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZAe9R8-I/AAAAAAAAAKM/OHPG0Gd9J4M/s320/Zdj%C4%99cie031.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071151045264143330" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBY7-9R89I/AAAAAAAAAKE/v-17k3FbyIE/s1600-h/Zdj%C4%99cie032.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBY7-9R89I/AAAAAAAAAKE/v-17k3FbyIE/s320/Zdj%C4%99cie032.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150967954731986" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po odstaniu swojego na światłach, Głogowska stanęła przed nami otworem i to właśnie na Głogowskiej, udało mi sie zrobić fotkę, prowadzącej nas prześlicznej nysce z adresem &lt;a href="http://grandapropaganda.com/"&gt;grandapropaganda.com&lt;/a&gt;,&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBY3-9R88I/AAAAAAAAAJ8/qAjfsW5OZG4/s1600-h/Zdj%C4%99cie034.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBY3-9R88I/AAAAAAAAAJ8/qAjfsW5OZG4/s320/Zdj%C4%99cie034.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150899235255234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYze9R87I/AAAAAAAAAJ0/kDON2UPIIFc/s1600-h/Zdj%C4%99cie035.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYze9R87I/AAAAAAAAAJ0/kDON2UPIIFc/s320/Zdj%C4%99cie035.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150821925843890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;niestety pod moja kamienice nie dotarliśmy, gdyż zaraz za Parkiem Wilsona, skręciliśmy w Berwińskiego i dalej w prawo, w ul. Matejki. Tam (w każdym razie wydaje mi sie że właśnie tam), dołączył do masy pan, którego rower można śmiało określić mianem kuwty :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYru9R86I/AAAAAAAAAJs/oOkoqLc7gZc/s1600-h/Zdj%C4%99cie038.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYru9R86I/AAAAAAAAAJs/oOkoqLc7gZc/s320/Zdj%C4%99cie038.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150688781857698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYm-9R85I/AAAAAAAAAJk/J3__8usMfzk/s1600-h/Zdj%C4%99cie041.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYm-9R85I/AAAAAAAAAJk/J3__8usMfzk/s320/Zdj%C4%99cie041.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150607177479058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dalej był, krótki postój przed przekroczeniem Grunwaldzkiej,&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYi-9R84I/AAAAAAAAAJc/g-50ykuz_Wg/s1600-h/Zdj%C4%99cie042.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYi-9R84I/AAAAAAAAAJc/g-50ykuz_Wg/s320/Zdj%C4%99cie042.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150538458002306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;wjazd w Szylinga,&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYbu9R83I/AAAAAAAAAJU/PDeieTmIi30/s1600-h/Zdj%C4%99cie043.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYbu9R83I/AAAAAAAAAJU/PDeieTmIi30/s320/Zdj%C4%99cie043.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150413903950706" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;kolejne złośliwe światła przed Bukowską,&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYXe9R82I/AAAAAAAAAJM/VaPDIjTkSjc/s1600-h/Zdj%C4%99cie044.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYXe9R82I/AAAAAAAAAJM/VaPDIjTkSjc/s320/Zdj%C4%99cie044.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150340889506658" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z której to później odbiliśmy w Polną.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYQe9R81I/AAAAAAAAAJE/e4tCpLVvkCE/s1600-h/Zdj%C4%99cie046.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYQe9R81I/AAAAAAAAAJE/e4tCpLVvkCE/s320/Zdj%C4%99cie046.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150220630422354" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co do dalszej drogi... Cóż, pamięć bywa zawodna, a moja jest tego doskonałym przykładem, więc jeśli gdzieś sie pomylę w opisywaniu trasy, to będę wdzięczny za korekty. W każdym razie, według mojej głowy było to tak:&lt;br /&gt;Z ul. Polnej, wjechaliśmy w Szamarzewskiego, z niej, w Wawrzyniaka, dalej w Dąbrowskiego, z której poprowadzono nas wprost (a właściwie to po skręceniu) w Poznańską, na której to, przy przejeżdżaniu przez tory, pewien ambitny motorniczy musiał udowodnić rowerzystom, kto sie bardziej na ulicy liczy... Cóż nam pozostało? Wiadomo że głupszym należy ustępować, więc poczekaliśmy aż tramwaj przetoczył się w swoja stronę i pojechaliśmy dalej, w ul. Libelta.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYHu9R80I/AAAAAAAAAI8/UJI6OY-_L54/s1600-h/Zdj%C4%99cie054.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYHu9R80I/AAAAAAAAAI8/UJI6OY-_L54/s320/Zdj%C4%99cie054.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071150070306566978" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYBe9R8zI/AAAAAAAAAI0/yZ9QKFImFQ0/s1600-h/Zdj%C4%99cie055.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBYBe9R8zI/AAAAAAAAAI0/yZ9QKFImFQ0/s320/Zdj%C4%99cie055.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071149962932384562" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Okrążyliśmy Plac Cyryla i ul. 23 Lutego, pokulaliśmy sie w stronę Starego Rynku. Niestety kompletnie nie pamiętam, jaka ulica na płytę Rynku wjechaliśmy, lecz to chyba nie istotne.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBX2-9R8yI/AAAAAAAAAIs/cMDi39Qy9_8/s1600-h/Zdj%C4%99cie060.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBX2-9R8yI/AAAAAAAAAIs/cMDi39Qy9_8/s320/Zdj%C4%99cie060.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071149782543758114" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pod Ratuszem można było kupić ciasteczka w kształcie samochodzików i ostentacyjnie pożerać na oczach siedzących gdzieś zapewne w przy pubowych ogródkach kierowców, co tez ochoczo uczyniliśmy. Było również podnoszenie rowerów do góry, które desperacko starałem sie uwiecznić, ale przy prędkości z jaka mój telefon zapisuje zdjęcia na karcie pamięci, okazało się wręcz niemożliwe... Wyszło jak widać poniżej&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBXhe9R8xI/AAAAAAAAAIk/SGQLC9wh0aI/s1600-h/Zdj%C4%99cie062.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBXhe9R8xI/AAAAAAAAAIk/SGQLC9wh0aI/s320/Zdj%C4%99cie062.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071149413176570642" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I mimo że nasza mała rowerowa manifestacja dobiegła końca, to dzień, a właściwie wieczór ciągle jeszcze trwał ;) Gdy wszyscy zaczęli sie rozjeżdżać w swoich kierunkach, pojawiła się Jackowa Aśka, która miała mały babski wieczorek wraz ze swoimi psiapsiółami gdzieś w okolicach Rynku. , Równo z jej przyjściem, pojawił się też plan, by udać sie „w plener”a dokładniej gdzieś nad Wartę, w celu konsumpcji chmielu. Pomysł poparła i Kaśka (która widać na zdjęciu z ulic Polnej), więc nie pozostało nic innego, jak szukać miejscówki. Ruszyliśmy więc z Jackiem na poszukiwania, po drodze zaopatrując sie w niezbędne płyny. Chwila wahania, gdy już byliśmy nad rzeką – który brzeg i jakie miejsce wybrać? Zdecydowaliśmy sie w końcu na wał nieopodal katedry, było tam zdecydowanie mniej ludzi. Wybór był słuszny, nie ze względu na brak tłumów, a naprawdę piękny widok, na zachodzące za budynkami słońce i chmury, z daleka wyglądające na burzowe.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBXa-9R8wI/AAAAAAAAAIc/aBtYR8nK6BY/s1600-h/Zdj%C4%99cie065.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBXa-9R8wI/AAAAAAAAAIc/aBtYR8nK6BY/s320/Zdj%C4%99cie065.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071149301507420930" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wszystko było by ok, bo pogoda dopisywała, gdyby nie owady... A konkretnie meszki... Było ich zdecydowanie więcej, niż dużo... Były ich chmary, stada, imię ich legion i ogólnie rzecz biorąc nie dawały spokoju... Nawet się wredy w kadr ładowały, gdy próbowałem zrobić zdjęcia, co zresztą doskonale widać widać poniżej.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBXVu9R8vI/AAAAAAAAAIU/U78uNU_mT7o/s1600-h/Zdj%C4%99cie066.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBXVu9R8vI/AAAAAAAAAIU/U78uNU_mT7o/s320/Zdj%C4%99cie066.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5071149211313107698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Śmieszne helikopterki, które widać na tle nieba,  to właśnie te krwiożercze monstra, które tylko czyhają by przegryźć sie przez skórę swymi małymi szczękami i za pomocą swej śliny, spowodować krwawienie by spijać nasze życiodajne soki (poniosło mnie? Nieeee :P ). I gdy tak siedzieliśmy, martwiąc się, że nim ktoś do nas dobije, pozostaną z naszej dwójki tylko suche skorupy, które skruszy wiatr, dotarła do nas Kaśka. A po niedługiej chwili Aśka wraz z Iza i Patrycją. I tak sobie siedzieliśmy nad Warta popijaliśmy piwo, które działa cuda, gdyż panie przyznały sie oficjalnie, że kobiety są złe (ciekawe czy teraz będą sie wypierać, zakładam że tak :P) i obserwowaliśmy zbliżające się do Poznania burze, których dalekie błyski, nadawały momentowi fajnego klimatu ;) Wszystko było by ok, gdyby nie komary, które zaatakowały wściekle, wypełniając lukę po krwiożerczych meszkach. Pojawiła sie nawet teoria, iż meszki po zmroku, niczym wilkołaki pod wpływem księżyca, zmieniają się w komary. Coś w tym jest, jedne i drugie żyć nie dają... Gdy burze niebezpiecznie zbliżyły się do naszego punktu widokowego, dziewczyny, z wyjątkiem Aśki, udały sie w swoje strony. Ja jeszcze zostałem, by z parką podziwiać burze. No nie tak do końca zostałem, bo postanowiłem udać się pod Katedrę, by w niespokojnych, acz pięknych okolicznościach przyrody, podziwiać jej majestat... Swoja droga, niesamowite, ile potrafi burza, ile doznań z sobą niesie. Usiadłem pod ta najdostojniejszą w poznaniu świątynią, na bruku, spojrzałem w górę, by zobaczyć na tle dwóch wierz błyskawicę i zamknąłem oczy wciągając głęboko przesycone ozonem powietrze. Wiatr przynosił zapachy pól, jezior, spalonej słońcem trawy, czasem można było wyraźnie wyczuć nutę jeziora, by po chwili zatonąć w woni świerkowego lasu, lub świeżo zaoranej ziemi... A wszystko to, bez ruszania się z miejsca, w akompaniamencie grzmotów i przebijających się przez barierę powiek błysków... Gdy pierwszy, zwiastujący nadchodząca ulewę deszcz sprowadził mnie na ziemie, uznałem iż czas wrócić nad Wartę i pożegnać się z Aśką i Jackiem. Miałem nadzieję że zdążę przed prawdziwym deszczem, choć mówiąc szczerze, wiedziałem iż nie ma prawa mi sie to udać. I nie udało się. Na Moście Teatralnym, dopadło mnie oberwanie chmury. W ciągu minuty byłem tak mokry, że bardziej po prostu nie można, nie pozostało mi więc nic innego, jak dalszą drogę przebyć spokojnie, spacerowym tempem, w strugach zacinającego wściekle deszczu... Nie jechałem szybciej z jeszcze jednego powodu. Moje błotniki, z racji pięknej pogody za dnia, pozostały w domu... Założę się, że gdybym je tego dnia założył, opisu burzy by w ogóle tutaj nie było... ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;To był kolejny udany dzień, mam nadzieję, że czeka mnie ich tego lata jeszcze wiele.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnej ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-7430979298489147918?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/7430979298489147918/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=7430979298489147918' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/7430979298489147918'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/7430979298489147918'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/06/prawdziwa-masa-krytyczna-25052007r.html' title='Prawdziwa Masa Krytyczna (25.05.2007r)'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RmBZq-9R9II/AAAAAAAAALc/NWCOMypD2SI/s72-c/Zdj%C4%99cie012.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-760328441441523947</id><published>2007-05-27T00:49:00.000+02:00</published><updated>2007-05-27T01:58:46.882+02:00</updated><title type='text'>3 w 1</title><content type='html'>Jako że znów sie rozleniwiłem jeśli idzie o pisanie notek, to by lenistwu stało się zadość, ta notka, będzie jakby kompilacja i skrótem trzech dni, o których w jakiś sposób (moim, skromnym zdaniem) warto wspomnieć. Pierwszy z tych dni, była to niedziela 13. 05. w którą to, po wyjściu z kiosku i przełamaniu ciągle gdzieś jeszcze zalegającego we mnie rowerowego lenistwa, postanowiłem wybrać sie „gdzieś”. Czynnikiem decydującym o tym, w która stronę sie udam po opuszczeniu bramy był... Wiatr... Zwyczajnie uznałem, iż pojadę w stronę, z której wieje, by gdy przyjdzie czas wracania do domu, stał sie moim sprzymierzeńcem i pchał mnie ku czemuś ciepłemu do jedzenia oraz gorącemu prysznicowi. Jednym słowem zdałem sie na swoje lenistwo i słaba jeszcze w tym roku kondycje. Wybór okazał sie, jak zazwyczaj jeśli idzie o wycieczki rowerowe -  właściwy. Wiatr tego dnia, wiał z południowego zachodu, A więc był dla mnie jak się później okazało – wiatrem z Mosiny. Ale jak to w takich chwilach zwykłem pisać – po kolei :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłem wybrać sie tam Nadwarciańskim Trasa Turystyczną. Bardzo malownicza, leśna droga, która prowadzi, jak sama nazwa wskazuje wzdłuż Warty. Nie jest niestety na każdy rower i dla każdego, gdyż niektóre odcinki są dość trudne. Znaczy... Jest właściwie jedno strome przewyższenie, na które rower zazwyczaj trzeba wprowadzić, a gdzieniegdzie piach może zmusić właścicieli rowerów o wąskich oponach, do przeprowadzenia swoich pojazdów przez parę metrów, zdarzają sie też częściej niż często złośliwe korzenie, ale w końcu to las, więc jeśli gdzieś na drodze powinny wstawać korzenie, to chyba właśnie tam ;) Nie jedzie sie ta trasa szybko, ale zdecydowanie przyjemniej, niż asfaltową, a właściwie imitującą asfalt ścieżką, którą dane mi było później wracać.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;W każdym razie lasem dotarłem do Puszczykowa, ale niestety nie bez komplikacji, jednej małej komplikacji mówiąc ściślej. Był nią owad, który to nie wiedzieć czemu, postanowił spojrzeć mi głęboko w oko... Się tak zapatrzył, że aż w nim utkwił... Poszczypało, póki nóżkami wywijał walcząc dzielnie o kolejny haust powietrza, lecz po chwili na szczęście przestał... A gdy przestał.. Cóż... Juz tylko czułem w oku obecność jego miniaturowych zwłok, z tym sie dało żyć, mimo iż było niewygodne oraz irytujące... Będąc w Puszczykowie, chciałem usiąść i po rozkoszować się jakimś deserem, lub lodami, z legendarnej, tudzież wręcz kultowej lodziarni Kostusiaka, ale była to jak pamiętacie niedziela... Gdy tam dotarłem i ujrzałem kolejkę, w której stało dobre 30 osób... Jakoś tego dnia akurat, nie chciałem być „trzydziestymktórymś”, więc zwyczajnie pojechałem dalej. Loda skonsumowałem, gdy siedząc na Mosińskim rynku, obserwowałem zwyczaje tamtejszej młodzieży, niczym nie różniące sie zresztą od zachowań godowych każdej innej młodzieży... Jest sobie grupka nastek, są „młodzi mężczyźni” w sile wieku lat 23 i ich naładowane głośnikami samochody. Standardowe tokowanie, po czym wszyscy rozchodzą sie w swoje strony, udając że jedni, drugich nie widzieli. Uroczo, czyż nie? I gdy tak siedziałem, pochłaniając metodycznie BigMilk'a, wysłałem Sakurowej eskę, zawierająca informacje o moim obecnym położeniu. Jak by ktoś nie wiedział, Sakur mieszka rzut beretem od Mosińskiego rynku, toteż po 5 minutach siedziała obok mnie :)&lt;br /&gt;I tu ważne spostrzeżenie – gdy tylko powiedziałem jej, o bagażu w oku, natychmiast zaoferowała swą pomoc. Na początku odmówiłem, lecz po chwili zdecydowałem sie jednak oddać swe oko, w Sakurze łapki. To była słuszna decyzja, chwila strachu i po zwłokach w paczydle nie było śladu. Sakur wyjątkowo sprawnie pozbyła sie zalegającego tam plugastwa, czerpiąc przy tym taka radochę, że gdy będę chciał jej zrobić prezent na urodziny czy imieniny, to po prostu nałapie oczami owadów i dam jej do wydłubania :) Robaki, nie oczy... żeby nie było niedomówień...&lt;br /&gt;Po udanym zabiegu, Sakur postanowiła pokazać mi cmentarz Mosiński, a ja, jako że ostatnimi czasy mam dziwna ciągotę w stronę wszelakich nekropolii, o czym będzie za chwilę, z chęcią podążyłem za nią. Gdy już zwiedziliśmy cmentarz, nadszedł czas rozstania, gdyż moja przewodniczka, wybierała sie na jakiś koncert w (tu coś jakby ironia - Poznaniu) i ruszyłem w kierunku mego miasta, nieznaną mi, a mniej więcej wytłumaczona przez Sakura drogą, wzdłuż kanału Mosińskiego. Powiem szczerze, że kanał choć wąski, ma mroczny klimacik, co zdecydowanie działa na jego plus :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljH_u9R8uI/AAAAAAAAAIM/pzQ4brEQ8c8/s1600-h/Zdj%C4%99cie040.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljH_u9R8uI/AAAAAAAAAIM/pzQ4brEQ8c8/s320/Zdj%C4%99cie040.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069021278356239074" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy dotarłem do sporego rurociągu który widzicie poniżej,&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljH2e9R8tI/AAAAAAAAAIE/ota6Fuj3fOU/s1600-h/Zdj%C4%99cie043.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljH2e9R8tI/AAAAAAAAAIE/ota6Fuj3fOU/s320/Zdj%C4%99cie043.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069021119442449106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;musiałem wysłać eskę, Do Sakurowej, bo nie pamiętałem którędy mam dalej jechać. A jako iż ja to ja, a nie ktoś inny, musiałem coś źle zrozumieć, przez co trafiłem na niesamowicie piaszczysta drogę, prowadzącą obok wyrośniętego i mocno zarośniętego młodnika.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljA6e9R8pI/AAAAAAAAAHk/j2mXtamUVJI/s1600-h/Zdj%C4%99cie047.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljA6e9R8pI/AAAAAAAAAHk/j2mXtamUVJI/s320/Zdj%C4%99cie047.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069013491580531346" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I walcząc tak z piachem, na najniższych przełożeniach w rowerze, dotarłem do czegoś, co chyba jest stacją pomp, lub punktem kontrolnym na pełznącym w wale obok mnie rurociągu.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAxu9R8oI/AAAAAAAAAHc/yJqUuiFqOl4/s1600-h/Zdj%C4%99cie045.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAxu9R8oI/AAAAAAAAAHc/yJqUuiFqOl4/s320/Zdj%C4%99cie045.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069013341256675970" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Budynek ten, jakoś dziwnie kojarzący mi sie z bunkrem, budził jakiś taki niepokój w leśnej ciszy. Nacieszyłem się tym niesamowitym nastrojem, po czym ruszyłem dalej. Wyłoniłem sie z lasu w Puszczykowie i uznałem, że skoro znów tu jestem, wybiorę sie na cmentarz, gdzie leżą moje dwie ciotki, byłe siostry zakonne. Cmentarz znalazłem bez problemu, gorzej z grobem ciotek... Mimo to, nie zmarnowałem czasu, usiadłem na ławce i cieszyłem sie cmentarnym spokojem, oraz niezrównanym Puszczykowskim powietrzem.&lt;br /&gt;Zastanawiam sie, co też takiego jest w cmentarzach, że miast działać na mnie przygnębiająco, podnoszą mi nastrój i uspokajają... Zastanawiałem się nad tym dość długo, doszedłem do wielu wniosków. Przede wszystkim, chodzi o nieuchronność tego, co cmentarze symbolizują, tego co równa wszystkich ludzi. Nie ważne czy ktoś jest biedny, bogaty, zły czy dobry, wobec śmierci, wszyscy jesteśmy równi, przerażająco równi... Umrę w swym kieracie, tak samo, jak człowiek, który nad tym kieratem stoi z batem... To nas równa, w gruncie rzeczy, nikt nie jest lepszy...&lt;br /&gt;Fascynują mnie tez nagrobki, nie to kto w nich leży, tylko same nagrobki. Najróżniejsze, od prostych krzyży, po pomniki będące wręcz dziełami sztuki. Zadziwiające jest to, ile czasu poświęcamy, lub staramy sie poświęcać zmarłym, przykra natomiast, jest wyraźna rywalizacja w tym, kto ma ładniejszy grób, droższy pomnik, czy lepsze miejsce, najlepiej obok kogoś ważnego. Zastanawia mnie jedna rzecz. Na ile te wspaniałe groby, są hołdami dla zmarłej osoby, a na ile wyrzutami sumienia tych, którzy je stawiają? Czy to nie jest przypadkiem tak, że dopiero po śmierci doceniamy wartość drugiego człowieka? Tylko to juz chyba troszkę za późno... Zawsze doceniamy to, co straciliśmy... Uczę się, postępować inaczej, cmentarze mi w tym chyba pomagają... Kiedyś sie może nauczę ;)&lt;br /&gt;Cmentarz ten odwiedzałem jeszcze kilka razy, zrobiłem też parę zdjęć, które możecie obejrzeć poniżej.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljBMO9R8rI/AAAAAAAAAH0/-QzrtNxr1So/s1600-h/Zdj%C4%99cie052.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljBMO9R8rI/AAAAAAAAAH0/-QzrtNxr1So/s320/Zdj%C4%99cie052.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069013796523209394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljBAO9R8qI/AAAAAAAAAHs/f01EkHGK8TI/s1600-h/Zdj%C4%99cie050.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljBAO9R8qI/AAAAAAAAAHs/f01EkHGK8TI/s320/Zdj%C4%99cie050.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069013590364779170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAau9R8nI/AAAAAAAAAHU/etgYFUGE9ek/s1600-h/Zdj%C4%99cie011.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAau9R8nI/AAAAAAAAAHU/etgYFUGE9ek/s320/Zdj%C4%99cie011.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069012946119684722" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAVu9R8mI/AAAAAAAAAHM/jWKKc2pZ9_s/s1600-h/Zdj%C4%99cie012.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAVu9R8mI/AAAAAAAAAHM/jWKKc2pZ9_s/s320/Zdj%C4%99cie012.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069012860220338786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAPu9R8lI/AAAAAAAAAHE/8UdQZ3K6Hs4/s1600-h/Zdj%C4%99cie021.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAPu9R8lI/AAAAAAAAAHE/8UdQZ3K6Hs4/s320/Zdj%C4%99cie021.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069012757141123666" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdy już wyjechałem z cmentarza i kierowałem sie w stone Poznania, mym oczom ukazał sie stary kościółek,&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljBVO9R8sI/AAAAAAAAAH8/eZENIcUgmso/s1600-h/Zdj%C4%99cie055.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljBVO9R8sI/AAAAAAAAAH8/eZENIcUgmso/s320/Zdj%C4%99cie055.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069013951142032066" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;postanowiłem obejrzeć go z bliska. A gdy krążyłem dookoła, postanowiłem i wejść do środka, a co! Raz na parę lat wizyta w kościele mi nie zaszkodzi ;) Powiem wam szczerze, iż mam nieodparte wrażenie że organista wiedział z kim ma do czynienia... Gdy tylko wszedłem do zupełnie pustej świątyni i usiadłem spokojnie w ławce, z organów kościelnych, zabrzmiała Bachowska „Fuga”, jak ny organista wiedział, że taki antychryst jak ja przyszedł... No nie ważne... Spędziłem w tymże kościele sporo czasu, bo na „Fudze” sie nie skończyło, odsłuchałem jeszcze kilka utworów, których nazw niestety nie potrafię podać, po czym w końcu i finalnie udałem sie w kierunku Poznania. Czy aby na  pewno? Otóż nie ;)&lt;br /&gt;Jadąc prze Luboń, nie mogłem się oprzeć pokusie, by zadzwonić do Syrenki, z zapytaniem, czy jest może w domu. Była, więc i piwo wypiła ;) Czas z Syrenką, nigdy nie jest czasem straconym ;) I choć sama miłością do rowerów nie pała, a wręcz przeciwnie darzy je raczej chłodnym uczuciem,, w ogródku trzyma takie oto cudeńko&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAC-9R8kI/AAAAAAAAAG8/_FqmIIJTZ-k/s1600-h/Zdj%C4%99cie028.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljAC-9R8kI/AAAAAAAAAG8/_FqmIIJTZ-k/s320/Zdj%C4%99cie028.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069012538097791554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zawsze mnie ta doniczka zachwyca, nie mogę sie oprzeć pokusie fotografowania jej :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeżdżąc tak do Puszczykowa, które jest zdecydowanie za blisko poznania, przez co, nie pozwala sie porządnie zmęczyć, zapuszczałem się do Mosiny, co by nabić sobie troszkę kilometrów. I tutaj, nie mogę oprzeć sie pokusie i muszę pokazać dworzec kolejowy w Puszczykowie, moim nie znającym sie na architekturze zdaniem, jest naprawdę cudowny, szkoda że taki zaniedbany...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli_6O9R8jI/AAAAAAAAAG0/ZfhQ-x3j3_o/s1600-h/Zdj%C4%99cie023.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli_6O9R8jI/AAAAAAAAAG0/ZfhQ-x3j3_o/s320/Zdj%C4%99cie023.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069012387773936178" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli_yu9R8iI/AAAAAAAAAGs/l-wIAg4YQ2s/s1600-h/Zdj%C4%99cie026.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli_yu9R8iI/AAAAAAAAAGs/l-wIAg4YQ2s/s320/Zdj%C4%99cie026.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069012258924917282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli_nO9R8hI/AAAAAAAAAGk/70aUGNUYpWc/s1600-h/Zdj%C4%99cie022.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli_nO9R8hI/AAAAAAAAAGk/70aUGNUYpWc/s320/Zdj%C4%99cie022.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069012061356421650" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli_d-9R8gI/AAAAAAAAAGc/YS3dB1iLdA0/s1600-h/Zdj%C4%99cie024.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli_d-9R8gI/AAAAAAAAAGc/YS3dB1iLdA0/s320/Zdj%C4%99cie024.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069011902442631682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I tak tam sobie jedząc, pewnego dnia, zawitałem pod Sakurowym domem. Sakur zeszła do mnie na dół, po czym zapytała, czy nie wybiorę sie z nią i jej kuzynem – Kubą, na „hopki”, bo chce mu zrobić parę zdjęć, jak ten, szybuje na rowerze. Tutaj muszę powiedzieć, iż Kuba jest downhillowcem, czyli w moim mniemaniu wariatem ;) Ale wariatem w jak najbardziej pozytywnym tego słowa znaczeniu :) Niesamowicie pozytywny człowiek, z zdrową pasją i odwaga, na jaka ja sie nigdy nie zdobędę ;) Powiem szczerze, że mimo iż Kuba początkującym zjazdowcem jest, robi na mnie wrażenie prędkość z jaką porusza sie po leśnym terenie w dół, oraz jego skoki, które udało mi sie uwiecznić (wraz z Sakurem, która te skoki uwieczniała za pomocą prawdziwego aparatu).&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli6J-9R8fI/AAAAAAAAAGU/sIKMhPusnSQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie032.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli6J-9R8fI/AAAAAAAAAGU/sIKMhPusnSQ/s320/Zdj%C4%99cie032.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069006061287109106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ta zamazano postać, to oczywiście Kuba, niestety prędkość z jaka mój telefon chwyta obraz, pozwala na tylko tyle, gdyby natomiast mieć Jackową lustrzankę... Taaaak..... :] Sie rozmarzyłem... :P&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli5oe9R8eI/AAAAAAAAAGM/-w31bLZ0eOk/s1600-h/Zdj%C4%99cie035.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli5oe9R8eI/AAAAAAAAAGM/-w31bLZ0eOk/s320/Zdj%C4%99cie035.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069005485761491426" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli5ie9R8dI/AAAAAAAAAGE/bHOckIf2SVY/s1600-h/Zdj%C4%99cie034.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rli5ie9R8dI/AAAAAAAAAGE/bHOckIf2SVY/s320/Zdj%C4%99cie034.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5069005382682276306" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Po popstrykaniu i utracie około litra krwi, na rzecz podtrzymania życia lokalnych komarów, udaliśmy sie w drogę powrotną. Zostałem odprowadzony do skraju Mosiny, po czym ruszyłem w powrotna drogę. Po drodze w Puszczykowie, spotkałem jeszcze „Krzysztofa” (dlaczego w cudzysłowie, może kiedyś będzie okazja, to opiszę ;) ) kolegę Jacka, z którym zamieniłem kilka słów, po czym czmychnąłem w stronę domu, gdyż zaczęło sie robić niebezpiecznie ciemnawo...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba na tyle... 3 watki, w jednej notce, kolejna będzie relacja z Masy Krytycznej i mam nadzieje, że pojawi sie w ciągu kilku dwóch dni ;)&lt;br /&gt;Do następnego ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-760328441441523947?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/760328441441523947/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=760328441441523947' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/760328441441523947'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/760328441441523947'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/05/3-w-1.html' title='3 w 1'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RljH_u9R8uI/AAAAAAAAAIM/pzQ4brEQ8c8/s72-c/Zdj%C4%99cie040.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-9029088804498879703</id><published>2007-05-11T21:06:00.000+02:00</published><updated>2007-05-11T21:32:43.694+02:00</updated><title type='text'>Stara przystań</title><content type='html'>Troszkę sie wahałem nim po powrocie z pracy zdecydowałem sie wreszcie wyjść na rower. Przyczyna mych rozterek była prosta – pogoda. Niby ciepło, ale jakiś taki chłód, gdzieś tam przebąkuje nieśmiało słoneczko, ale chmury wyglądały poważnie i deszczowo. Stwierdziłem w końcu, że z cukru nie jestem, a niedzielne popołudnie, jakie by nie było – żal zmarnować. Postanowiłem jednak, nie zapuszczać się zbyt daleko od miasta, żeby w razie całkowitego załamania pogody, móc szybko sie ewakuować. Pozostała kwestia gdzie sie udać. I już miałem zamiar potoczyć się bez celu po mieście, gdy przypomniała mi sie niedawna rozmowa z Koniem, w której to, pokazywał mi zdjęcia zrobione pewnej opuszczonej przystani w okolicach Owinsk i Czerwonaka. Jako że opuszczone budynki bardzo lubię, a i rzeczone miasteczka nie są zbyt daleko, można powiedzieć że cel wypadu, wybrał się sam.&lt;br /&gt;Nie wiedziałem niestety, a może na szczęście, gdzie dokładnie znajduje sie rzeczona przystań, gdyż Konio powiedział tylko iż to przejazd kolejowy przed Owinskami. A jak, jak to ja, zinterpretowałem to dość luźno... W efekcie zamiast przed Owinskami, to przed Karolinem skręciłem w stronę Warty. Znalazłem tam tylko znany mi most, którym to ciepłociąg transportuje ciepełko z Elektrowni Karolin, na Poznańskie Piątkowo.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCwvTEaqI/AAAAAAAAAFk/7-Ja41LiP38/s1600-h/Zdj%C4%99cie032.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCwvTEaqI/AAAAAAAAAFk/7-Ja41LiP38/s320/Zdj%C4%99cie032.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063386023657237154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Miałem okazje go zwiedzać jakieś dwa lata temu, w wyborowym towarzystwie Jacka i Seby. Wtedy nawet wraz z Jackiem weszliśmy na górę i spacerowaliśmy sobie po tymże moście. Tym razem, przejechałem po prostu pod nim, mając nadzieje iż mym oczom ukarze się gdzieś niedaleko wyczekiwana przystań (choć powiem szczerze, wiedziałem że źle skręciłem, bo coś takiego, na pewno nie umknęło by uwadze naszej trójki te dwa lata temu). Postanowiłem więc wrócić na główną trasę i szukać kolejnego przejazdu kolejowego. I właśnie wtedy, gdy przeciskałem się jakąś wąska, wydeptaną ścieżynką, mym oczom ukazał sie taki oto budynek&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCrPTEapI/AAAAAAAAAFc/Mt8l_E56Cps/s1600-h/Zdj%C4%99cie033.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCrPTEapI/AAAAAAAAAFc/Mt8l_E56Cps/s320/Zdj%C4%99cie033.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063385929167956626" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I już miałem go ominąć, gdyż nie prezentował sie zbyt okazale, ledwie wystając z jakiegoś nasypu, ale skusił mnie dobiegający z jego wnętrza szum wody. Zsiadłem więc z roweru, przekroczyłem jakiś wyschnięty rów i wszedłem do środka. Okazało sie, że dobrze słyszałem wodę, szumiała sobie gracko 2 metry pod moimi nogami. A że w rurze którą wpływała pod tenże budynek, widać było światło, niechybnie znaczyło to, że za budynkiem, musi być jakaś rzeczka, czy chociażby kanał, lub rów melioracyjny. Gdy wyszedłem, dostrzegłem zarośnięte schody po lewej stronie. Gdy sie po nich wspiąłem (poetyckie określenie na wczłapanie sie po 7 betonowych schodkach), moim zdziwionym oczom, ukazał sie taki oto widok&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCZvTEaoI/AAAAAAAAAFU/hCcTt3_oufA/s1600-h/Zdj%C4%99cie038.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCZvTEaoI/AAAAAAAAAFU/hCcTt3_oufA/s320/Zdj%C4%99cie038.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063385628520245890" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Na moje oko (to mniej zdziwione), to jakaś opuszczona oczyszczalnia ścieków, lub... No właśnie nie mam pomysłu co by to jeszcze mogło być, uznajmy to wiec za oczyszczalnie ;)&lt;br /&gt;Gdy już sie na zwiedzałem, i wyjechałem na główną drogę, by kontynuować przerwany przez budynek oczyszczalni plan. Nie zajechałem daleko, powiem więcej, ledwie wyjechałem na asfalt i mym oczom ukazała się droga, prowadząca do osiedla Karolin w Koziegłowach. Mieszkało tam, nim wyemigrowało do Pobiedzisk moje najbliższe kuzynostwo. Jeździłem na to osiedle, gdy byłem dzieciakiem, więc nie potrafiłem sobie odmówić przyjemności zwiedzenia go po kilku latach nieobecności. Pół osiedla odremontowano, ale tylko pół, druga połowa, stoi dokładnie taka, jaką ja pamiętałem, w tej chwili, to żywa sceneria gry S.T.A.L.K.E.R, zresztą sami zobaczcie:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCQ_TEanI/AAAAAAAAAFM/gOp1MdlakxA/s1600-h/Zdj%C4%99cie046.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCQ_TEanI/AAAAAAAAAFM/gOp1MdlakxA/s320/Zdj%C4%99cie046.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063385478196390514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCK_TEamI/AAAAAAAAAFE/NGIC1YBobIE/s1600-h/Zdj%C4%99cie049.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCK_TEamI/AAAAAAAAAFE/NGIC1YBobIE/s320/Zdj%C4%99cie049.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063385375117175394" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCGfTEalI/AAAAAAAAAE8/Mh6lpf8OGN4/s1600-h/Zdj%C4%99cie052.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCGfTEalI/AAAAAAAAAE8/Mh6lpf8OGN4/s320/Zdj%C4%99cie052.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063385297807764050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest tam jeszcze jedna charakterystyczna rzecz, wejścia do klatek schodowych, wydaje mi sie, że takie kuriozum, jest w całej Polsce jedno, właśnie tu, w okolicach Poznania. Z chęcią zobaczył bym człowieka, który zaprojektował coś takiego. Założę się, że gdy to kreślił, był pijany :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTB-PTEakI/AAAAAAAAAE0/dcRVlfwSkJQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie054.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTB-PTEakI/AAAAAAAAAE0/dcRVlfwSkJQ/s320/Zdj%C4%99cie054.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063385156073843266" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ale mają te klatki klimat i naprawdę szkoda mi ich będzie, gdy znikną...&lt;br /&gt;No nie ważne, pokręciłem się troszkę po osiedlu, po czym ruszyłem w dalsza drogę, porzucając plan poszukiwania starej przystani. Po chwili jazdy dotarłem do Kicinia, w którym to, powodowany jakimś dziwnym instynktem, czy też może raczej widokiem zielonych i żółtych pól, skręciłem w prawo. Po chwili dotarłem do polnej drogi, prowadzącej troszkę pod górę, na małe wzniesienie z którego to podziwiałem widok, na okoliczne pola. Zdjęcie wrzucę tylko jedno, niestety robione pod słońce&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTBjPTEajI/AAAAAAAAAEs/pn271XsEG-E/s1600-h/Zdj%C4%99cie062.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTBjPTEajI/AAAAAAAAAEs/pn271XsEG-E/s320/Zdj%C4%99cie062.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063384692217375282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pozostałe fotki nie wiedzieć czemu, wyszły gorsze niż złe, za to mogę pokazać drogę, którą dostałem sie na to przewyższenie&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTBOfTEaiI/AAAAAAAAAEk/6lv9J2hhv3Y/s1600-h/Zdj%C4%99cie060.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTBOfTEaiI/AAAAAAAAAEk/6lv9J2hhv3Y/s320/Zdj%C4%99cie060.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063384335735089698" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Gdy postanowiłem jechać dalej, okazało się, iż droga ta, prowadzi prosto do Janikowa. I właśnie w Janikowie po raz pierwszy tak naprawdę pożałowałem że nie posiadam aparatu. Przyczyna było miejsce, które widzicie poniżej&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTBGvTEahI/AAAAAAAAAEc/J81Ql_qE6R8/s1600-h/Zdj%C4%99cie063.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTBGvTEahI/AAAAAAAAAEc/J81Ql_qE6R8/s320/Zdj%C4%99cie063.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063384202591103506" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie dało się tego wykadrować telefonem, a po wycięciu zbędnego planu, zdjęcie więcej niż znacząco straciło na jakości. Może tam kiedyś wrócę i pstryknę to sprzętem z prawdziwego zdarzenia, póki co, to musi niestety wystarczyć... Gdy już nacieszyłem oczy i ugłaskałem duszę, ruszyłem dalej i nie wiedzieć kiedy, dotarłem do skrzyżowania Gdyńskiej i Bałtyckiej. Stwierdziłem że to chyba już czas wracać do domu. Z tym, że wcale mi sie wracać nie chciało... Usiadłem sobie więc na tym skrzyżowaniu, pod bilbordem stojącym przy przystanku, i zacząłem pisać SMS'y, jeden z nich, był zapytaniem skierowanym do Jacka, czy może będzie wieczorem w necie (chciałem mu pokazać zdjęcia, które to możecie obejrzeć sobie w notce poniżej), po chwili jednak, znając Jackową niechęć do odpisywania (tudzież brak czasu) napisałem drugą, w której to zauważyłem, iż najpierw powinienem się zapytać, czy ma ochotę w ogóle mi odpisywać, a dopiero później zadawać konkretne pytania. Po chwili zadzwonił rozbawiony i troszkę pogadaliśmy, okazało sie, że właśnie idzie z Aśką w kierunku Owinsk, bo umówili się z Koniem na zwiedzanie starej przystani. Niewiele myśląc podpiąłem sie pod te wycieczkę. Dogoniłem ich jakieś 2km przed miejscem spotkania, czyli innym przejazdem kolejowym, nie przed Karolinem, a przed Owinskami, obok gigantycznych silosów, o właśnie tych&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTA8PTEagI/AAAAAAAAAEU/A6f5MO3JuLA/s1600-h/Zdj%C4%99cie066.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTA8PTEagI/AAAAAAAAAEU/A6f5MO3JuLA/s320/Zdj%C4%99cie066.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063384022202477058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;każdy sie może pomylić, prawda? ;) Zgranie w czasie mieliśmy niezłe, bo Konio i Ola do tego przejazdu, dotarli dokładnie w tym samym czasie co i my. Ledwie minęliśmy silosy, a napatoczył się pies z gatunku „ujadacz łydkokąs, co tylko z tyłu podchodzi”, drażniące stworzenie... Gdy przestałem zajmować sie psem i spojrzałem w prawo, mym oczom ukazał a sie „kładka” prowadząca od elewatora, do przystani.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTAt_TEafI/AAAAAAAAAEM/0tKUDKlzt9E/s1600-h/Zdj%C4%99cie068.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTAt_TEafI/AAAAAAAAAEM/0tKUDKlzt9E/s320/Zdj%C4%99cie068.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063383777389341170" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTAQ_TEaeI/AAAAAAAAAEE/9qFtic5-iOw/s1600-h/Zdj%C4%99cie073.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTAQ_TEaeI/AAAAAAAAAEE/9qFtic5-iOw/s320/Zdj%C4%99cie073.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063383279173134818" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTAHfTEadI/AAAAAAAAAD8/bBX1EKhXMbQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie072.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTAHfTEadI/AAAAAAAAAD8/bBX1EKhXMbQ/s320/Zdj%C4%99cie072.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063383115964377554" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTAB_TEacI/AAAAAAAAAD0/Fbmx6yGOVsA/s1600-h/Zdj%C4%99cie067.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTAB_TEacI/AAAAAAAAAD0/Fbmx6yGOVsA/s320/Zdj%C4%99cie067.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063383021475097026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Sama przystań załadunkowa, którą widzicie poniżej, nie robiła już takiego wrażenia&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkS_n_TEaaI/AAAAAAAAADk/9qo7e1c8yo8/s1600-h/Zdj%C4%99cie071.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkS_n_TEaaI/AAAAAAAAADk/9qo7e1c8yo8/s320/Zdj%C4%99cie071.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063382574798498210" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Mimo to naprawdę miała klimat, przepotężny klimat, który potęgował zbliżający sie wielkimi krokami zachód słońca i bezwietrzna pogoda. Towarzystwo się rozpierzchło, eksplorując teren,  niektórzy próbowali wyskrobać sie na betonowe bloki znajdujące sie po bokach głównego budynku, inni (znaczy Ola i ja) z uwaga sie temu przyglądali, a Konio, jak to Konio, chodził nawet po wodzie :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkS_UPTEaZI/AAAAAAAAADc/Dz0IzSHmxPg/s1600-h/Zdj%C4%99cie079.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkS_UPTEaZI/AAAAAAAAADc/Dz0IzSHmxPg/s320/Zdj%C4%99cie079.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063382235496081810" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Później wszyscy sie troszkę uspokoili, porozsiadali i tylko Konio szukał ciągle nowych wrażeń, ale zamiast nich, znalazł stary fotel ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkS_KfTEaYI/AAAAAAAAADU/6asZL3NalxU/s1600-h/Zdj%C4%99cie077.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkS_KfTEaYI/AAAAAAAAADU/6asZL3NalxU/s320/Zdj%C4%99cie077.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063382067992357250" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A później sie do niego przymierzył ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkS-_PTEaXI/AAAAAAAAADM/WmndTDqL0-w/s1600-h/Zdj%C4%99cie078.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkS-_PTEaXI/AAAAAAAAADM/WmndTDqL0-w/s320/Zdj%C4%99cie078.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5063381874718828914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I gdy tak wszyscy sobie siedzi, czy też coś robili, dotarło do mnie, że czuje sie w tej ekipie swój, naprawdę swój... Ze to są ludzie, przed którymi nie usze niczego udawać, nie muszę pozować. I mimo, iż jako jedyny nie miałem pary, przez co chwilami robiło mi się głupio i naprawdę zrozumiałem powiedzenie „piąte koło u wozu”, to jednak było mi między nimi dobrze, bo wiem, że mogę im bezgranicznie ufać, a oni ufają mnie i akceptują mnie takim, jakim jestem, ze wszystkimi moimi dziwactwami i wadami. Szkoda tylko, że nie było tam Seby i Karoli... Ale nie można mieć wszystkiego ;) I tak sie kręciliśmy siedzieliśmy a Jacek z Aśką zrobili sobie niebotycznych rozmiarów kolacje, która była jednocześnie obiadem i ponoć śniadaniem, aż niestety Konio z Olą musieli się zwinąć, więc zostałem sam z drugą parą, długo nie zabawiłem (choć pewnie i tak za długo :P), gdyż coś mi mówiło, iż nie powinienem im przeszkadzać ;) Zwinąłem sie więc i ruszyłem w drogę powrotną do poznania, przeprowadzając wcześniej rower obok tego szurniętego psa... Jakiś tubylec radził, bym wziął kamień i tu cytat „zajebał sukinsyna”, ale miałem chyba zbyt dobry humor ;) Droga do poznania minęła bardzo przyjemnie, mimo iż na niektórych odcinkach nie było niczego widać, a czasami jakiś samochód mijał mnie „o grubość lakieru”, ale przywykłem do tego już dawno temu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to tyle, poznałem rewelacyjne miejsce, do którego będę mam nadzieje wracał jeszcze nie raz i mam nadzieję nie sam... Wielką nadzieję... Nadzieja matką głupich... Cóż...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Do następnej, niebawem ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-9029088804498879703?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/9029088804498879703/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=9029088804498879703' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/9029088804498879703'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/9029088804498879703'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/05/stara-przysta.html' title='Stara przystań'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkTCwvTEaqI/AAAAAAAAAFk/7-Ja41LiP38/s72-c/Zdj%C4%99cie032.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-6342091938665727762</id><published>2007-05-08T23:58:00.000+02:00</published><updated>2007-05-09T22:29:46.413+02:00</updated><title type='text'>Prawie jak piątek trzynastego</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;Prolog&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Mimo iż notka zaczyna sie od daty 5.05.2007r, to opisuje wrażenia z dnia wcześniejszego, czego każdy mam nadzieję sie domyśli podczas czytania. Jest to, a właściwie był piątek i mimo iż miałem nie narzekać, w obliczu takiego dnia, po prostu się nie da, a jeśli ktoś potrafi, z chęcią wezmę lekcje ;)&lt;br /&gt;Nowością są zdjęcia, które będziecie mogli zobaczyć pod koniec postu. Zrobiłem je aparatem ojca, gdyż mój telefon, to telefon (wiem, to odkrywcze) i makra nie posiada, a bez owego... Cóż, no nie mógłbym pokazać tego, co chciałem byście zobaczyli. Można też na nich zobaczyć mój telefon, który umieściłem w celu pokazania skali.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;I notka właściwa&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Sobota, 5.05.2007r. Tego dnia, kończyła się data ważności, podarowanych przez niewymownie hojną firmę jaką jest „Enea” wejściówek do kina Cinema City, na absolutnie dowolny film, o dowolnej porze. Wejściówki były dwie, nie wykorzystałem ich, bo jakoś brak weny i niewiarygodnie naiwna wiara, że uda mi się z nich skorzystać w taki sposób, jaki miałem w planie, gdy po raz pierwszy trafiły w me chciwe ręce, ma jakąś szanse się ziścić, nie pozwalały mi sie ich pozbyć. Plan ten, był nieaktualny od pól miesiąca, mimo to, a może właśnie z tego powodu, nie zaprzątałem sobie nimi zbytnio głowy. Aż tu zaczęła sie wielkimi krokami zbliżać przedstawiona na początku tego przydługiego i bezsensownego wywodu data. Co robić? Na samotny seans nie za bardzo miałem ochotę, więc przyszedł mi do głowy genialny plan. W czwartek, Jacek wraz ze swym szczęściem, odwiedzili mnie  kiosku, by pożyczyć rower (tak, pożyczyłem Mangustę... Ale Jackowi (no, tak prawie), więc to tak, jak bym to ja sam na niej jeździł, koniec tematu). Moim szatańsko genialnym planem, było wręczenie im wejściówek do kina, gdy rower będą zwracać. Uważam że szczęściu, mimo iż trwa i nic go nie zakłóca i tak trzeba, a przynajmniej można mu pomagać. Temu szczęściu sie nie da... Zapierali się rękami i nogami, ja nie odpuszczałem, byłem przekonujący, uroczy, czarujący, porywający wręcz (ta, przesadzam...) i jaki tam tylko potrafię być, ale nic z tego -  wejściówek nie wzięli... Ale pozostawili mi cień nadziei, że może się zjawią w sobotę w kiosku i może wtedy coś się wymyśli... Ta, jasne... Się zjawili... Na placu boju zostałem ja, baniak wody (kupiłem po drodze), dwie tekturki z napisem „voucher” i rozanielona z przyczyn oczywistych Mangusta. Plan „B”, piątek rano, wysyłam Sebie (aka „aln”, później zwany Sebą nr1 z pary nr2 którą tworzy wraz z Karolą, proste, nie?) eskę, o dziwnej treści „Jak Karola jest dziś w pracy”, Seba reaguje telefonem, krótka wymiana zdań, wiadomo o co chodzi, ale da mi znać troszkę później. Troszkę później Seba sie nie odzywa... No to co? Zasięgam języka o której mam jakiś fajny film i wyjdę z kiosku, sam udam Się do kina, co by nie zmarnować tych cholernych voucherów. Zdecydowałem się na 300, o 17:40. piętnaście minut później, telefon od innego Seby „czy nie wlecę do biblio, na jakiś film i piwko”, odpowiadam że nie – idę do kina, więc ekran jego laptopa odpada, pogapię się w większy (no może nie zupełnie tak, ale odmówiłem). 20 minut później, telefon od pierwszego Seby, że jeśli jestem jeszcze w kiosku, to może zdążą przed 17:00 i wlecą pogadać o tych wejściówkach. A ja już się na film nastawiłem... No trudno, zaoferowałem się, mogłem wyraźnie powiedzieć, że tylko do którejś godziny się mogą zastanawiać, nie powiedziałem – to teraz mam. Więc czekam sobie spokojnie na „Parę nr2”. I czekam... I czekam... I dzwonię... Para nr2 niestety sie nie wyrobiła by do mnie wpaść, są na Malcie ze znajomi (wtedy już chciałem dzwonić do Konia, przedstawiciela Pary nr3, która to tworzy wraz ze swą narzeczona – Olą, ale stwierdziłem, że dla nich, czas w jakim vouchery muszą być wykorzystane, jest zbyt krótki, a to z racji iż mieszkają kawałek za Poznaniem, co czasami potrafi komplikować życie) No dobra... Zostaje jeszcze opcja Seba2, czyli biblioteka, piwo i film o żywych trupach. Dzwonię więc do Seby i dowiaduję się że... Seba na chwile opuścił bibliotekę, będzie za jakieś półtorej godziny... Uhhh... Telefon do Seby nr jeden i wio na Maltę. Tam krótka rozmowa, że może w sobotę się zjawią w kiosku, to by te vouchery wzięli jeśli czas mieć będą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I przybył do mnie głos Seby, za telefonu jego pośrednictwem i że nie będzie go oznajmił mi tonem ponurym, a voucher zapłakał, gdyż z nim już do kina iść chciał (ale biblijne, nie? :D ).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale to było dopiero w sobotę, póki co zostanę jeszcze przy piątku. Z Malty ruszyłem do biblioteki, o której myślałem, iż z racji długiego weekendu (czy jak to Seba nr1 mawiał: „popieprzonego tygodnia”) jest czynna tylko do 15:00. Ku memu zdziwieniu, otwarta była do standardowej 20:00... No to trudno, jakoś przemęczyliśmy sie do zamknięcia, po czym w ruch poszedł laptop, „Zombie z Berkeley” i „Lech Mocny”, po 2 sztuki na głowę. I tak siedziałem, patrzyłem (bo na pewno nie oglądałem, ot gniot), rozmyślając o piwie, które wypije, gdy zjawi sie dzisiejszy zmiennik Seby – Karol z którym to też przy piwie czas miło mija (bez piwa zresztą też, tylko kto by chciał siedzieć o suchym pysku? he?). Nie doczekałem się tej chwili... Gdzieś za połową filmu i w połowie drugiego piwa, około godziny 21:00 rozległ się dzwonek do drzwi... Rozpoczęliśmy standardową akcje dywersyjną – ja chowam dowody i siebie, Seba otwiera drzwi, jak by nigdy nic. W drzwiach pojawia się „Dziadek”. Pracownik biblioteki, który dorabia do emeryturki jako strażnik. Człowiek zasadniczy i rzeczowy, sumienny pracownik, wręcz służbista... A tu piwa, papierosy, obcy facet (czyli ja) i filmy z gatunku „próbuje być gore, ale wychodzi komedia”. Lekka konsternacja, ale nic złego się nie stało (mam nadzieję). Zwinęliśmy sprzęt, dopiliśmy piwo i przed biblioteka czekaliśmy sobie na Sebastianowy transport gaworząc przy tym z „Dziadkiem”, na tematy różne. W tak zwanym międzyczasie, zadzwoniłem do Syrenki, żeby zapytać czy niema nic przeciw mej, bądź co bądź późnej wizycie, w celu konsumpcji chmielu (w płynie rzecz jasna). I mimo iż moment na telefon był nieodpowiedni, mimo iż wyrwałem ją nim z objęć namiętnego mężczyzny, mimo iż pora była późna a noc chłodna - zgodziła się. Więc po rozstaniu się z biblioteką, ruszyłem w kierunku Lubonia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I gdy tak sobie jechałem, ciesząc się czystym powietrzem, pustymi ulicami, wieczornym chłodem i czekającym mnie przemiłym towarzystwem, aż tu nagle, niespodziewanie i całkowicie z zaskoczenia (co wynika ze zwrotu „niespodziewanie”, ale co mi tam, podkreślę w ten sposób element zaskoczenia), los udowodnił mi, iż tego dnia, w ogóle nie powinienem wstawać z łóżka,  planować, ani bron borze* cieszyć się z tego, co ma dopiero nadejść. Jak tego dokonał zapytacie. Otóż w bardzo prosty sposób, tym oto małym, bo mierzącym zaledwie 4,5cm kawałkiem drutu...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkDzOfTEaWI/AAAAAAAAADE/WdAWOZW2K5g/s1600-h/P1050514.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkDzOfTEaWI/AAAAAAAAADE/WdAWOZW2K5g/s320/P1050514.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062313411409635682" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jak czymś takim odebrać komuś siły? Nie, wcale nie trzeba przebijać tętnicy szyjnej... Można to zrobić w prostszy sposób. Widzicie to małe przebarwienie  troszkę na lewo od środka opony?&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkDzJPTEaVI/AAAAAAAAAC8/3IA93q6JgnI/s1600-h/P1050267.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkDzJPTEaVI/AAAAAAAAAC8/3IA93q6JgnI/s320/P1050267.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062313321215322450" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wygląda jak dziurka, prawda? Bo to jest dziurka... Ot, dziureczka, dziurunia... Otworeczek taki... Skąd sie tam wziął? Zrobił go wyżej zaprezentowany drucik, gdy zapewne powodowany frustracją wynikająca z faktu, iż właściciel porzucił go bezczelnie na rozstaju dróg (dokładniej na samym środku skrzyżowania ulic Góreckiej i Drużynowej, przy „Panoramie”) postanowił spenetrować (czy tez może po prostu „wejść w”) sobie moja oponę... Złośliwiec... Nie ważne, idźmy dalej, bo jak wiadomo, co weszło – musi i wyjść, w tym wypadku, tak jak zmienianie dętek, które przytrafia mi sie co prawie100km, wyszło bokiem... Dosłownie...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkDy_PTEaUI/AAAAAAAAAC0/WaWI2X-Vea8/s1600-h/P1050266.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkDy_PTEaUI/AAAAAAAAAC0/WaWI2X-Vea8/s320/P1050266.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062313149416630594" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I troszkę inne ujęcie&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkDy2vTEaTI/AAAAAAAAACs/Zs23YpQVfEM/s1600-h/P1050265.JPG"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkDy2vTEaTI/AAAAAAAAACs/Zs23YpQVfEM/s320/P1050265.JPG" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5062313003387742514" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Pięknie, nieprawdaż? Zdarzyć się mogło tylko mnie... Zjechałem na pobocze, zadzwoniłem do Syrenki iż nie ujrzy dziś mej paskudnej gęby, po czym przy akompaniamencie wleczonej gumy, udałem się spacerkiem do domu... Wieczór mimo wszytko był krzepiąco rześki i chyba tylko dzięki temu w przypływie uczucia beznadziei, nie wybiłem głową dziury w chodniku... Drut usunąłem z opony dopiero w domu, inaczej nie mógłbym was uraczyć tak ślicznymi zdjęciami i też dopiero w domu, okazało się, iż oponę będzie trzeba prawdopodobnie wymienić... A kupiłem ja pod koniec zeszłego sezonu... Szkoda też dętki Continentala, która to miałem zamiar cieszyć sie długo, bo „widać że solidna i łatwo sie nie podda”... Ta... Póki z drutem nie pogada... Była przebita w 3 miejscach...&lt;br /&gt;Tego że następnego dnia, gdy zmieniałem dętkę, urwał sie zawór pompki samochodowej, przez co nie mogłem napompować koła już nie opiszę, bo i po co? Zrobiłem to w niedziele na stacji benzynowej...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Epilog&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Co do kina i voucherów – w końcu poszedłem sam, dwa razy w ciągu jednego dnia, na „W stronę słońca” i „300”. Na „300”, autentycznie sie dobrze bawiłem, szkoda że pod koniec filmu, kiczowaty patos wylewa się z ekranu i zaczyna niebezpiecznie sięgać łydek (a w siedziałem wysoko), mimo to warto ;) Ale po opuszczeniu sali kinowej... Cóż... Chyba nie lubię chodzić do kina sam... Ponury nastój mnie jeszcze nie opuścił...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba tyle, w piątek czwartego, dopadł mnie piątek trzynastego, aż sie boje co będzie w piątek jedenastego... Chyba zostanę w domu ;) A, i właśnie pewnie w tych okolicach, pojawi sie mam nadzieje kolejna notka ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-6342091938665727762?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/6342091938665727762/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=6342091938665727762' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/6342091938665727762'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/6342091938665727762'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/05/prawie-jak-pitek-trzynastego.html' title='Prawie jak piątek trzynastego'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RkDzOfTEaWI/AAAAAAAAADE/WdAWOZW2K5g/s72-c/P1050514.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-6296949174896520846</id><published>2007-05-03T20:21:00.000+02:00</published><updated>2007-05-03T20:45:01.540+02:00</updated><title type='text'>Ot, przejażdżka...</title><content type='html'>&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jako że Mangusta sprawna, i swój tegoroczny chrzest bojowy oraz test sprawnościowy przeszła uganiając sie za Masą Krytyczną, postanowiłem zabrać ja na małą przejażdżkę. Mangusta sprawna, gorzej ze mną ;) Znaczy nie znowu tak źle, ale trzeba odzyskać kondycję i ogólną sprawność, po za długiej jak na tak sprzyjająca pogodę przerwie zimowej. I tak, pewnego słonecznego dnia, a ściślej mówiąc poprzedniej niedzieli, zamiast iść do szkoły (za co zostałem przez pewnego Pana Nauczyciela ostro zrugany, ale cóż... takie życie, potrzebowałem tego czasu i świętego spokoju, o czym może później), wsiadłem na rower, w celu podreperowania swojej kondycji, tak fizycznej, jak i psychicznej. Okazało sie, iż z kondycją fizyczną, wcale nie jest tak źle, jak myślałem, choć do powiedzenia że „jest dobrze”, trochę mi brakuje ;) Ale wsiadłem i ruszyłem w bliżej nie sprecyzowaną podróż (choć „podróż” to zdecydowanie za duże słowo jak na ten wypad :P)&lt;br /&gt;Zaczęło sie od Sołacza, Strasznie lubię to miejsce, jego spokój i jakiś taki przedwojenny klimat (którego na poniższym zdjęciu nie widać, ponieważ jest absolutnie fatalne i nie mam pojęcia, dlaczego je tu umieściłem... jak komuś przyjdzie do głowy, co ono tu robi – z chęcią sam sie dowiem, z góry dzięki)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjoo8PTEaSI/AAAAAAAAACk/r1QYXmCpxFk/s1600-h/Alejka+na+So%C5%82aczu.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjoo8PTEaSI/AAAAAAAAACk/r1QYXmCpxFk/s320/Alejka+na+So%C5%82aczu.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5060402146667948322" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Niestety tego dnia na pobliskim stadionie, odbywały sie chyba jakieś zawody żużlowe, więc z spokoju, nastroju, oraz przede wszystkim ciszy, nie dało sie korzystać – ot chwilowo nie istniały.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Postanowiłem więc brnąć dalej, w kierunku Rusałki i gdy już przebiłem sie przez tłumy w czarno-żółtych szalikach, tylko po to by stwierdzić iż hałas tam jest równie nieznośny jak na Sołaczu, strzeliłem na szybko zdjęcie rosnącego nad wodą drzewa (tez nie mam pojęcia po jaka cholerę, ale co tam, niech sobie jest)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjoo2PTEaRI/AAAAAAAAACc/9iLmPKQK7EM/s1600-h/Rusa%C5%82ka1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjoo2PTEaRI/AAAAAAAAACc/9iLmPKQK7EM/s320/Rusa%C5%82ka1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5060402043588733202" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;i popedałowałem sobie dalej dobrze wszystkim (no prawie wszystkim) znana droga rowerową w kierunku Strzeszynka. I tak może z myślą o tych, co jej nie znają (tej drogi rzecz jasna), polecam - miła, przyjemna, po lesie, dość dobra nawierzchnia (no może nie dla kolarzówki...), świeże powietrze, ładne widoczki (co zresztą widać, bo widoczki zazwyczaj widać)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjoox_TEaQI/AAAAAAAAACU/-Gz8EBJll9s/s1600-h/Droga.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjoox_TEaQI/AAAAAAAAACU/-Gz8EBJll9s/s320/Droga.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5060401970574289154" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I ogółem rzecz biorąc pozytyw. Tylko jakaś taka krótka... Co prawda można w Kiekrzu wprost z niej wskoczyć na szlak rowerowy (który tego lata, czy też raczej sezonu, zamierzam dokładnie zbadać), ale szlak to szlak, a nie droga rowerowa, czy chociażby pieszo-rowerowa.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy dotarłem do Strzeszynka, pokręciłem sie trochę po pomoście, po czym posadziłem swą obfitość na trawie, żeby powygrzewać się w słońcu. Bo dzień, mimo na pierwszy rzut oka – sprzyjającej aury, był naprawdę bardzo zimny, a jadąc pod wiatr zmarzłem niemiłosiernie. Znaczy... Niemiłosiernie, to zmarzłem troszkę później, wtedy było mi po prostu zimno... Dlaczego nie zrobiłem Strzeszyńskiemu zdjęcia? Nie mam pojęcia... Coś miałem niejasne motywy tego dnia... No nie ważne, ważne że po tym, gdy już nałapałem trochę ciepła słonecznego, ruszyłem w dalszą drogę by, skoro i tak już dość daleko dotarłem, odwiedzić największe w okolicy Poznania jezioro – Kierskie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjooq_TEaPI/AAAAAAAAACM/99mMhCkwaLY/s1600-h/Kiekrz1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjooq_TEaPI/AAAAAAAAACM/99mMhCkwaLY/s320/Kiekrz1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5060401850315204850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjooq_TEaPI/AAAAAAAAACM/99mMhCkwaLY/s1600-h/Kiekrz1.jpg"&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;To Jezioro Kierskie, że tak powiem z bardzo bliska ;) A znalazłem się tak blisko, bo miejsce w którym wcześniej chciałem sobie podumać, wyposażone w ławkę i słońce, było jak by to ująć?.. „Skażone” to chyba odpowiedni słowo, niedaleką obecnością „złotej polskiej młodzieży”, która za pomocą swych wielce wypasionych głośników, zamontowanych w jeszcze bardziej wypasionych furach, budowała nastrój wiosennego wypoczynku na łonie natury, za pomocą elokwentnych „kurw” językowych i bogatej w treść i słyszalnej w promieniu dobrych pięćdziesięciu metrów muzyki z gatunku „bum_cyk_bum_cyk,_bum_tarara_ti_ti_ti_bym_cyk_bum_cyk_machamy_rencoma_jaaaaazdaaaaaa”. I to sie nazywa prawdziwy wypoczynek! Swoja drogą, zaintrygowała mnie jedna rzecz. Otóż całe to wspaniałe ziejące piwem, optymizmem i podpałką do grilla towarzystwo składające sie z może 7 samców i 3 samic, rozbiło swój „obóz” intensywnie znacząc należący do nich teren odpadkami i niedopałkami nie na trawie, a na asfalcie... W promieniu do max trzech metrów od zaparkowanych na tymże asfaltowym parkingu samochodów. Oj, przepraszam – fur. Siedząc już poza zasięgiem tej bogatej kulturalnie muzyki i rozmów, które by niejednego filozofa, etymologa i językoznawcę przyprawiły o zawrót głowy (bo jak np: poinstruować kogoś, jak użyć rozpałki do grilla, z której strony dmuchać w żar, oznajmić iż kiełbaski są gotowe, skomentować przy tym pogodę, urodę koleżanki i wyrazić zachwyt nad słyszanym aktualnie „utworem muzycznym”, używając zaledwie 11 słów, z których dwa to synonimy kobiety lekkich obyczajów, sześć nadaje się do zobrazowania różnic anatomicznych między kobietą a mężczyzną, jedno to imię, a pozostałe dwa wymyśliło się na poczekaniu? Trza umić!), zacząłem sie zastanawiać, po co jechać do lasu, jeśli nie ma się zamiaru odejść od samochodu, ani nawet wejść na trawę? Po dłuższej chwili zacząłem sie domyślać. Może oni boją się, że po trawie nie będą potrafili chodzić? Może nie wiedzą, że to w ogóle możliwe? Co do bezpośredniego sąsiedztwa samochodów – zakładam iż osobnicy ci, jak i osobniczki te, boją się stracenia kontaktu wzrokowego ze swoimi pojazdami i zagubienia się, z zupełnie dla nich obcym środowisku. Stąd i głośna muzyka – w razie by sie któreś zapomniało i jednak zapuściło za jakiś zakręt, to na pewno uda mu się wrócić „na słuch”. W szukaniu łomotu mają przecież spore doświadczenie i zapewne niezłe osiągnięcia. Po dojściu do tych zaskakujących wniosków i zmarznięciu, gdyż w cieniu i przy tafli wody, zbyt przytulnie nie było, udałem się w kierunku tarasu widokowego by za przeproszeniem – powygrzewać tyłek w sprzyjających okolicznościach przyrody. Widok, jak na taras widokowy przystało, był widocznie wyborny (przekombinowałem z tym zdaniem, nie?...). Ale widoczek serio sympatyczny, zresztą sami zerknijcie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjoolPTEaOI/AAAAAAAAACE/xqh1M0JzrsQ/s1600-h/Kiekrz4.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjoolPTEaOI/AAAAAAAAACE/xqh1M0JzrsQ/s320/Kiekrz4.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5060401751530957026" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Niestety tam również długo nie zabawiłem, gdyż po chwili, przysiadło sobie obok starsze małżeństwo. Pan upierał się, że pierwszego maja będzie paradował w czerwonej koszuli i o niczym innym rozmawiać nie chciał z swą połowicą, którą to bolało biodro (nie kolano, kolano sobie sama wyleczyła, za własne pieniądze po ortopedach chodziła i warto było), przy okazji tego leczenia kupiła kurtkę za 220zł (bo takich szwów to za 20zł nie uświadczysz), a i tak miała szczęście iż udało jej się ją kupić, bo zawsze takiej chciała i nawet raz zaczepiła jakąś panią na ulicy, żeby zapytać gdzie podobną kurtkę kupiła, a ta jej powiedziała że w Niemczech i kłamała chyba, bo one były gdzieś, na jakimś rynku i w cale do Niemiec nie trzeba było po nią jechać. (kropkę kończącą to zdanie postawiłem tylko dlatego, iż muszę wtrącić, że w tym właśnie momencie, pani wyciągnęła bodajże wafelki i przeszła do kolejnej masakry słownej) Bo te wafelki, to ona kupiła za 1,6zł, a tam w barze, 4 złote chciał. W ogóle jaki kelner bezczelny, że własnych wafelków czy ciastek nie może jeść, chamstwo po prostu że uwagę zwrócił i do tego jeszcze mówi,że u nich też można kupić, a ona patrzyła na te ich ciastka, 4zł za opakowanie, a ona to za 1,60zł kupiła i oni myślą, że ona im będzie tyle płacić, jak może mniej dać? Przecież to głupota!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie wytrzymałem w momencie, kiedy owa w swym mniemaniu zapewne nobliwa osoba, zwróciła uwagę dwóm dzieciakom, zjeżdżającym sobie na deskorolce, po piachu, z tegoż tarasu w kierunku jeziora. Bo jak oni będą wyglądać? Co na to ich matka? Czy oni myślą, że mama to tak lubi prać? Atak w ogóle to kurz robią, niech sobie idą gdzie indziej, bo i hałas straszny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ugryzłem się w język i też „poszłem bo chamstwa nie zniese”, jak to powiedział kiedyś ktoś mądry. Pokręciłem się chwilę bez większego celu i sensu, po czym postanowiłem ruszyć w drogę powrotną. I jakoś tak ruszyłem, że nie z tego ni z owego, miałem tylko szare pojęcie gdzie jest Poznań, a droga przede mną bynajmniej nie wyglądała znajomo (co wcale nie jest dziwne, słabo znam tamtejsze tereny ;) ). Ale jadąc na czuja, natknąłem sie kompletnie niespodziewanie na taki oto budynek:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjoodPTEaNI/AAAAAAAAAB8/xOcvVr9sCsA/s1600-h/Pozna%C5%84+Wola.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjoodPTEaNI/AAAAAAAAAB8/xOcvVr9sCsA/s320/Pozna%C5%84+Wola.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5060401614092003538" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pojęcia nie miałem, że jest gdzieś taka stacja :P Tak, wiem, że to wstyd, żeby tak własnego miasta nie znać, ale ponoć całe życie sie człowiek uczy i nowe rzeczy poznaje, więc proszę sie nie czepiać, dziękuję. Gdy przejechałem obok, zupełnie z znienacka znalazłem sie na ulicy Beskidzkiej i dalej odbiłem nad Rusałkę. I jadąc tak utartym szlakiem, zauważyłem drzewo... Stoi tam od dawna (jak to zazwyczaj drzewa mają w zwyczaju, wszędzie jakoś tak stoją od dawna, taki widać zwyczaj), a ja jakoś go nie dostrzegałem. W zauważeniu go, pomógł mi chyba mój stan umysłu i samopoczucie, które to doskonale to drzewo obrazuje. Zresztą sami spójrzcie:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjooWPTEaMI/AAAAAAAAAB0/19zzWQ4foMA/s1600-h/Samotne+suche+drzewo1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjooWPTEaMI/AAAAAAAAAB0/19zzWQ4foMA/s320/Samotne+suche+drzewo1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5060401493832919234" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;Więc podjechałem i spędziłem pod nim z godzinkę, czując się na przemian jak stołówka dla meszek i seryjny zabójca (tychże meszek zresztą).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A potem... Cóż... Potem zrobiłem sobie kółeczko dookoła Rusałki i wróciłem do domu, by się ogrzać, wyprysznicować i zjeść coś ciepłego.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ot, przejażdżka...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie pomogła na melancholie... Może kolejnej sie uda ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc standardowo „do następnej” :)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-6296949174896520846?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/6296949174896520846/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=6296949174896520846' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/6296949174896520846'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/6296949174896520846'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/05/ot-przejadka.html' title='Ot, przejażdżka...'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/Rjoo8PTEaSI/AAAAAAAAACk/r1QYXmCpxFk/s72-c/Alejka+na+So%C5%82aczu.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-5322481547392678982</id><published>2007-04-30T00:07:00.000+02:00</published><updated>2007-06-01T23:32:17.095+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Masa Krytyczna'/><title type='text'>Masa Krytyczna - relacja połowiczna (27.04.2007r)</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Ostatni piątek miesiąca.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Jak wiadomo, dzień ten słynie z Mas Krytycznych, które ostatnimi czasy, z braku sprawnego roweru unikałem, czego się zresztą wstydzę... Wstydzę, bo nie tylko rower był powodem unikania kolejnych „Mas”, a i jakiś brak zapału, związany z tym, iż ostatnie takie imprezy, na których bywałem nie cieszyły się zbyt dobrą frekwencją... Powiem więcej – frekwencja była wręcz żałosna. Bo 15 osób na rowerach, to nie Masa Krytyczna... 15 osób na rowerach, to 15 osób na rowerach, które próbują wyglądać na ważniaków, ale jest ich zbyt mało, by ktokolwiek zwracał na nich uwagę... I tak jakoś i we mnie wygasał zapał do „Masowania”. Bo wierzcie lub nie, ale przejechać przez miasto w grupie blisko 100 gwiżdżących, bębniących i trąbiących osób, to nie to samo co cichy i nieśmiały „myk” wiernej idei coostatniopiatkowego pedałowania skromnej piętnastki. Ale teraz, z racji odnowionego troszkę roweru, wolnego późnego popołudnia i chęci sprawdzenia, czy podczas mojej nieobecności, coś sie poprawiło.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Więc po opuszczeniu o zbójeckiej porze kiosku, zbójeckiej bo wybiła 17:00, udałem sie najpierw do biblioteki, co by zabić godzinę, po której miałem w planie pojawić sie na Starym Rynku, by mi Masa ruszająca teoretycznie o 18:20 nie uciekła. Jak postanowiłem – tak uczyniłem. Po krótkiej pogadance z Marcinem i Karolem, udałem sie pod Ratusz. Zlądowałem na miejscu około 18:02 (niema to jak pisać „około” i strzelać precyzyjnym czasem :P ), to co zastałem, bynajmniej mnie nie zachwyciło... Znaczy, Kamila i fakt, że mnie pamiętała, były miłym akcentem, ale ilość rowerzystów, zdecydowanie zacierała dobre wrażenie. Na szczęście, po paru minutach, zaczęło się robić lepiej&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUY8vTEaLI/AAAAAAAAABs/185RnMj9098/s1600-h/Przed+mas%C4%854.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUY8vTEaLI/AAAAAAAAABs/185RnMj9098/s320/Przed+mas%C4%854.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5058977188188285106" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;W sensie ludzi zaczęło przybywać. I powiem szczerze, że gdy nadszedł czas ruszania, byłem mile zaskoczony. Masa liczyła około 60 osób, a to już jest jakiś wynik :) I tak oto, nie mam pojęcia o której dokładnie godzinie, jak za dawnych dobrych czasów, ruszyliśmy najpierw dookoła Starego Rynku.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUY3fTEaKI/AAAAAAAAABk/bKTk5sck5I0/s1600-h/01+Masa+ruszy%C5%82a.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUY3fTEaKI/AAAAAAAAABk/bKTk5sck5I0/s320/01+Masa+ruszy%C5%82a.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5058977097993971874" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Wiem iż na zdjęciu nie widać, że ludzi było sporo, ale uwierzcie mi było :)&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Lecz gdy już mieliśmy z Rynku wyjeżdżać, rozdzwonił się mój telefon. Dzwonił ojciec, z informacją, ze mój brat zasłabł w pracy, więc mam sie gdziekolwiek jestem zwijać i gnać pod kiosk... No cóż... Znając doskonałe umiejętności symulacyjno – panikarskie młodego, nie wyrwałem do przodu, tylko tempem masy, która i tak podążała drogą, którą bym jechał. Czyli Podgórną (na której to zrobiłem niedbałą fotę)&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUYxvTEaJI/AAAAAAAAABc/-seh4qqOWsM/s1600-h/02+Podr%C3%B3rna.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUYxvTEaJI/AAAAAAAAABc/-seh4qqOWsM/s320/02+Podr%C3%B3rna.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5058976999209724050" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Z której skręciła w Al. Marcinkowskiego i dalej w 27 Grudnia. Niestety zaraz za Placem Wolności, wszyscy odbili w prawo, w 3 Maja, na co ja już nie mogłem sobie pozwolić. Pożegnałem się z Jackiem i gdy oni skręcali w prawo, ja pojechałem prosto, by odbić w Kantaka ze św Marcina w Ratajczaka, którą dotarłem pod kiosk.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Na miejscu okazało sie, że nie jestem na nic potrzebny, a młody „czuje się źle i ciężko mu sie oddycha”. Moi rodzice oczywiście zaraz po dotarciu zmierzyli mu ciśnienie, by sprawdzić, czy z sercem wszystko ok. Oczywiście było ok... Więc postałem jeszcze chwilę, po czym zadzwoniłem do Jacka z zapytaniem, gdzie teraz znajduje się Masa. Coś napominał o Arenie, więc postanowiłem udać sie w kierunku moich stron. Drugi telefon, gdy stałem na światłach próbując zjechać z Mostu Dworcowego, upewnił mnie, że robię dobrze. I gdy jadąc Głogowską, zatrzymałem sie przy Wyspiańskiego, by znów zadzwonić, zerknąłem w ul. Strusia, przez którą to widziałem pomykających Małeckiego rowerzystów. Pomyślałem, że korzystając z zielonego światła które to mieli skręcający w lewo, w Głogowską kierowcy. Nic z tego... Sznur samochodów, nie pozwolił mi się wbić na jezdnie. Ale myślę sobie: no ok, jadą Małeckiego, więc będą musieli wyjechać na Głogowską przez Kanałową, lub Gąsiorowskich. Więc chodniczkiem udałem się w kierunku parku. Wyjechali Kanałową, ale ja jakoś znów nie mogłem się przedrzeć przez skrzyżowanie... Myślę sobie: spoko, to Głogowska, nigdzie mi nie uciekną. Dziś mogę śmiało powiedzieć, że jestem naiwniakiem.. :P Dlaczego? Otóż po niedawnym remoncie i założeniu „nowych, lepszych” świateł na wysokości ulicy Gąsiorowskich, które teraz nie są zwyczajne. O nie! One są teraz inteligentne! Tylko w całej swej inteligencji, jakoś nie potrafią zauważyć czekającego na nich pojedynczego rowerzysty... Masa przejechała, ja stałem jak idiota, czekając na jakiś samochód, który łaskawie zmieni mi światła... Gdy sie doczekałem, czołówka Masy docierała do mostu dworcowego. Postarałem się... Bardzo się postarałem... I gdy stałem na światłach przy Dworcu Zachodnim (sic!) Ostatni z rowerzystów właśnie wjechał na Most Dworcowy. Myślę sobie: nie jest źle, na Dworcowym ich dopadnę! Mówiłem już, że jestem naiwny? Nie kłamałem... Ruszyłem jak lew za antylopą, czy innym tałatajstwem za którym uganiają się lwy, tylko po to, by stanąć na światłach przed Dworcowym... Niby nic wielkiego, bo nieraz skręcałem tam w prawo na czerwonym, ale jakoś nigdy na pasie „na wprost” nie stał samochód straży miejskiej... Wiec czekałem potulnie na zielone... Gdy sie doczekałem, wpadłem na most i... Utknąłem w korku spowodowanym masą... Ironia? No może korek to zbyt wielkie słowo (tak jak i ironia), po prostu kulające sie 30km/h samochody na obydwu pasach, nie pozwalały mi się rozpędzić. Gdy tylko zjechałem z mostu i minąłem już Przemysłową, zobaczyłem jak Masa skręca w lewo na najbliższych światłach. Tutaj, włączył mi sie pesymizm: a ja #%&amp;wa utknę na czerwonym. Tutaj taka mała dygresja – czarnowidztwo, to w moim wypadku jasnowidztwo, ergo – utknąłem na czerwonym... Ale tym razem nie sam, bo z maleńka grupka rowerzystów, jak sie za chwilę okazało nie byle jakich, bo rowerzystów-kamikadze. Na czerwonym, przez skrzyżowanie, pod prąd... W sumie... Zrobiłem to samo ;) Tylko że nie wjechałem na zakazie w Kościuszki, a przekulałem się tam jakoś chodnikiem. To był błąd...Masa gnała, ja próbowałem za nimi, ale mi nie do końca wychodziło... Gdy skręcili w św. Marcin, naprawdę myślałem, że się uda. Nie udało się... Mimo iż na wysokości Biblioteki Raczyńskich, nie miałem skrupułów i śmignąłem na czerwonym świetle, to widziałem tylko, jak całe rowerowe ruszenie, odbija w prawo, w ul. Ratajczaka. Tam znów, lawirując między samochodami, nie miałem zbytniej możliwości choćby złapania Masy za ogon. Udało mi się to dopiero, gdy po skręceniu w Krakowską i wjeździe w Deptak rowerzyści byli zmuszeni znacznie zwolnić. Niestety nie udało mi się dotrzeć na czołówkę, w której pewnie znajdował się Jacek, ponieważ ruch na deptaku był tego piątku naprawdę spory. Zobaczyłem się z nim dopiero, gdy już z innymi uczestnikami stał pod ratuszem.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUYqvTEaII/AAAAAAAAABU/0yNkA1mwRLw/s1600-h/Po+Masie2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUYqvTEaII/AAAAAAAAABU/0yNkA1mwRLw/s320/Po+Masie2.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5058976878950639746" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUYk_TEaHI/AAAAAAAAABM/1XmmD3iU1AA/s1600-h/Po+Masie1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUYk_TEaHI/AAAAAAAAABM/1XmmD3iU1AA/s320/Po+Masie1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5058976780166391922" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;I to chyba na tyle :) Tak wyglądała moja pierwsza tego roku Masa Krytyczna, na której byłem. No prawie byłem... Mam nadzieję, iż następną opiszę jako jej uczestnik, a nie pogoń, no i że zdjęć będzie więcej... Tutaj, z przyczyn oczywistych (wywieszony język, palpitacje serca, płuca wywieszone na kierownicy...), nie ma ich zbyt wiele... Co do brakującego fragmentu -  może właśnie Jacek zdecyduje się naskrobać u siebie na blogu to, czego me przekrwione oczy nie widziały? ;) Sam bym się z chęcią dowiedział, jak było, gdy mnie nie było ;)&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Do następnego ;)&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;P.s.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Mam nadzieje że nikt nie zasnął podczas czytania i że choć z 2 osoby dotarły do końca tekstu :P&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-5322481547392678982?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/5322481547392678982/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=5322481547392678982' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/5322481547392678982'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/5322481547392678982'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/04/masa-krytyczna-relacja-poowiczna.html' title='Masa Krytyczna - relacja połowiczna (27.04.2007r)'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp1.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjUY8vTEaLI/AAAAAAAAABs/185RnMj9098/s72-c/Przed+mas%C4%854.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-4455134348225982653</id><published>2007-04-26T22:18:00.000+02:00</published><updated>2007-04-26T22:25:36.061+02:00</updated><title type='text'>Mongoose - reaktywacja</title><content type='html'>&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Bardzo króciutka notka, tylko po to, by sie pochwalić, ze Mangusta wróciła do życia :D&lt;br /&gt;Co zresztą widać na załączonym obrazku :]&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjEJV_TEaEI/AAAAAAAAAA0/4dJQXtJysVU/s1600-h/Zdj%C4%99cie003.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjEJV_TEaEI/AAAAAAAAAA0/4dJQXtJysVU/s320/Zdj%C4%99cie003.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5057834129887094850" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Pochwale sie, że ma nową korbę&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjEJa_TEaFI/AAAAAAAAAA8/nimgbKBN2Ts/s1600-h/Zdj%C4%99cie004.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjEJa_TEaFI/AAAAAAAAAA8/nimgbKBN2Ts/s320/Zdj%C4%99cie004.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5057834215786440786" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;i manetki&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjEJhfTEaGI/AAAAAAAAABE/uO0yCFzgliQ/s1600-h/Zdj%C4%99cie005.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjEJhfTEaGI/AAAAAAAAABE/uO0yCFzgliQ/s320/Zdj%C4%99cie005.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5057834327455590498" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Niedługo trzeba sie będzie brać za przerzutki i piasty :&gt; Ale jeszcze troszkę, najpierw trzeba wyjść na prosta...&lt;br /&gt;Swoją drogą, to, że rower został w cudowny sposób przywrócony do stanu używalności, dobrze wróży blogowi ;) Znów będą wypady, zdjęcia, ludzie, „relacje” :) Kto wie, może w weekend pojawi się opis pierwszej dla mnie w tym roku Masy Krytycznej :)&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;A póki co – troszkę cierpliwości ;)&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;I na łamach bloga, przepraszam kogoś za opieszałość... Ten ktoś wie o kogo i co chodzi...  &lt;/p&gt;   &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Teraz już powinno być z górki jeśli idzie o pisanie ;)&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;I tak oto, pełen wymuszonego optymizmu żegnam się z wami, do następnego ;)&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-4455134348225982653?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/4455134348225982653/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=4455134348225982653' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/4455134348225982653'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/4455134348225982653'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/04/mongoose-reaktywacja.html' title='Mongoose - reaktywacja'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RjEJV_TEaEI/AAAAAAAAAA0/4dJQXtJysVU/s72-c/Zdj%C4%99cie003.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-3465932229138022343</id><published>2007-04-17T22:50:00.000+02:00</published><updated>2007-04-22T15:44:57.842+02:00</updated><title type='text'>Płyta nagrobna</title><content type='html'>Skąd ten tytuł? Obiecuje powiedzieć, ale to za chwilę, najpierw, trzeba zacząć standardowo, czyli od początku. &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Jak wiecie, widzicie i możecie sprawdzić jeśli nie wierzycie, długo niczego tu nie pisałem. Długo, to raczej delikatne słowo... Nie miałem czasu, chęci, a przede wszystkim nic się u mnie nie działo... No nie takie znów nic... Bo jednak trochę się działo, lecz w sferze uczuciowej, a nie... Cóż... a nie takiej, jaka pojawiała się dotychczas na blogu, bo jak wiadomo, nie zakładałem go po to, by się użalać i skarżyć, tylko.. no tak.. w sumie to założyłem go przez przypadek i postanowiłem ze skoro juz jest, to podzielę się kilkoma fotkami z mojego telefonu, oraz kompletnie pozbawionymi sensu wypowiedziami własnymi. Co mi chyba nawet wychodziło ;) Swoją drogą... Wiecie ze niedawno minął rok od momentu gdy powstało TTP? Nie wiele przez ten czas napisałem, ale to chyba dobrze, nie można przecież być więźniem bloga, prawda? To on jest dla mnie, nie ja dla dla niego :) Ma ma nadzieję, że mimo wszystko, jeszcze parę notek tu napiszę i parę osób je przeczyta ;) Idzie przecież lato. Czas długich dni, ciepłych nocy, pachnącego lasu, wycieczek i oczywiście tego co się w moim wypadku z nimi wiąże - roweru, który tak bardzo ostatnimi czasy zaniedbałem... Stoi biedak na strychu i czeka, aż zmobilizuję się do zakupienia odpowiednich części i odprowadzenie go do mechanika na pewien czas. Tylko chęci na wybranie się do sklepu i załatwienia potrzebnych rzeczy, jakoś potwornie mi brak... Ale wczoraj, przymusiłem się, przetarłem wstępnie i na sucho siodełko, kierownicę oraz ramę, zdziwiłem się, ze po tak długim czasie, w kołach jest dość powietrza, by nie trzeba było zmagać się z pompką i ruszyłem na króciutką przejażdżkę, co by powoli i stopniowo przyzwyczaić pewne części ciała, do, że tak powiem „sezonu”.&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Nie chcąc jechać daleko, kręciłem sie po okolicy, a rozklekotany, nienasmarowany rower, z przeskakującym łańcuchem, ni z tego ni z owego, zawiódł mnie tam, gdzie przynajmniej w teorii, prędzej czy później trafi każdy z nas – na cmentarz...&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Nie wiem dlaczego, ale lubię cmentarze, teraz jest mi do nich jakoś szczególnie tęskno, ale niestety na swój czas czekać muszę i nigdzie dalej się póki co nie wybieram. Usiadłem sobie na ławeczce chłonąc te specyficzny klimat i spokój, rozglądałem się dookoła.  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;W pewnej chwili, nie wiedzieć dlaczego, uderzyła mnie dziwna myśl: „Po co to wszystko? Po co te groby, kwiaty, świeczki i pomniki? Przecież zmarłemu, jest tak naprawdę wszystko jedno, a żywym było by pewnie wygodniej bez grobów o które trzeba dbać i za nie płacić, hektarów przestrzeni zajmowanych przez nekropolie, Tysięcy zniczy które gasną i milionów kwiatów, które więdną, bo ich życie przerwano, by uczcić pamięć kogoś, kto zdaniem ludzi jest ważniejszy od nich. Nie łatwiej postawić sobie zdjęcie czy obrazek na komodzie i czasem sie do niego uśmiechnąć? Przecież nie zapominamy tchy ludzi, których grzebiemy, a tak byłoby... Cóż... Bliżej, łatwiej, taniej...”&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Otóż nie, tak nie byłoby łatwiej. Potrzebujemy miejsca, w którym będzie ta osoba, potrzebujemy pomnika, by podkreślić jej odrębność, potrzebujemy zniczy i kwiatów, by móc udawać, że ona tam jest, że robimy to dla niej... Człowiek to dziwne zwierzę... Dlaczego? Bo podobno jedyne, które zdaje sobie sprawę z faktu przemijania, z własnej śmiertelności i tego, że potem nie ma już nic... I mimo że wiemy o tym doskonale, nie dopuszczamy tej myśli do siebie, boimy się przeminąć. Po to, by było nam łatwiej z tym żyć, tworzymy sobie bogów i całe „systemy wiary”. Gdybyśmy naprawdę wierzyli w życie wieczne, nie bali byśmy się śmierci. A boi się jej każdy, nawet ten najbardziej wierzący... Cmentarz natomiast, to miejsce, w które „delegujemy” zmarłego. Daje nam złudzenie, że ta osoba, mimo iż odeszła bezpowrotnie, ciągle tam jest. Możemy jechać do niej, możemy do niej mówić, możemy w końcu to, co chyba dla nas najważniejsze – czuć się jej ciągle potrzebni paląc świeczki i sprzątając grób. Zdjęcie na półce tego nie daje, to tylko zdjęcie, można je czasem odkurzyć i co z tego?... Nikogo tam przecież niema...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Potrzebne jest nam miejsce, potrzebna jest nam ta płyta nagrobna, z wyrytymi na niej danymi osoby, która bezpowrotnie straciliśmy.&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm; text-align: center;"&gt; &lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="center"&gt;I TA OTO NOTKA JEST TAKĄ WŁAŚNIE PŁYTĄ NAGROBNĄ&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="center"&gt;Poświęcona osobie, którą kocham, tak, jak jeszcze nikogo, a przez swoje słabości, straciłem chyba całkowicie i bezpowrotnie...&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiUzbubJHiI/AAAAAAAAAAM/pQe6NyiPPPI/s1600-h/Smutne+Pi%C4%99kno.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiUzbubJHiI/AAAAAAAAAAM/pQe6NyiPPPI/s320/Smutne+Pi%C4%99kno.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5054502708204609058" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt; Powabną...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiUzlubJHjI/AAAAAAAAAAU/7aJb6Ije5_I/s1600-h/Ra1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiUzlubJHjI/AAAAAAAAAAU/7aJb6Ije5_I/s320/Ra1.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5054502880003300914" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt; &lt;/p&gt; Słodką...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiUzx-bJHkI/AAAAAAAAAAc/YxkHKlxK7QM/s1600-h/S%C5%82odka+Ra.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp3.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiUzx-bJHkI/AAAAAAAAAAc/YxkHKlxK7QM/s320/S%C5%82odka+Ra.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5054503090456698434" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Jedyną...&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiU0HObJHlI/AAAAAAAAAAk/0ZgKalD8z_E/s1600-h/Renata17.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiU0HObJHlI/AAAAAAAAAAk/0ZgKalD8z_E/s320/Renata17.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5054503455528918610" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Ehhh... Ponad półtora roku temu, poznałem osobiście dziewczynę, którą wcześniej znałem tylko i wyłącznie z internetu. Znałem ją powiem szczerze słabo, bo jak to sobie później, gdy juz znaliśmy się co najmniej dobrze, powiedzieliśmy – unikaliśmy się. Każde z nas kogoś miało (raz ja byłem zajęty, raz ona), każde chciało przy tym kimś pozostać, a drugie nie chciało czegoś psuć więc nie kusiliśmy losu. Ale gdy ona, zjawiła się tu, w poznaniu, sprawy nabrały trochę innego obrotu...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Ja już wtedy byłem sam, ona – nie. I tu miejsce na moją winę, na grzech, który popełniłem, a za który teraz płacę... Mianowicie... Podobała mi sie na tyle, ze postanowiłem ją „odbić”. W pewien sposób mi sie to udało, dlaczego tylko w pewien? Już tłumaczę.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Rozbudziłem w niej pewne uczucia do mnie, nie wiem właściwie czy ja, czy to co zacząłem do niej czuć. Zaczęło się robić między nami gorąco... Bardzo gorąco... Lecz mimo tego całego „żaru”, ona nie zakończyła trwającego związku... Powinienem odpuścić, powinienem dać spokój widząc, że tam sie nie kończy, ale już chyba za bardzo zaczęło mi zależeć... Jeszcze mogłem sie wycofać, ale zwyczajnie nie chciałem. Wierzyłem, że ona będzie chciała być ze mną. Tamten związek, rozpadł się latem, w wakacje, ciężko mi wyrazić, jak do tego czasu się męczyłem. Nie było prostą rzeczą wiedzieć, że ona jedzie do niego na weekend, lub że on, będzie tu przez chociażby jeden dzień. Naprawdę cierpiałem, ale wierzyłem że będzie warto, że doczekam sie szczęścia. I doczekałem się... Przeżyłem z nią najwspanialszego sylwestra w swoim życiu, dzień później, w nowy rok, na przystanku autobusowym, powiedziała mi, że mnie che. Że chce, bym z nią był, że przemyślała, że czuje, że wie, iż to mnie chce mieć u boku. Ciężko opisać, jak bardzo byłem szczęśliwy... Po tym wszystkim, po blisko roku męczenia się, wyrzekania wielu rzeczy, walki ze sobą i dawania wszystkiego co potrafiłem, w zamian dostając naprawdę niewiele – osiągnąłem cel. Byłem najszczęśliwszym idiotą na tej planecie. Niecałe dwa miesiące później, byłem już tylko idiotą... Czułem się z nią wspaniale, pojawiły się, a właściwie umocniły plany i marzenia, które snułem sobie po kątach, nie przyznając sie na głos. Wszystko zaczęło nabierać sensu i miałem motywację, by starać sie jeszcze bardziej. Pierwszy miesiąc był naprawdę wspaniały, jeśli miałem jakieś wątpliwości, prysnęły. Zbliżyła się do mnie, była przy mnie, gdy mój ojciec trafił do szpitala. Sprawy sobie nie zdawałem, ile taki coś, może dla mnie znaczyć. Znaczyło więcej niż wiele. Potem zaczął się drugi miesiąc. Już nie było tak fajnie, pojawiły się problemy, lecz nie między nami. Zmarła jej babcia, zbliżały jej się terminy oddawania kolejnych rozdziałów pracy magisterskiej... Pytałem, co sie dzieje, dlaczego jest gorzej. Mówiła że to stres, że to nawał pracy. Jakoś nie zauważyłem, że znów rozmawia ze swym byłym... Znaczy... Widziałem... Pytałem o to... Ale wierzyłem że nic się nie dzieje... Po prostu wierzyłem... Pewnej niedzieli, poszliśmy na obiad, chciałem spędzić z nią czas, bo ostatnio było go mało, tego dnia, ostatni raz usłyszałem „kocham cię”, następnego ze mną zerwała... Na pytanie: „czy byłaś ze mną szczęśliwa”, odpowiadała że tak... Na pytanie „dlaczego odchodzisz?”, nie potrafiła odpowiedzieć... We wtorek, była już we Wrocławiu u niego, wmawiając mi, że to Toruń i starzy znajomi... Wiedziałem że kłamie... Nie zdajecie sobie sprawy, jak bardzo chciałem jej wierzyć... Ehhh... Potem było już tylko gorzej...  &lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;I nie będę tego opisywał, bo to już naprawdę jest „nasz sprawa”, powiem tylko, że dowiedziałem sie o sobie kilku rzeczy:&lt;/p&gt;  &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Dowiedziałem się, że nie tylko że potrafię płakać, ale i wyć.&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Wstydzę się tego...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Dowiedziałem się, że ze strachu i w złości, potrafię wygadywać niesamowite głupoty, nawet grozić...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;" align="left"&gt;Wstydzę się tego...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Dowiedziałem się, że jestem niekonsekwentny, gdy bardzo mi na kimś zależy...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Wstydzę się tego...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Dowiedziałem się, że jestem potwornie słaby, gdy mnie ranić&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Wstydzę się tego...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Dowiedziałem się, że potrafię kochać mimo wszystko... Mimo bólu i krzywdy mi zadanej...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Tego, po prostu żałuję...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;I nie chce drodzy czytający, poklepywania po plecach, bo to niczego nie zmieni... Wiem, że musze sie oswoić z sytuacją, musze jakoś sobie poradzić, tak jak i ona... Wiem że będzie lepiej, a świat sie nie skończył, tylko kręci sie dalej. Ale i tak mi gorzej niż źle... Musi samo minąć... Odczynić ten urok, może jedna osoba, ale ona tego nie chce... Mimo to, może na mnie liczyć... Sam nie wiem dlaczego...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Dziękuje wszystkim, którzy pomagają, a jest was wielu, może kiedyś uda mi sie odwdzięczyć, oby nie w ten sam sposób... Dziękuje :)&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Teraz zostałem sam, z własnymi myślami... Przez to, iż nie radziłem sobie z bólem i żalem, że nie potrafiłem oddać tego, o co tak długo walczyłem nienawidzisz mnie... Nienawidzisz mnie, za wszystkie rzeczy, które zrobiłaś... Chciałbym tak potrafić...  &lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Potrafię sie tylko zastanawiać i umartwiać, czy sobie radzisz...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Potrafię tylko sie bać, że zepsułem Ci życie...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Potrafię żałować tylko tego, że nie jesteś szczęśliwa...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;I w tej chwili, oprócz tego, nie potrafię nic... Wszystko jest marnością...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Mam nadzieję, że ta notka będzie dla Ciebie tym, czym jest dla mnie, jak litery na nagrobku, mówi tylko, kto tu leży, cała reszta, jest tylko w naszych głowach i na kilku zdjęciach...&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiU0QObJHmI/AAAAAAAAAAs/frqox_a8pcE/s1600-h/Odchodzi.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://bp0.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiU0QObJHmI/AAAAAAAAAAs/frqox_a8pcE/s320/Odchodzi.jpg" alt="" id="BLOGGER_PHOTO_ID_5054503610147741282" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;I wiesz?.... To straszne, gdy co dzień wstawałem dla Ciebie, każda moja myśl, każdy czyn, były dla Ciebie, lub myślałem o tym, co powiesz, gdy sie o nich dowiesz... Nagle niema niczego... Półtora roku życia dla Ciebie... Nagle niema nic... A ja ciągle robię wszystko dla Ciebie... Kiedyś odwyknę...&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Przepraszam jeszcze raz..&lt;/p&gt; &lt;p style="margin-bottom: 0cm;"&gt;Nie napisałem wszystkiego, co bym chciał napisać... Mam nadzieję, że to wystarczy...&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;Przepraszam...&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-3465932229138022343?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/3465932229138022343/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=3465932229138022343' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/3465932229138022343'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/3465932229138022343'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2007/04/pyta-grobowa.html' title='Płyta nagrobna'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://bp2.blogger.com/_tGfRZswP3aw/RiUzbubJHiI/AAAAAAAAAAM/pQe6NyiPPPI/s72-c/Smutne+Pi%C4%99kno.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-116475513479377828</id><published>2006-11-28T23:20:00.000+01:00</published><updated>2006-11-29T00:05:44.610+01:00</updated><title type='text'>Po przerwie</title><content type='html'>&lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;&lt;/span&gt;No cóż... Na starcie uprzejmie przeproszę za przerwę wywołana moim szokiem adaptacyjnym, który to jest efektem zmiany pracy na w którymś tam poście opisywany pokrótce kiosk.&lt;br /&gt;I jeśli drogi czytelniku pierwsze zdanie wydaje Ci się zagmatwane, nie wiem czy warto Ci się dalej z tym tekstem zmagać ;)&lt;br /&gt;A może wcale nie będzie tak źle? Któż to wie? No nie ważne ;) Zaczynamy:&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Klawa.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Klawa.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Kto ma pamięć dobrą, pamięta co jadł na śniadanie, kto ma rewelacyjna, może odkopie w jej czeluściach (albo zwyczajnie zerknie niżej gdzie wszystko widać) fakt iż ostatni post (a właściwie dwa), który (a właściwie które) tu napisałem był (lub były), bez zdjęć, dziś to sobie odbije i kilka fotek wstawię (nie za dużo tych nawiasów?). Ale nim i to nastąpi, wypadało by cos o Plusie, jego odpowiedziach i mojej ogólnie rzecz biorąc arcyciekawej konwersacji z ww. firma wspomnieć. No więc na mój list, otrzymałem i drugą, że tak powiem ukonkretyzowaną odpowiedz, bez owijania w bawełnę, oto ona:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szanowni Państwo,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;poniżej znajduje się nasza odpowiedź na Państwa wiadomość skierowaną&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;do Plus.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Jeżeli chcecie Państwo uzupełnić przesłaną wcześniej korespondencje o&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;dodatkowe informacje to prosimy ODPOWIEDZIEĆ na tę wiadomość.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[===&gt; Wprowadź odpowiedź pod tą linią &lt;===]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;[===&gt; Wprowadź odpowiedź nad tą linią &lt;===]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Temat&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;---------------------------------------------------------------&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;quis leget haec...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Wątek dyskusji&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;---------------------------------------------------------------&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Odpowiedź (Paweł Dąbrowski) - 16-10-2006 08:33&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Uprzejmie Pana informujemy, iż abyśmy mogli przekazać Pana wiadomość od Departamentu Reklamacji prosimy o uzupełnienie poniższych danych:&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Imię i nazwisko lub nazwę firmy;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Adres zamieszkania lub siedziby firmy;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Numer telefonu lub konta Klienta;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;- Określenie przedmiotu reklamacji wraz z uzasadnieniem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Dodatkowo informujemy, iż reklamację może złożyć tylko właściciel konta.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie odpisałem im... Mogłem, a nawet i chciałem na początku, ale jakoś brak czasu, nowa praca (bo wierzcie mi, praca w kiosku na głogowskiej, a praca w kiosku na PKS’ie, to dwie zupełnie różne sprawy...) i refleksja, że ja się ładnie postaram nawiązać dialog, a Plus puści tekst w machinę spychającą i znów jakiś biedny Paweł Dąbrowski, czy inny Jan Kowalski będzie się musiał podpisać pod odpowiedzią której nie napisał, na list którego nie czytał... Ot rzeczywistość... Więc zostawiłem sprawę plusa w spokoju. Choć o czymś nie mogę nie wspomnieć. A dokładniej o małej zmianie w ich nowej, promocji, czyli 100 minut po 5gr każda. Kilka dni, nie pamiętam już ile, po otrzymaniu ode mnie listu, Plus, a właściwie Simplus, uraczył mnie, jak i innych użytkowników swej promocji SMS’em, w którym to chwalił się iż z tanich minut nie trzeba już korzystać od 16 do 8 rano, teraz można to robić cała dobę! (jak by ktoś nie zauważył wykrzyknik ma nadawać wypowiedzi ironiczny ton, dziękuje) Czyli tak jak ja sugerowałem w swym liście... I tak, wiem, to mało prawdopodobne, a wręcz nieprawdopodobne że ja miałem z tym cos wspólnego, ale jak mi smutno, to zawsze mogę sobie pomyśleć, że jeden z komunikacyjnych krezusów, zauważył moja skromna postać, a nawet usłuchał jej głosu. Ale to jak już naprawdę nie mam się czym pocieszać... ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to by było na tyle w kwestii Plusa, bo i co tu więcej pisać? Teraz egoistycznie i egocentrycznie zajmę się sobą. Więc jak łatwo wywnioskować z faktu pojawienia się kolejnej notki, żyję :] Natomiast z daty w której się pojawiła, a raczej z zestawienia dat tej i poprzedniej notki, można łatwo dojść do wniosku iż nie mam zbyt wiele czasu. Jeśli ktoś chce żebym mu o tym ponarzekał, zapraszam, można mnie odwiedzić, albo zwyczajnie odezwać się na tlenie lub gg, tam, gdy już jakiegoś wieczoru chwilę znajdę, będę narzekał aż strach. Tutaj nie mam zamiaru ;)&lt;br /&gt;Ale w domu bywam tak rzadko, aż się pies przez to zasępia&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Inne%20oblicze%20Foczego.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Inne%20oblicze%20Foczego.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ślicznie się zasępił, nieprawdaż? Ale przyznam się, że nie wiem czy to z mojej winy (udawajmy proszę że nie widać tam tej ręki z kciukiem wywołującej ta psią minę, dziękuje), czy może zaczyna się czuć zdominowany i sterroryzowany przez kota, który mimo iż tu wygląda absolutnie niewinnie&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Set.0.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Set.0.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Jest jednym z dwunastu diabłów a do tego rośnie jak na drożdżach i zaczynamy się w domu bać, że przerośnie psa... I mamę... I mnie... I że trzeba będzie mu co rano całą krowę do miski wkładać...I kupić sobie paralizatory w razie by się zdenerwował, a w dziury w zębach powstawiać kapsułki z cyjankiem – na wypadek awarii paralizatorów... Ot, kotek....&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ale o nich może kiedy indziej, jak wywiną cos naprawdę wartego odnotowania. Wracajmy do konkretów. A z konkretów... Cóż... Nadal się uczę,&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Lekcja.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Lekcja.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;nie mam pojęcia jakim cudem trwam w szkole i wstaję co drugi weekend tylko po to, by odsiedzieć kilka godzin w niewygodnej ławce, po czym udać się do kiosku i kolejne kilka godzin czekać na klienta który powie lub zrobi coś niestosownego, dzięki czemu będę mógł sobie pojeździć na nim i całej jego rodzinie do szóstego pokolenia włącznie, co by uciekł z podkulonym ogonem, lub lepiej – postawił się i dał mi możliwość opuszczenia tej kioskowatej klatki w celu... Se pozwolę przemilczeć.. ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Czy coś jeszcze? Hmm, no udało mi się odwiedzić wystawę psów która niedawno odbyła się w poznaniu. Niestety nie strzelę wam tu fotorelacji, bo zapomniałem naładować telefon, a co z a tym idzie zdjęć zbyt wielu nie zrobiłem. Ale kto nie był, niech nie żałuje – niema czego. Tłok, smród i ludzie od psów dziwniejsi. Tu macie dowód&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/W%20kaltce2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/W%20kaltce2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Swoja drogą, bardziej to przypominało wystawę ludzi niż psów, bo nie szło nie odnieść wrażenia, że właściciele psów, nie swoje pupilki chcą pokazać, a przede wszystkim siebie. Zwyczajnie, obrzydliwie bogaci ludzie, którzy chcą być oryginalni i „na topie” – „The Freak Show”&lt;br /&gt;Ale co mi do tego?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Za to przekonałem się też, że są jeszcze i pozytywnie zakręceni ludzie, jak? Po prostu, podążając którejś soboty, ze szkoły w kierunku kiosku, przemierzałem wzdłuż ulicę Ratajczaka, nie wiem dlaczego, lecz zerknąłem na mijany przypadkiem kosz, o taki:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Sens%20Zycia2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Sens%20Zycia2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co w nim zaskakującego i pozytywnie zakręconego? Przyjrzyjcie się bliżej ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Sens%20Zycia3.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Sens%20Zycia3.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Stałem wiec na środku chodnika, w lekkim deszczu i jak kompletny idiota fotografowałem śmietnik za pomocą telefonu :] A wszystko dlatego, że ktoś przykleił do niego mały, plastikowy haczyk z napisem „the meaning of life”, urzekło mnie to ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba będzie na tyle, bo co tu więcej pisać? Teraz będę miał pewnie trosze więcej czasu, więc może częściej uda mi się coś naskrobać, nie traćcie zatem nadziei i zaglądajcie od czasu do czasu, kto wie, co was tu może zaskoczyć ;)&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-116475513479377828?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/116475513479377828/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=116475513479377828' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/116475513479377828'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/116475513479377828'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/11/po-przerwie.html' title='Po przerwie'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-116085413029660506</id><published>2006-10-14T21:20:00.000+02:00</published><updated>2006-10-14T21:38:52.166+02:00</updated><title type='text'>Simplus daje głos po raz pierwszy</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Simplus, jak to ma w zwyczaju odwleka, ale przeprasza. Dziś otrzymałem od nich wiadomość następującej treści:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt;&lt;!--[endif]--&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;Szanowni Państwo,&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;pre style="font-style: italic;"&gt;Odpowiedź&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;---------------------------------------------------------------&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;Serdecznie przepraszamy, czas udzielenia odpowiedzi wydłuży się.&lt;br /&gt;Prosimy o cierpliwość.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;Odpowiedź odeślemy w możliwie najkrótszym terminie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;Dziękujemy za kontakt - zapraszamy ponownie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;--------------------------------------------------------------&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre style="font-style: italic;"&gt;Rachunek elektroniczny w PLUSIE!!!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;&lt;pre&gt;&lt;a style="font-style: italic;" href="http://www.ebok.pl/"&gt;www.ebok.pl&lt;/a&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/pre&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;Ciekawe ile czasu zajmie im przeanalizowanie tekstu który posłałem, mam nadzieje że niedługo, bo wiem, że tak jak i ja, czekacie na odpowiedź ;)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-116085413029660506?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/116085413029660506/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=116085413029660506' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/116085413029660506'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/116085413029660506'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/10/simplus-daje-gos-po-raz-pierwszy.html' title='Simplus daje głos po raz pierwszy'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-116068261780776826</id><published>2006-10-12T21:48:00.000+02:00</published><updated>2006-10-12T21:50:18.230+02:00</updated><title type='text'>Quis leget haec?...</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Dziś wyjątkowo – bez zdjęcia. Wyjątkowo również szybko się publikuje, ale to tylko dlatego iż postanowiłem napisać meila z tym co mnie gryzie, do naprawdę dużej firmy jaka jest Plus GSM. List ten, mam nadzieje ktoś przeczyta, a może i skomentuje (nie u mnie, o plusie mowa). Choć zapewne jest zbyt długi, by naprawdę kogoś na stanowisku zainteresował... Ale co wam będę truł, sprawdźcie sami:&lt;/p&gt;    &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;Nie miałem pojęcia, która możliwość kontaktu z wami wybrać, „Mam sugestie dotyczące usługi Simplus”, „Mam inne sugestie/uwagi”, czy też może swojskie „...lub skontaktuj się z Biurem Obsługi Abonenta”. Skąd problem? Otóż to co chce napisać, podpada pod wszystkie te kategorie, z tego tytułu, list ten, otrzymacie w trzech egzemplarzach (większa szansa, że jednak ktoś go przeczyta). Ale po kolei:&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Zaczęło się dość niewinnie, był (jak by to kogoś interesowało) piękny słoneczny dzień, a dokładniej wtorek, dziesiąty dzień bieżącego miesiąca. Siedziałem sobie w pracy, w pocie czoła wypełniając swe obowiązki. W wolnej chwili, postanowiłem sprawdzić ileż mam środków na koncie, bo ostatnio sporo się dzwoniło, pisało itp. Nieistotne...&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Mocno się zdziwiłem, gdy telefon po wybraniu „Stan kontra” (*100#), uraczył mnie rzeczową informacją „usługa chwilowo niedostępna, spróbuj ponownie za kilka minut” (cytuje z pamięci, więc cytat może być niedokładny). No cóż... Zdarza się najlepszym, mogło więc i wam. Ale niepokój zaczął mnie ogarniać, gdy ten sam komunikat odwiedził wyświetlacz mego telefonu, pół, a później dwie i trzy godziny później... Przez cały czas nie mogłem sprawdzić ani stanu konta, ani limitu moich darmowych minut, o których zresztą będzie za chwilkę... Wracając, niepokój mój zmienił się w lekkie podenerwowanie, gdy zamiast poprzedniego uprzejmego komunikatu, telefon był zdania iż „Odpowiedz sieci nieznana” (czy cos w ten deseń). No trudno myślę sobie, widać jakaś większa awaria. W tak zwanym międzyczasie, a dokładniej już po 16 (co jak wiadomo ma znaczenie) wykonałem dwa telefony. Pierwszy, po którym otrzymałem zwyczajowa informacje od sieci jak długo rozmawiałem i ile mnie to wyniosło (2 minuty 0,00zł) i druga, której siec nie miała widać ochoty od razu komentować... Zrobiła to gdy już wróciłem do domu, wielkie było me zdziwienie gdyż to co zobaczyłem na swoim wyświetlaczu, było co najmniej zaskakujące „czas rozmowy 3:14, koszt rozmowy 0,14zł”. Hmmm, widać jakiś błąd związku z ta awarią. No ok., straciłem 14gr, nic się nie stało, bo 14gr mnie nie zbawi. O całej sprawie zapomniałem. Przypomniałem sobie dopiero następnego dnia rano, gdy już wszystko działało poprawnie. No może z małym wyjątkiem... Bo po sprawdzeniu ile mi jeszcze tych darmowych minut zostało, otrzymałem sms’em odpowiedz „Aktywne pakiety (1): &gt;Pakiet 5gr/min: 16:0 min:sek 14-10-2006”. Ke?... Jaki kurde (tak kurde, się zdenerwowałem się, a co! wolno mi!) pakiet 5gr/min?! Że niby co że jak? Że gdzie te moje darmowe niecałe dwadzieścia minut? Że niby jak 5gr za minutę, jak darmowe mam? Że niby płacić mam za darmowe? (co i tak miało miejsce, ale o tym później). No to odpalam komputer, odwiedzam stronę simplusa, a tam wraz z prawie zabawnym filmikiem reklamowym, informacja o nowej super promocji 5gr za minutę. &lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;I to w sumie jest pierwsza sprawa. Się pytam ja, dlaczego zabrano mi moje darmowe minuty? Skoro napisane jest, ze mam je 30 dni od momentu aktywowania pakietu? Dwadzieścia sześć dni, to tylko prawie jak trzydzieści... Może innym użytkownikom to nie przeszkadza, ale dla mnie jest istotna różnicą... Czuje się oszukany, a to chyba źle, prawda?&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Można to chyba uznać za reklamację, wiec nadaje się do działu „Biuro Obsługi Abonenta”. Czego nie można powiedzieć, o drugiej sprawie..&lt;/p&gt;    &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt;&lt;!--[endif]--&gt; A druga sprawa... Mam takie pytanie: czy jak cos jest darmowe, to się za to płaci? Wykluczam oczywiście edukacje w naszym pięknym kraju, bo ta żadnym logicznym normom nie podlega, ale według tak ogólnie przyjętych norm i podstawowej logiki, jeśli cos jest darmowe, to się za to nie płaci. Wiec co znaczy pakiet 180ciu darmowych minut, gdy za te minuty place 5zł? To są chyba wtedy tanie minuty, a nie darmowe, prawda? Jeśli się mylę, z chęcią przeczytam opinie kogoś, kto mi w takim razie wytłumaczy co znaczy słowo „darmowe”, bo wszystkie słowniki z którymi się zetknąłem, raczej utwierdzały mnie w mojej wersji definicji tego słowa.&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;I to chyba cos w sam raz na dział „Mam inne sugestie/uwagi”. Natomiast co do działu „Mam sugestie dotyczące usługi Simplus”, powinna pasować (choć zapewne nie do końca tak jest), sprawa trzecia.&lt;/p&gt;    &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt;&lt;!--[endif]--&gt; Trzecia sprawa, jest czysta sugestia, odnośnie utrzymywania przy sobie klientów. Jestem z simplusem już (a może dopiero?) od ponad trzech lat. Dlaczego z wami? Otóż zawsze byliście moim zdaniem „elitarni”, korzystając z waszej, zawsze mogłem się poszczycić tym, że wybrałem najlepiej. Przy ciągłym znikaniu pieniędzy i jakości usług i połączeń dawnego POP’a, a obecnego „orange go” i niesamowitemu skostnieniu i braku rozwojowości TAK TAK’a, byliście naprawdę złotym środkiem. Dostępne środki na wyświetlaczu telefonu (co straciłem wraz z nowy, lepszym aparatem...), „pilot plus” itp. Naprawdę cos znaczyły. A w chwili obecnej, zaczyna robić się gorzej... Znacznie gorzej... Czego przykładem jest cały powyższy tekst, oraz to, co zamierzam umieścić poniżej:&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Fajnie że macie promocje, wielu ludzi z nich korzysta, wielu dzięki nim od was nie odstępuje, tylko czy potrafi mi ktoś powiedzieć, dlaczego te promocje, miast coraz lepszymi i użyteczniejszymi dla użytkownika, staja się zupełnie absurdalne? Naprawdę stawiacie na to, że każdy poleci na fajny tekst w reklamie, nie zastanawiając się, co też może się pod nim kryć?&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Ale kolejny raz – po kolei&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Pojawiła się taryfa TEAM7, ze swojakami, moim jak i wielu (nie tylko siedmiu) moich znajomych zdaniem – rewelacja. Ale konkurencja determinowała kolejne kroki, dalej było zdecydowanie lepiej, ale jak to mówią, dobre złego początki. Pojawiła się promocja darmowy numer. Niezły pomysł, jeden numer, do którego można dzwonić całą dobę za free, przez określony czas od doładowania konta określoną kwotą. Pomysł świetny, b prosty i logiczny. Na początku limity dni&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;przez które można było rozmawiać – troszkę zbyt krótkie, ale pod koniec promocji (bodajże ostatni miesiąc), naprawdę stanęliście na wysokości zadania. Miałem (nie tylko zresztą ja), nadzieję, że ta promocja przejdzie do stałej oferty – niestety...&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Ale pojawiła się inna promocja „darmowe wieczory i weekendy”. Co darmowe waszym zdaniem znaczy już pisałem. Ale promocja sama w sobie nie była zła, mogłem spokojnie pogadać z każdym w plusie, nie martwiąc się o koszta. Trochę kulało to, iż to 180minut, można było wykupić tylko raz na 30 dni. Trudno, ważne że w ogóle było. &lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;A teraz... No cóż... za 5zł, pakiet 100 minut, każda warta 5gr... Tak to w każdym razie wygląda z mojego punktu widzenia, bo tak zostałem policzony w opisanej przeze mnie powyżej sytuacji. Domyślam się, że w praktyce jest to sto minut, za pięć złotych płatne z góry. &lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Wracając do obecnej promocji. Nie znam się na tym, ale chyba każda następna promocja, powinna być lepsza od poprzedniej, w tym wypadku jest chyba odwrotnie... Gdyby to 100 minut można wykorzystać o każdej porze dnia i nocy, może była by atrakcyjniejsza. Tak jest tylko gorszą, bo droższa od poprzedniej. Tam na tych samych warunkach za 5zl, miałem 180 minut, tutaj za tą sama kwotę mam 100... Jeśli to jest postęp, to takiego postępu ani sobie, ani wam nie życzę (widać aż tak złośliwy nie jestem).&lt;/p&gt;    &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;I tak na koniec, nie zamierzam się odgrażać, że ja sobie od was pójdę, że znajomych od was odwiodę itp., bo mam świadomość, że nie robi wam różnicy pięciu, dziesięciu czy nawet dwudziestu klientów w tą, czy drugą stronę. Ale powiem szczerze, że w ostatnich dniach, naprawdę zacząłem zastanawiać się nad zmiana sieci, zastanówcie się i wy, bo może nie tylko ja?...&lt;/p&gt;    &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;br /&gt;Z poważaniem&lt;/p&gt;  &lt;p style="font-style: italic;" class="MsoNormal"&gt;Tandol&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;span style="font-size: 12pt; font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;;"&gt;I co wy na to? Z chęcią przeczytam i wasze opinie ;)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-116068261780776826?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/116068261780776826/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=116068261780776826' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/116068261780776826'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/116068261780776826'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/10/quis-leget-haec.html' title='Quis leget haec?...'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-116052405869457576</id><published>2006-10-11T01:21:00.000+02:00</published><updated>2006-10-13T00:54:27.463+02:00</updated><title type='text'>Streszczenie</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Długo nic się tu nie działo... Prawda?... Cóż... Wiele sięza to działo u mnie... Bardzo wiele... I nie martwcie się, nie będę opisywał tu szczegółowo minionych dwóch, a prawie i trzech miesięcy, bo nie warto. Mnie się nie chce, wam się nie chce, nikomu się nie chce, więc powiem skrótowo co i jak, doprawiając tekst odpowiednimi fotografiami (jeśli takowe zajdę, jeśli nie - będę liczył na waszą wyobraźnię ;) ). &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;      &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Więc bardzo, ale to bardzo skrótowo streszczę miniony czas, ot, tylko po to, by dalej móc pisać troszkę regularniej ;)&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zacznę więc od tego, iż jak wielu z was wiadomo, Tandol zdecydował się i wybrał do szkoły. Fakt faktem, kiedyś to komuś obiecał, dostał motywacje i takie tam, ale jakoś to wszystko się roz...psuło, a szkoła jednak pozostała, czyż bym dorósł? Nie wieżę... Nie istotne... W każdym razie jestem dumnym uczniem LOU1 i ku mej zgrozie i bezbrzeżnemu zdziwieniu – podoba mi się to... Się sam się nie poznaje się...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;span style=""&gt;A tak żeby nie było iż gołosłowny jestem, oto zdjęcie korytarza szkolnego, wiem że o niczym nie świadczy, ale musi wam wystarczyć ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Szkolny%20korytarz1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Szkolny%20korytarz1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Taaaak.... Szkoła... Uhhh.... :]&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;    &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ale tutaj niema się póki co, nad czym rozwodzić, mogę tylko wspomnieć iż mój drogi kolega Marcin, o którym tu już kiedyś wspominałem, a nawet dałem cała notkę, jest moim nauczycielem historii i WOSu ;) Kto tego nie przeżył, niech wie – kolega nauczyciel, to chyba jedna z najdziwniejszych rzeczy, jaka mnie w życiu spotkała... Co prawda miałem z nim póki co tylko jedne zajęcia, ale i tak jest to cos na kształt pomieszania koszmaru z marzeniem... Z jednej strony – rewelacja, świetne kontakty z nauczycielem, a z drugiej... Nie chce taryf ulgowych, których on mi zresztą nie da, trzeba „udawać” ucznia i... No kurcze... Dziwne to i trudne, ale po następnych zajęciach może bardziej szczegółowo opisze to wrażenie ;)&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Przejdźmy jednak dalej. Ostatnimi czasy udało mi się też troszkę na boku dorobić, jak? A bardzo prosto i przyjemnie, zakładając anteny na dachach różnych domów ;) Co w tym takiego przyjemnego? Otóż jak zapewne kojarzycie, anteny zakłada się na dachach, a jak dachy, to wysokość, jak wysokość to i przestrzeń oraz (w najgorszym wypadku) sympatyczne widoczki :) Ot, taka próbka&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie006.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie006.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;To posiadłość w Lednogórze, więc kawałek od Poznania, naprawdę fajna okolica, a i dom niczego sobie ;)&lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Jeden dzień na dachu, a kolejny.. Cóż... na poddaszu, montując instalacje...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Poddasze1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Poddasze1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Oczywiście nie tylko za miastem była praca, w mieście też się troszkę dzieje ;) I mimo że nie tak spektakularne, to jednak i miejskie widoki potrafią być ciekawe ;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Z%20dachu1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Z%20dachu1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czasem można zajrzeć w jakiś komin,&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Komin.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Komin.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;a czasem...No nie wiem czy powinienem umieszczać ta fote w miejscu publicznym, ale to największy telewizor jaki w życiu widziałem (nie żebym wiele widział, bo tak nie jest) i po prostu nie potrafię się tym widokiem z wami nie podzielić... ;) Oto i on ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Mega%20TV3.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Mega%20TV3.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Ale żebyście nie myśleli, że tylko tyle robiłem... Zdarzyło mi się i zaprząc do pracy, mój wymagający od co najmniej miesiąca naprawy rower, do ciężkiej pracy, czyli kulania mego dupska po lesie ;) Efektem tego, są dwie, poniższe fotki. Było ich więcej, ale co więcej kogo? ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Staw2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Staw2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I słońce nad Luboniem...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Niebo1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Niebo1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;A potem nastał tydzień, w którym zapadła decyzja i od przyszłego tygodnia, będę posiadywał w dwóch kioskach :) Sporadycznie w starym dobrym na Głogowskiej i ciągle oraz na że tak powiem „stałe”, w kiosku przy poznańskim dworcu PKS. Jak do tego doszło? Otóż uprzejmi ludzie z RUCHU, zapytali moich rodziców, czy nie chcą budki w takim, ruchliwym i naprawdę dochodowym miejscu. Rodzice nie byli do końca przekonani, za to młody się zdecydował, wiec jak na to nie spojrzeć, będzie moim pracodawcą ;) Mówiąc o tym, nie mogę nie wspomnieć, o pewnych perturbacjach związanych z ta decyzją. Perturbacjami tymi są nowe obowiązki i maszyny z którymi to przyjdzie nam pracować. Mowa o ładowarce do komkart, paytelu, oraz, najstraszniejszej – lottomacie...&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Pewnie o tym nie wiecie, lecz pracować z nim ( wersji oficjalnej rzecz jasna), może tylko pracownik, który ukończył dwunastogodzinny kurs obsługi tego pudła, zakończony egzaminem... Zaczęły się wiec nasze poranne pielgrzymki do ubogiej i sypiącej się rudery, czyli oddziału LOTTO, w poznaniu... Jeśli ktoś nie wyczuł ironii w tekście, załączam odpowiednie fotki.&lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Zacznę od tej z zewnątrz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Lotto1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Lotto1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Później dodam taką wewnątrz&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/LOTTO3.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/LOTTO3.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;By zakończyć poniższą&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Lotto1%202.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Lotto1%202.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Jak sami widzicie, aż się serce kraje, w jak ciężkich warunkach Ci ludzie tam pracują.. Uwierzycie ze gdzieniegdzie klimatyzacje trzeba regulować ręcznie, bo nie ma pilota? Horror, terror, wyzysk i totalna degrengolada... &lt;/p&gt;  &lt;span style=""&gt;A tak serio, to zerknijcie na następną fotkę i powiedzcie z czym wam się to kojarzy...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Rudera.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Rudera.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ja swoje typy mam, podzielę się z nimi może przy okazji...&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wracając, egzamin oczywiście udało się zdać, choć... Cóż... Nie zdanie go, graniczyło w moim odczuciu z cudem... Ale co ja tam wiem... ;)&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I to chyba wszystko :) Bo co miałbym więcej napisać?&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Mogę się jeszcze pochwalić iż mój pies wraz z kotem zżyli się jak cholera&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Set.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Set.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Co świadczy o tym iż przyjaźń międzygatunkowa jest naprawdę możliwa, a ta wiedza daje mi nowa nadzieję na... Cóż... Na powiedzmy lepsze kontakty i stosunki „międzyludzkie”... ;)  &lt;p class="MsoNormal"&gt;Mógłbym jeszcze wspomnieć tu o tym, jak bardzo zawiodłem się na kimś, kto jest dla mnie ważny, a udowodnił mi, iż usuniecie mnie ze swojego życia, to jak pstryknięcie palcami... Miła perspektywa, nie sądzicie? Strasznie dowartościowuje... Ale są i nowe znajomości, które jednak dają troszkę wiary w siebie i w to, że mogę mieć pewną wartość&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;;) Dziękuję panno Hanno ;) &lt;/p&gt;  &lt;span style=""&gt;I to już chyba naprawdę koniec tej notki, postaram się być bardziej systematyczny i nie dopuścić do kolejnych takich przerw. A co mi z tego starania wyjdzie... Dowiecie się mam nadzieje niebawem ;)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-116052405869457576?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/116052405869457576/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=116052405869457576' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/116052405869457576'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/116052405869457576'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/10/streszczenie.html' title='Streszczenie'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-115662866852739030</id><published>2006-07-29T23:34:00.000+02:00</published><updated>2006-08-27T11:16:14.570+02:00</updated><title type='text'>Przystanek Woodstock</title><content type='html'>W przedwstępie, przepraszam za zwłokę... Wiem że długo to trwało, ale i sam tekst jest długi ;) Mam nadzieję, że uda wam się dobrnąć do końca i że nie będziecie żałować poświęconego mu czasu. Zapraszam więc, na przydługi, choć wciąż ubogi w szczegóły opis, mojego pobytu na Woodstocku. &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt;&lt;!--[endif]--&gt; Zacząć wypadało by od początku, co też zamierzam zrobić, lecz tym razem z małym wyjątkiem :&gt; Jaki to wyjątek? A taki, że o to po raz pierwszy (choć niekoniecznie ostatni), rozpocznę notkę, od kilku zdjęć przedstawiających występujące w późniejszym opisie postacie :)&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;W tym wypadku, rozpocząć należy od przedstawienia kobiet, bo jak wiadomo, maja one pierwszeństwo :)&lt;/p&gt;     &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt;&lt;!--[endif]--&gt; Na pierwszy ogień, pójdzie więc Sakur, czy tez Sakurex znana gdzieniegdzie pod nickiem&lt;span class="gensmall"&gt; Chop Suey, a z imienia zwana Agatą (nie wierze że ktoś tak do niej mówi... normalnie nie wierzę i już :P)&lt;/span&gt; Mimo, że to nie ranking, se zasłużyła na pierwsze miejsce, bez dwóch zdań :D&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Oto i ona&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/01%20Zdj%3F%3Fcie050%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/01%20Zdj%3F%3Fcie050%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;     &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt;&lt;!--[endif]--&gt; Nie pytajcie proszę, skąd ten szelmowski uśmiech, bo nie mam pojęcia... Ale widocznie cos akurat knuła gdy robiłem to zdjęcie. Wiadomo – kobieta - maja to chyba w genach. &lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;To co zrobię teraz, zmusi mnie, na końcu notki, do pożegnania się z wami, oraz ostrzeżenia że więcej notek nie będzie... Dlaczego? Otóż zakładam, a właściwie to wiem, że moje dni od momentu opublikowania tejże notatki, będą policzone. A stanie się tak, gdyż zamierzam państwu przedstawić Dominikę (zwana także „Małą” tudzież „Andrzejem”(to drugie „przezwisko” można spotkać w pewnych specyficznych miejscach sieci, do których serdecznie zaproszę na końcu tych wypocin ;))). I tu małe wyjaśnienie, odnośnie samego zdjęcia. Zdjęcie to jest jakie jest, gdyż ta urocza, jak za chwilę się przekonacie młoda dama, za żadne skarby świata, nie pozwala się fotografować. Dlaczego? Zapytajcie, ja się od dziś boje zbliżać :P A oto i Dominika (z prawej)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/02%20Zdj%3F%3Fcie020%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/02%20Zdj%3F%3Fcie020%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;      &lt;p class="MsoNormal"&gt;Mimo iż znam ją krótko, zakładam że mimo swego uroczego wyglądu, jak każda kobieta, potrafi być niezwykle okrutną... Moja śmierć do lekkich zapewne należeć nie będzie... Wyrywane żywcem trzewia, posypywane pókim żyw solą, czy obcinanie powiek i polewanie oczu octem, zaliczyć będzie można do tych łagodniejszych form perswazji... Później ją zapytacie jak było...&lt;br /&gt;I jeszcze odnośnie zdjęcia. Znajduje się na nim Magda, koleżanka Dominiki, której lepszego zdjęcia, chyba nie posiadam. Dodam tylko, iż mimo że nie miałem okazji jej lepiej poznać (właściwie nie wiem dlaczego...), wydała mi się niezwykle sympatyczną dziewczyną :D&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ale przejdźmy dalej. Dalej, będzie Jacek, czyli Pompon (plus oczywiście niezliczona ilość wariacji odnośnie słowa „pompon”), który jak na to nie spojrzeć, wyciągnął mnie na ten Woodstock, ale o tym później, na razie możecie sobie obejrzeć Jacka&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/03%20Zdj%3F%3Fcie062%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/03%20Zdj%3F%3Fcie062%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Fajne zdjęcie nie? :&gt; Jasne że fajne, bo jest dziełem zbiorczym, Sakura i moim. Ona zauważyła chwilę, ja tę chwile telefonem ustrzeliłem. Z całkiem niezłym skutkiem musicie przyznać ;)&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;W kolejne, przedostanie miejsce, wstawię dwóch Melanżowiczy, Karola i Tomka&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/04%20Zdj%3F%3Fcie006.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/04%20Zdj%3F%3Fcie006.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Właściwie nie odegrali żadnej ważnej roli, lecz może, kiedyś, gdzieś znajdą ten blog i podeślą kilka zdjęć z pociągu ;) Kto wie ;)&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;A na końcu, skazany – czyli ja.&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/05%20w%20060729_091855.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/05%20w%20060729_091855.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ja to ja, o ja pisał nie będę, bo jaki ja jest(em), każdy widzi. Kto nie widzi – ten ma farta :P W każdym razie to ja :)&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;No i to chyba wszystkie istotne postacie. Ludzi, było znacznie więcej, ale nie widzę sensu, opisywania tutaj każdego, kogo spotkało się na swej drodze, bo ani miejsca, ani czasu by mi na to nie wystarczyło ;) Lepiej chyba zając się głównym wątkiem, nieprawdaż? ;)&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;No to po raz kolejny – od początku :)&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Jak powszechnie wiadomo, nie lubię tłumów, hałasu, ani poznawania nowych ludzi. Ba! Ja nawet kontaktu z klientem który coś u mnie w kiosku kupuję, nie lubię. Mimo to, już w ubiegłym roku, chciałem wybrać się na Przystanek Woodstock. Ot, żeby nie siedzieć w miejscu, coś przeżyć, zobaczyć, gdzieś być i mieć co hipotetycznym, przyszłym wnukom opowiadać. W zeszłym roku, niestety się nie udało. Nie pamiętam dlaczego, w każdym razie na Woodstock, się nie wybrałem. W tym roku nie chciałem się wybrać i proszę, mam teraz co opisywać :) &lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Zaczęło się, od rzuconej przez Sakura propozycji wyjazdu, bo ponoć ma miejsce w namiocie i w ogóle będzie super. Nie ukrywam, że nastawiony byłem dość sceptycznie (bo ja z zasady nastawiony jestem sceptycznie, ale o tym sza ;)), mimo to intensywnie myślałem nad tym wyjazdem. Tu z pomocą przyszedł Jacek i jego heroiczne próby wywabienia mnie na tą imprezę. Po przydługiej i nie dającej spać Jackowi, który akurat wracał z Pomorza pociągiem wymianie smsów. Godzinach dumania i walki ze sobą, zdecydowałem się jechać. Ale też tylko pod warunkiem, że Jackowi uda się załatwić dla mnie karimatę (że Jac o warunku nie wiedział – też sza, bo się wyda :P). Kto bystry, ten się domyślił – udało mu się :) Nie ukrywam iż jestem mu za to niezmiernie wdzięczny :) De fakto, o tym że jadę, zdecydowałem tak na dobre około piątej nad ranem. Pociąg odjeżdżał o 9:19 ;) Spakowany wstępnie, tak w razie wyjazdu, byłem od wieczora dnia poprzedniego (cóż znaczy przezorność ;)). Nocy oczywiście spokojnie nie przespałem, bo grający na kompie do późnych, tudzież wczesnych godzin porannych młodszy brat, nie pozwalał zasnąć, a o rzeczonej piątej, obudził mnie Jac telefonem, co dalszy sen przekreśliło. Ogólnie pospałem może z dwie godziny :)&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ale nie ma się co nad tym roztrząsać. Dalej były perypetie porannego wstawiania, reszta pakowania się, mycie, jedzenie, wyłudzanie pieniędzy od rodzicielki, kupowanie biletu, oraz zajmowanie miejsca w pociągu, czyli rzeczy o których nie zamierzam wspomnieć ani słowem (chyba na to za późno – sza po raz trzeci). I gdy już siedziałem, czekając na standardowo spóźniającego się Jacka (sorry Jacuś, ale jak się ze mną umawiasz, na czas bywasz sporadycznie – Stara Rzeźnia, stare dzieje ;)), samotnie zajmując dumnie cztery miejsca siedzące. Pojawili się na samym początku wspomniani&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Melanżowicze, ze szczerym pytaniem: „czy wolne?”.&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;!--[endif]--&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;      &lt;p class="MsoNormal"&gt;Powinienem nie linijkę wolnego miejsca zostawić, a kilka stron, by w pełni oddać stan mojego umysłu w tamtej chwili. Pytanie to, poraziło mnie swą głębią, precyzyjnością a mimo to, wieloznacznością kontekstów, niesłychaną śmiałością, bezprecedensowym podejściem do problemu i oczywiście urokiem jego prostoty. Jednym słowem jak ostatni idiota odpowiedziałem „tak”... Naprawdę nie mam pojęcia, co mnie do tego posunięcia podkusiło... Ale stawiał bym na wyżej wymienione cechy pytania, moją własną głupotę, pomroczność jasną, oraz postępującą u mnie w zastraszającym tempie wraz z demencją starczą, sklerozę... Jako że czekałem nie tylko na Jacka, ale i Dominikę, panów było dwóch a miejsca cztery, pozostało mi odpokutować ten występek, który pozwolę sobie pieszczotliwie nazwać „chwilową dysfunkcją mózgu” i cała drogę do Kostrzyna nad Odrą stać, kucać i posiadywać gdzie popadnie. Ale było warto, bo Melanżowicze, a w szczególności Karol, który, jak to mówił jego kompan, wrócił tydzień temu z Norwegii i jeszcze nie wytrzeźwiał, naprzemiennie spał i był wręcz rozczulający, nie kontaktując tak do końca co się dzieje :) W każdym razie, dzięki temu towarzystwu, uniknęliśmy smarujących&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;się markerami małolatów, którzy później biegali z deska sedesową na głowie... Czy tam szyi.... Nie ważne. W każdym razie, podróż minęła przyjemnie i dość szybko (mimo że mi się dłużyło :P). Po około trzech godzinach, dotarliśmy do Kostrzyna, który powitał nas... Hmmm... Nie mogę powiedzieć że deszczem, bo deszcz to nie był... Ale coś tam równomiernie z nieba kapało... W każdym razie było pochmurno i znośnie, jeśli chodzi o temperaturę :) Tam, rozdzieliliśmy się z Małą, która spała u czekającej na nią na dworcu Magdy. One udały się w swoją stronę, my w swoją. Nie wyobrażam sobie marszu, do samego Przystanku Woodstock, w pełnym, południowym słońcu. Bo na pewno nie był to spacer, był to niewątpliwie marsz. Sam teren starego poligonu, jest naprawdę kawał drogi za Kostrzynem. Nie potrafię powiedzieć dokładnie ile, ale stawiał bym na odległość około 3 – 4km. Wydaje się niewiele, lecz gdy idzie się, z pełnym plecakiem, po trzech godzinach szukania sobie miejsca w pociągu i prawie nieprzespanej nocy, wcale nie jest tak niewiele ;) I tutaj zacznie się opisywanie miejsca, czy tez raczej moich wrażeń i odczuć, na temat całego Woodstocku :)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie072.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie072.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Pierwsza wrażenie... Było... to wiem na pewno... Jakie?... Tego już niestety nie pamiętam, bo cały natłok kolejnych, kompletnie je zatarł :P Pierwszy był kurz. Wszechobecny, ogólny, otaczający wszystkich i wszystko.&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie002%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie002%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;Wtedy nie zadawałem sobie sprawy, jak mało jeszcze na temat tego kurzu wiem, ale nie uprzedzajmy faktów :P Druga rzeczą, byli ludzie. Niezwykle otwarci, chętni do rozmowy i pogodni :) Można podejść do każdego i z każdym pogadać, każdy do ciebie podchodzi i pogadać próbuje – ogólnie luz.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie048.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie048.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie024%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie024%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt; Z małym wyjątkiem – sępy... To było więcej niż przykre... Co parę kroków, ktoś sępi by odlać mu piwa, dać gryza (jeśli coś jesz)... Czasami są naprawdę natrętni. Ale na przyszłość mam zamiar nikomu niczego odlewać, bo gryźć tak czy siak nie dawałem :) Sam zarobiłem/pożyczyłem, niech ruszą swe cwaniackie dupy i też cos z sobą zrobią, na krzywy ryj, to można tylko dostać... Nie ważne, w każdym razie gdy byliśmy już w tym tłumie, pozostało odnaleźć namiot Sakura, po czym zakupić piwo i napawać się klimatem :) Jak się nietrudno domyślić, namiotu Sakura, mimo jej szczegółowych (chyba) wskazówek – nie znaleźliśmy. Ogrom nie pola, a pól namiotowych bo jest ich tam kilka, naprawdę przytłacza.&lt;/span&gt; &lt;/p&gt;  &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie068.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie068.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;(czego niestety nie wida&lt;span style=""&gt;ć&lt;/span&gt;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie043.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie043.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Umówiliśmy się więc przy kasie biletowej PKP i tam, odnalazła nas, ku naszemu zdziwieniu, nie sama, lecz z... Koniem... Mnie zatkało... Dlaczego zapytacie? Już mówię. Otóż nasz poczciwy Konio, miał kiedyś z Sakurexem nieprzyjemne starcie... Nawet bardzo nieprzyjemne... Co prawda tylko wirtualne, ale jednak... Od tego czasu, powiem szczerze, że martwiłem się o Konia życie i zdrowie, za każdym razem, gdy mogło dojść, lub dochodziło do jego z Agatą spotkania. A tu proszę... Obydwoje uśmiechnięci, przed chwila się spotkali i razem podążają w naszą stronę. Widać prawda jest, że muzyka łagodzi obyczaje, lub że na Woodstocku obyczaje, łagodzą się same, w końcu ponoć „Miłość, przyjaźń, muzyka” ;) Pozostało dać się do namiotu odprowadzić.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie027%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie027%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;I tutaj chciałbym przypomnieć, co pisałem na samym początku postu? Dlaczego w ogóle wyjazd na Woo rozważałem? Nie? Więc przypomnę „(...)rzuconej przez Sakura propozycji wyjazdu, bo ponoć ma miejsce w namiocie(...)” Nie na darmo użyłem tam słowa „ponoć”... Oto namiot, w którym „miała miejsce”&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie080.jpg"&gt;&lt;img style="margin: 0pt 10px 10px 0pt; float: left; cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie080.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc jednoznacznie i zdecydowanie mogę stwierdzić, a Jacek mnie poprze – miejsca nie było. Ale to nie problem :D W kocu jakoś się przeżyło ;) Ale po kolei. &lt;span style=""&gt;Po wstępnym zainstalowaniu się w namiocie, zapoznaniu z cała okoliczna ekipą,&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie011%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie011%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;z której pamiętam może cztery osoby, ruszyliśmy w kierunku „wioski piwnej”, w celu zrobienia zapasów rozweselacza.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;Powiem szczerze, że do teraz ubolewam, nad tym, że jedynym dostępnym na terenie Woo piwem, było tyskie (tak, z małej litery)... Nie uważam się za wielkiego piwnego smakosza, jednak wyżej wymienione, smakuje, jak by obok piwa co najwyżej stało... Nic ponadto... Ale co z&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;robić? Do miasta hektary, a tu, pod nosem, w przystępnej cenie, bo tylko 2,60zl za puszkę lub kubek, szumnie zwany kuflem, można było gardło zwilżyć. Puszki były niestety w temperaturze otoczenia, lecz zakup dokonywany&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; z&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;nalewaka, był przyjemnie chłod&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;ny&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie109.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie109.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie007%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie007%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;a okolice piwodajni, były chyba najbardziej zaśmieconym kawałkiem całej im&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;prezy.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie036%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie036%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie049.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie049.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Wina tego, że nie ma tam po prostu śmietników, wszystko wyrzuca się zwyczajnie na ziemię, bo i tak odpowiednie służby posprzątają. Po zakupie browarków, drugi i niestety ostatni raz, spotkaliśmy się z Koniem. Bardzo żałuję, że nie odnalazłem go później, lecz niestety teraz t&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;o już tylko właśnie żałować mogę... Było minęło, następnym razem obiecuje poprawę :) Zanieśliśmy co nam z zakupu zostało do namiotu i nadszedł czas posiłku. Wszyscy zapewniali, ze Krysznowcy w tym roku karmią dobrze (jak było w zeszłym, nie mam bladego pojęcia, w końcu to moja pierwsza taka impreza).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie042.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie042.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Swoja drogą, Krysznowcy fajni są ;)&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie014%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie014%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Jac krzywiąc się, w końcu jednak uległ dowodom w postaci żywych i w pełni sprawnych (znaczy na pierwszy rzut oka :P), wczorajszych Krysznowych konsumentów. I tu miłe zaskoczenie. Za trzy złote, można było Zjeść naprawdę spory posiłek&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie064.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie064.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;składający się z doprawianego ryżu, czegoś z fasoli czegoś dziwnego, co jako jedyne w całym tym posiłku było nieciekawe, oraz cienkiego ciasta, które mi osobiście więcej niż przypadło do gustu :) Jac zjadł, rozstroju nie dostał, więc nie narzekał ;) Ja też przeżyłem bez szwanku i nieprzyjemnych żołądkowo-jelitowych sensacji. Więc było warto ;) &lt;p class="MsoNormal"&gt;A dalej było szwędanie się, dopijanie piw i czekanie na koncert Vavamuffin. A w tak zwanym międzyczasie, nadszedł wieczór, uspokoił się wiatr, a niekwestionowanym panem okolicy stał się kurz...&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie034%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie034%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/p&gt;     &lt;p class="MsoNormal"&gt;W życiu nie widziałem tyle kurzu... Niestety zdjęcia tego nie oddają, lecz widoczność była nieziemsko ograniczona, a miedzy zębami zgrzytał piach... I mimo że było to uciążliwe, niesamowicie budowało klimat. Dla mnie, Woodstock, już zawsze będzie się kojarzył z tymi tumanami kurzy, nadającymi wszystkiemu jakiegoś postnuklearnego klimatu. Naprawdę moc piekielna :D&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Niestety nic nie pomogła tocząca się zwolna po terenie pod scena straż pożarna i zraszająca ludzi armatką wodną. Widok naprawdę rewelacyjny, gdy wszyscy w rytm muzyki wystawiają ręce, by &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;złapać trochę wody :D&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie043%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie043%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie040%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie040%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie038%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie038%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Oberwało się i nam, czyli Sakurowi, Jackowi i mnie :D Całkiem mile uczucie oberwać taka delikatna armatką wodną :D&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;  &lt;/p&gt;     &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/060728_202430.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/060728_202430.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Zdecydowanie odświeżające :D&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;A byli i tacy, którzy radzili sobie bez wozu strażackiego, pomagała im w tym ekipa czysczaca toi-toi’e ;)&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie010%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie010%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;Było naprawdę rewelacyjne, a dalej, już tylko lepiej, gdyż rozpoczął się koncert Vavamuffin :] Nie podejrzewałem się, o umiejętność zabawy, a tu taka niespodzianka :D Nie dało się nie skandować „Jah jest prezydentem, Jah jest kierownikiem Jah Jah jest trenerem, ja jestem jego zawodnikiem”&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie048%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie048%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;  &lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;No zwyczajnie się nie dało :D W każdym razie ja nie potrafiłem się oprzeć ;) Efektem tego, była postawiony pod sceną głos, czyli potężna chrypa :D Raz można, a czasem trzeba ;)&lt;/p&gt;   &lt;span style=""&gt;Głos odzyskiwałem, później, płucząc gardło piwem i zagryzając pikantnym hot-dogiem, na którego to zakup Jac trzymający kasę, decydował się w potwornych bólach ponad pół godziny. Śmieciowe żarcie nie jest złe, szczególnie raz jakiś czas ;) Ja tam byłem zadowolony – Jac mniej, ale to u niego&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; normalne&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie021%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie021%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie016%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie016%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;Po tak zwanym posiłku, po raz kolejny rozstaliśmy się z Mała oraz Magdą i po czym wraz z Sakurem, postanowiliśmy wyruszyć do miasta, w celu zakupienia czegoś bezalkoholowego do picia i kto wie, może i czegos do jedzenia. Choć głownie chodziło, o wyrwanie się na drobną nawet chwile z tego hałasu i potwornego, drażniącego już nas porządnie kurzu, który dzięki bezwietrznej pogodzie wisiał na Woodstockiem, jak złośliwa radioaktywna chmura. Ale mimo jego uciążliwości i złośliwości, ciągle dodawał temu miejscu uroku, co zresztą widać na poniższych zdjęciach.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Scena6.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Scena6.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie058%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie058%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie061%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie061%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie059%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie059%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Wyszliśmy z terenu starego poligonu na drogę i... Tak oto ruszyliśmy, niczym trzech... Kalekich... &lt;/p&gt;   &lt;span style=""&gt;Sakur, ze zwichniętą kostką, Jac, z przeforsowanym kolanem i ja – mistrz odcisków kulejący jednocześnie na dwie nogi... Jak już wcześniej wspomniałem sam Woodstock, nie jest wcale tak blisko Kostrzyna... Jest tam sporo deptania, a w naszym stanie... Cóż... Bez komentarza... Powiem tylko, że do samego miasta nie dotarliśmy, zatrzymaliśmy się, przy pierwszym napotkanym s&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;klepie, w którym to Jac zaopatrzył się w ser, bo chleb jak sam twierdził – posiadał. Po odsiedzeniu chwili na schodach spożywczaka, udaliśmy się w drogę powrotną. Za wcześniej, pożyczony od Sakurowej banknot jednodyszny i sprezentow&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;ałem sobie, na wzmocnienie Powerade’a, którego wręcz duszkiem wyżłopałem. Dziś mogę z czystym sumieniem powiedzieć – wypicie go, może i dodaje energii, ale na odciski nie pomaga... A szkoda... Wlekliśmy się więc tak, Jacek wraz ze mną, bo Sakur, baba jedna, wyłudziła od napotkanego po drodze, a idącego w naszą stronę pana Zenka rower, dzięki któremu powolutku kulała się za nami, o czymś z wspomnianym panem Zenkiem i jego żona gaworząc. I tak nam mijała wędrówka, bo spacer to to bynajmniej nie był (powtarzam się?)... A jak by nam utykaczom, nie było dość ciężko, kupiliśmy w otwartym z okazji Woods&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;tocku przez tubylców kramiku, pięciolitrowy baniak z woda... Najcięższy, pięciolitrowy baniak z wodą, jaki w mym krótkim i leniwym życiu niosłem... Pięć litrów, a z trzydzieści kilo (wcześniej była mowa o subatomowych klimatach i radioaktywnych oparach, wiec może to była ciężka woda? :P)...&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Dobrą rzeczą było to, że po drodze, ruszył się wiatr. Co wróżyło troszkę mniej kurzu. W końcu jakoś dotarliśmy. Sakur oczywi&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;ście dodatkowo uszkodziła sobie nogę zsiadając z roweru, ale przybyliśmy w sam raz na początek koncertu &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;Maleo Reggae Rockers, w którym to koniecznie chciał uczestniczyć Jacek. I on sobie uczestniczył, a ja z Sakurem, czy też raczej Sakur wraz ze mną, położyliśmy się na glebie, co by se tak zupełnie sam nie uczestniczył. Ale nam się szybko takie polegiwanie wśród średnio pasującej nam muzy znudziło, poza tym, zaczynało kropić, a moja karimata leżała nie w, a przed namiotem, więc po krótkiej naradzie wybraliśmy się w kierunku pola namiotowego. Tam natomiast zapadła decyzja – idziemy się myć. A musicie wiedzieć, że mycie się,&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; jak i załatwianie innych podstawowych potrzeb że tak powiem fizjologiczno-higienicznych na Woodstocku, to nie lada wyzwani&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;e. Dlaczego? Już tłumaczę. Otóż, mimo ze tych cudownych toi-toi było tam ponoć czterysta, w co jestem skłonny uwierzyć, bo naprawdę w życiu nie widziałem tylu kibelków w jednym miejscu, to wszystkie były w równie opłakanym stanie... A znaleźć taki, który jest choć troszkę lepszy... I to po ciemku... Bez komentarza... Na szczęście zabrałem ze sobą, moją przednia lampkę rowerową, bez której załatwienie się, po zmroku, byłoby zdecydowanie trudniejsze :) Przymocowałem ja Sakurowi do dekoltu, a gdy przyszła moja kolej, poradziłem sobie zębami ;) Gdy już uporaliśmy się z wszelakimi zewami natury, przyszedł czas, na choć pobieżne obmycie się... I tu kolejne wyzwanie, graniczące z problemem, czyli znalezienie czystej, działającej, a przede wszystkim wolnej umywalki, pod którą błoto nie sięga kostek. Mogę tylko mniej więcej pokazać wam umywalnie i tyko za dnia, ale chyba lepsze to, niż nic ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie012%281%29.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie012%281%29.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Fakt faktem, iż za dnia, działał też „grzybek”&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie083.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie083.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Ale tam chodziło raczej, o solidne wytaplanie się w błocie, a nie mycie ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie089.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie089.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Więc jak widać tłok, a w późnych godzinach wieczornych, wcale nie jest luźniej &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;;) Ale jakoś udało nam się znaleźć wolne miejsce i troszkę się odświeżyć :) Po powrocie pod namiotu, przebrałem się i co tu ukrywać, przymierzałem do spania. Ostatniej nocy prawie nie spałem, więc chciałem troszkę nadrobić. Po chwili zjawił się już, również lekko odświeżony Jac. Ja sobie leżałem, on się próbował wkomponować do namiotu. Gdy mu się udało, nie dało się ukryć, iż miejsca jest tam na dwie osoby w sam raz, na styk bym rzekł. A przecież pozostała jeszcze właścicielka namiotu, która akurat flirtowała z potencjalnie bezz&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;ębnym i psychicznie zniszczonym człowiekiem (do tego stanu zabrakło mu około minuty, gdyby się nie oddalił, p&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;rzestał by być potencjalnie bezzębny...). Ale tu po raz już czwarty chyba – sza, nikogo nie chcę urazić (choć pewnie jest już za późno :P) :) I tak leżeliśmy, już prawie zasypiając, gdy do namiotu, zaczęła logować swoje jestestwo Sakurowa Dama... Był to proces żmudny, do tego czasochłonny, a momentami i bolesny. Mimo to udało się i wcale nie było tak źle ;) Gdy już zasypiałem przypomniała sobie jeszcze, że nie wie gdzie ma portfel i rozpoczęło się wielkie szukanie... Ale i to dało się przeżyć, mam przynajmniej co wspominać.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Tak jak już chyba do późnej starości wspominać będę moment, w którym kochana Agata rozpoczęła swój nocny koncertu pod tytułem „Le chrap, de Sakur, la nocna symfonija”. Było ostro momentami... Ale też dało się przeżyć ;) I mimo że się nie wyspałem, bo zasnąłem około wpół do drugiej w nocy, a obudziłem się po piątej i zasnąć nie mogłe&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;m, czułem się wyspany. Nie chcąc budzić wtulonej we mnie Sakury, postanowiłem poleżeć jeszcze trochę, licząc, ze może j&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;ednak Morfeusz nie olał mnie kompletnie... Nic z tego, chyba strzelił focha... &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Około siódmej, wygramoliłem się z namiotu, odwiedziłem dwa wcześniej opisywane strategiczne punkty czyli toi-toia oraz umywalnie, po czym przystąpiłem do konsumpcji zupki chmielowej, co by śniadania na pusty żołądek nie jeść, ponoć jedzenie na czczo szkodzi :P&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;span style=""&gt;I tak siedziałem, popijałem dumałem i wymieniałem kartę w telefonie, gdyż mój, od nadmiaru zdjęć i sms’ów omdlał...&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; W sensie słabo mu się na baterii zrobiło... I już martwiłem się, że to będzie koniec zdjęć z Woodstocku, gdyż nie bardzo miałem jak telefon naładować, a przez niefortunna serie zdarzeń, nikt mi nie pomógł w kłopocie. Wybawieniem okazała się jak zwykle niezawodna Agata :] Pożyczyła mi swoją, pełna baterie, ja natomiast dałem jej mój punkofon, dzięki czemu miała kontakt ze światem, a ja mogłem dalej robić zdjęcia :D Ale to oczywiście stało się, gdy już wstała i zjadła śniadanie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie062.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie062.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Spoko, ważka uszła z życiem Sakur nie jest mięsożerna ;)&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;Do tego czasu siedziałem i dumałem. Po powstaniu Jacka, poczęstowałem się dwiema skibami z jego chleba i skromną ilością białego sera. Po tym, nazwijmy to „posiłku”, spróbowałem się zdrzemnąć – bezskutecznie... W końcu wygramoliłem się z namiotu i postanowiliśmy z panem J, po oczywiście uzupełnieniu niedoborów chmielu w organizmie, wybrać się do miasta, po małe zakupy. Tym razem mądrze, bo autobusem, który mimo że przepełniony, to kosztuje tylko złotówkę w jedna stronę. Zdecydowanie lepsze 10 minut ścisku, niż 45 spaceru, gdy potwornie bolą nogi...&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Zdj%3F%3Fcie024%281%29.jpg"&gt;&lt;/a&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Tutaj, znów odbiegnę od opisywania dnia, czy też przeżyć, by rzucić jakimś odczuciem, czy czymś w ten deseń... Tym razem, chodzi mi o policje w mieście. Powiem szczerze, że dawno nie czułem się tak dobrze. Policja była tam na każdym kroku ale... Była normalna... Nikt nie czepiał się, za przejście nie na pasach, czy skrócenie sobie drogi przez trawnik. Było NORMALNIE. Tak powinien moim skromnym zdaniem wyglądać świat. Świat w którym policja, nie wlepia mandatów, za bycie sobą, ale interweniuje, gdy dzieje się cos złego. W chwili obecnej mamy odwrotnie... Łatwiej wlepić mandat za przejście na czerwonym świetle, niż pobiec za penerkiem, który cos ukradł... Ot nasza rzeczywistość... Wystarczy biadolenia :)&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Maleńki rajd po miejskich sklepach, zaowocował chlebem (po jednym na łepek), jakimiś serami, baniakiem wody i odwiedzeniem sklepiku, który znajdując się w bezpośrednim pobliżu dworca, oferował „kanapki na powitanie”, oraz „piwo regionalne ‘BOSS’”, w sympatycznej cenie. Wszamalismy wiec po kanapce, która okazała się nad wyraz dobrą i przysiedliśmy, by spróbować tutejszego piwa. Zdecydowałem się na opcję „ciemne”, za szalone 3,50 i powiem szczerze, że to jedno z lepiej wydanych „czypiendziesiąt” w moim życiu :D Jeśli idzie o piwo oczywiście :P Wysączenie tego cuda, wzmogło apetyt, który zaowocował kolejną kanapką na powitanie, która to wzmogła apetyt na kolejne piwo, jednym słowem – samo nakręcająca się spirala, prostych i nieskomplikowanych gastronomiczno - monopolowych rozkoszy :] Ale drugie ciemne, było ostatnim, bo zakładam że trzecie, zaczęło by mi zaburzać poruszanie się. Postanowiliśmy więc wracać do namiotu, by złożyć nasze łupy. Oczywiście opcja „z buta” po pierwszej przejażdżce busem, przestała być brana pod uwagę, więc udaliśmy się, na miejsce, spod którego autobus podbierał pasażerów. Jako że czekała na niego już spora gromadka, zadecydowaliśmy, iż usiądziemy sobie na trawce i spokojnie poczekamy na kolejny. I tak siedzieliśmy czekając, gdy nagle podeszła do nas dziewczyna z dość sporą siatą i pyta, czy nie chcemy ogórków. Wierzcie mi lub nie, ale pytanie wbrew pozorom jest trudne :P Spójrzcie na to z tej strony: Siedzisz sobie na trawce, przyglądasz się ludziom,&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;relaksujesz się, myśląc o niczym a tu jak grom z jasnego nieba pytanie, czy może nie masz ochoty na ogórki i to nie byle jakie, bo z przydomowego ogródka. Absurd sytuacji kompletnie odbiera jasność myślenia ;) Po otrząśnięciu się z chwilowego szoku, zaczęliśmy ładować ogórki do foliówek, bo jak wiadomo – dobry ogór nie jest zły :) Gdy zabraliśmy tyle ile nam się podobało, czy też chciało, panna oddaliła się dalej, szukając kolejnych amatorów ogórków :D I w tym momencie podjechał autobus.. Lecz przewrotnie nie zatrzymał się tam, gdzie czekało na niego największe skupisko ludzi, tylko kawałek od nas, siedzących na uboczu. Decyzja była szybsza niż myśl :) Rzuciliśmy się do autobusu i półtorej minuty później siedzieliśmy uśmiechnięci od ucha do ucha, czekając aż wehikuł ruszy w stronę Woodstocku. I tak siedzimy, czekamy, aż zerknąłem przez okno, a tam – Jackowa woda, stojąca dumnie na trawniku, pręży nalepkę, do cichaczem podkradającego się, eleganckiego i spoglądającego chytrze amatora win tanich i wody cudzej. No cóż... Nie warto było próbować wycisnąć się z autobusu, skoro udało się już zając miejsca siedzące i odbijać tego co nasze. Poza tym, interesant podszedł do baniaczka, zerknął w okolicę nakrętki, czy plomba nie zerwana, po czym, niczym greckie bóstwo po przejściach, czy też szlachetny lew trawnikowy, ułożył się przed nią na trawie spokojnie czekając czy nie pojawi się zbłąkany właściciel. Co było dalej, nie wiem, a żałuje tego chyba bardziej niż wody, bo widowisko było przednie. Autobus ruszył i cała scena znikła nam z oczu... Jacek pogodził się jakoś z ta strata, a mnie to powiem szczerze, wisiało :P W sensie woda, a nie załamanie Jacka... Żeby nie było, że nie jestem współczujący czy coś... :P&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Gdy już byliśmy na miejscu i zdążaliśmy w kierunku naszego (czy też może raczej Sakurowego) namiotu, spotkaliśmy idących w przeciwną stronę Melanżowiczy. Po ogólnej wesołości spowodowanej tym spotkaniem, umówiliśmy się na jakieś piwko, w okolicach godziny kolidującej z występem Indios Bravos, na którym to mieliśmy zamiar się stawić. Ale kto by tam patrzył na szczegóły... ;) Dotarliśmy do namiotu, złożyliśmy łupy i co?... No cóż, dawno nic nie piliśmy, wiec trzeba było udać się w stronę wioski piwnej, w celu uzupełnienia płynów i takich tam...&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Później był koncert Indosów. Powiem szczerze, że zawiodłem się na nich, po tym, co pokazał dzień wcześniej Vavamuffin, spodziewałem się czegoś więcej od Gutka i jego ekipy. No ale ponoć potknięcia zdażają się i najlepszym, a właśnie tak – jako potkniecie, będę zaliczał ten występ. Co było później? Opisze naprawdę telegraficznym skrótem. Zjawiła się Magda wraz z Dominiką, której dzień wcześniej, Woodstocku właśnie zaginął telefon. Nie wiemy czy wypadł jej z kieszeni sam, czy też może ktoś mu w tym wypadaniu pomógł... W każdym razie spędziliśmy z nimi czas rozmową umilaną złocistym napojem do chwili, w której otrzymałem pewnego dziwnego SMS’a... Wiadomość ten brzmiał mniej więcej tak: „O północy biorę ślub. Przyjdź...”. Nadawcą była Sakur, co wiele wyjaśniało, lecz nie wszystko... ;) Zapytałem wiec gdzie bierze ten ślub, odparła iż pod namiotem, więc krótko przed północą udaliśmy się we czwórkę spod wielkiej sceny w okolice Sakurowego namiotu. A tam, gdy przyszliśmy, nie było nikogo... W pierwszej chwili, pomyślałem, że może ślub, a nawet i wesele miały już miejsce, nikogo natomiast nie widać, bo wiadomo – wesele kończy się, gdy naprawdę już nikogo nie widać, w każdym razie nikogo stojącego... Ale na szczęście najszybsze wesele świata wcale nie miało miejsca, po prostu ludzie dopiero zbierali się i przygotowywali mentalnie, do uczestniczenia w tak zacnej, szlachetnej, a przede wszystkim wzruszającej ceremonii. Jako że nasz czwórka nie miała pojęcia, z kim tez Sakur zamierza się mężyc, zapytałem ja o to, gdy gorączkowo przygotowywała się do tej jakże podniosłej chwili. Pretendentem do tytułu męża roku, czy też może raczej doby, ewentualnie Woodstocku, okazał się Jeżyk. Skąd ten wybór? Nie mam pojęcia (może miał klej?) ale szczerze życzyłem im jak najlepszej, świetlanej przyszłości. Niestety mój telefon w warunkach takich jak tam, czyli ciemnościach graniczących z egipskimi, staje się naprawdę tylko i wyłącznie telefonem, gdyż jego zdolności udawania aparatu cyfrowego po zmroku drastycznie maleją, nie mogę pokazać wam, niezwykle wzruszającej ceremonii, w której to mianowany naprędce kapłan, udawał że czyta coś tam o ustępach (choć każdy wie, że ustępów tam niema, są tylko toi-toie, w końcu to Woodstock), a nasi nowożeńcy, stali i wręcz drżeli z podniecenia, by móc wreszcie wymówić upragnione „tak”. Dodam tylko, iż Sakur w swym srebrzystym welonie z Jackowej karimaty prezentowała się przecudnie a i Jeżyk ubrany w ubranie, wyglądał jak Jeżyk w ubranie ubrany. Musicie mi wierzyć na słowo, że właśnie tak było. Padło sakramentalne „tak”, wzruszenie odebrało wszystkim mowę, tylko ja kurcze jak zwykle miałem problem...&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Problem, gdyż nie miałem niczego (a może czegoś), co mógłbym nowożeńcom wręczyć. A wiadomo, że na ślub z pustymi rękami nie wypada... Ratunkiem okazał się jeden ze zdobytych, czy też raczej otrzymanych przeze mnie świeżych ogórków. Wręczyłem dumne warzywo (jedno, a co! Skąpy jestem, wolno mi!), którym to nasze gwiazdy wieczoru niezwłocznie się złamały, po czym próbowały każdy swoją cześć potłuc o ziemię... Podobno nawet im się to udało, czego niestety nie widziałem... Żal wypełnia mnie do dziś...&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Po tym wszystkim, skierowaliśmy się w stronę wielkiej sceny, na której to kończył swój występ Farben Lehre. Tam odbyło się cos na kształt wesela, czyli paralityczne tańce nijak mające się do muzyki, po których to Sakur wraz z Jeżykiem (lub Jeżyk wraz z Sakurem, w końcu to on chyba rządził w tym związku (choć kto wie... może było zgoła inaczej?... nie ważne..)), ulotnili się w celu... eeee... No cóż... mogę się tylko domyślać jakim...&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Jacek z Dominiką poszli w tan, wyczyniając przedziwne tango-podobne figury i kroki ku uciesze wszystkich którzy ich widzieli, a także pewnego kamerzysty, który poświecił im część swojego czasu i taśmy (jeśli ktoś wie, gdzie i czy w ogóle można ten materiał zobaczyć, to proszę o namiary ;) z góry dzięki ). I tak tam harcowali, gubili klucze (o Jacku mowa), śmiali się oraz obserwowali (o mnie mowa), aż nadeszła godzina bodajże trzecia w nocy i postanowiliśmy z Jackiem udać się do namiotu i spakować, w końcu o 5:05 był pociąg do Poznania wiec czasu było teoretycznie dużo, lecz w praktyce, o czym zresztą będzie za chwile mowa, okazało się go naprawdę niewiele...&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;I tak zaczęliśmy się pakować, szukać naszych rzeczy, zegnać się, ze śpiącą romantycznie, bo pod gołym niebem i u boku Jeżyka Sakurowej Damy... I w myślach, rozstawać się z Woodstockiem... Gdy już byliśmy gotowi, do odejścia, chciałem skorzystać z umywalni i pewnego mniej higienicznego miejsca, lecz Jac stwierdził że nie ma czasu (i to akurat było stwierdzenie prawdziwe)... Ruszyliśmy więc w kierunku autobusu. Tam wyszło na jaw, że wciśniecie się do niego z całym bagażem, może okazać się więcej niż problematyczne... A co mi tam, mogę śmiało powiedzieć dla mnie wyglądało to na niemożliwe (i to było chyba stwierdzenie nieprawdziwe)... W końcu nie byliśmy jedynymi wracającymi o tej porze z Woodstocku. Postanowiliśmy więc iść pieszo. W końcu to już ostatni taki spacer, jakoś damy rade. Więc ruszyliśmy, lecz za radą i osądem (tym razem błędnym) Jacka, nie drogą, która na Woo przybyliśmy, a tą, którą autobus wraca z miasta... Nim przejdę do rozległej i bogatej w opisy, dramatyczne zwroty akcji, podniosłe chwile, momenty zwątpienia oraz wartkiej akcji, mającej pewnie ze dwa zdania relacji z drogi, musze wspomnieć o pewnym fenomenie.&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Fenomenem tym, jest moja nie wiedzieć czemu bezgraniczna wiara w Jackową orientacje w terenie. Ja nie mówię, że Jac sobie w terenie nie radzi, bo radzi sobie. Dowodem na to jest fakt iż zwiedził o wiele więcej świata niż ja, często samotnie, rowerem lub pieszo i jakoś zawsze trafiał na miejsce lub do domu. Ale ja mam chyba na niego jakiś zły wpływ... Ciężko stwierdzić, czy działam na jego poczucie kierunku jak kuchenka mikrofalowa na kompas, czy może wyłącza mu się myślenie gdy stoję obok... Nie wiem, naprawdę nie wiem... Wiem tylko, że gdy wybieram się gdzieś z Jackiem, to wyczucie terenu ma jak pingwin na pustyni... Totalna porażka... Wiem o tym, a mimo to zawsze mu wierzę i idę gdzie każe lub chce, nie zastanawiając się w ogóle... Tak było i tym razem... Pokrótce wytłumaczę o co chodzi. Otóż Woodstockowy bus inna trasą jedzie do miasta, a inna wraca. Jacek stwierdził (lub tez raczej wydawało mu się), że droga powrotna, autobusu jest krótsza. Wiec do miasta też postanowiliśmy udać się tą krótszą drogą... &lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Krótszą... &lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ta... &lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Jasne...&lt;/p&gt;                                       &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ale o tym, dowiedzieliśmy się, gdy już szliśmy, a może raczej wlekliśmy się chyba tylko za pomocą siły woli, rozpędu, czy może raczej godności osobistej, a drogi mimo naszych wysiłków jakoś nie ubywało... Za to czas pędził do przodu z zawrotna prędkością... I tak oto, jeszcze nie zbliżyliśmy się do miasta, a pociąg odjeżdżał za 20 minut... Łapanie stopa nic nie dało... Trzeba się więc było sprężyć... Ale jak się sprężać, gdy się ledwie wlecze? Przecież każdy wie, że to niemożliwe... A jednak się da wbrew pozorom :] Powiem więcej, ostatnie paręset metrów biegliśmy &lt;pianie&gt; :] I udało się zdążyć :) W pociągu czekała już na nas świeża i pachnąca Dominika, wraz ze znajomymi. Mnie, tradycyjnie przypadło zaszczytne miejsce na podłodze... Tylko ostatnio wiedziałem dlaczego, a tym razem, nie mam pojęcia czym sobie zasłużyłem, ale chyba odpokutowałem w ten sposób czas pisania notki :P&lt;/pianie&gt;&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Zdjęć z pociągu nie mam, bo musiałem przed opuszczeniem Przystanku oddać Sakurowi baterie, wiec musicie po raz kolejny uwierzyć na słowo, iż tym razem atmosfera w pociągu była zupełnie inna. Jak by tak.. Spokojniejsza.. ;) Bo wszyscy spali, drzemali, pochrapywali, w pozycjach najdziwniejszych :) Szczerzę żałuję, że ta paskudna bateria nie dała rady dłużej wytrzymać...&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Podróż nie trwała długo, bo się ja przespało, żałuję też, że nawet się porządnie nie pożegnałem przed rozstaniem na dworcu...&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Ale za to wędrówka przez ciche, niedzielno-poranne miasto, niosąc ze sobą bagaż, głownie dobrych wrażeń, tonę kurzu i dziwne spojrzenia pojedynczych ludzi, którzy ni w ząb nie rozumieli mojego uśmiechu i opłakanego wyglądu, była idealnym dopełnieniem Woodstocku :D&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Powiem szczerze, że gdy dotarłem do domu i wręczyłem już mamie ogórki, nie tknięty chleb i nie ruszony ser,&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;aż żal mi było zmywać z siebie ten kurz. Był jakiś taki... Pamiątkowy ;) Wiec postałem chwile na balkonie ciesząc się ostatnimi chwilami tej specyficznej wolności i napawając się jeszcze nie opadłymi emocjami, oraz atmosferą, która przyciągnąłem za sobą aż tutaj :)&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;O tym, jak wyglądała spływająca ze mnie i zbierająca się przy odpływie woda, pisał nie będę, wspomnę tylko, że czułem się jak w płytkim bagienku... Totalna masakra :D&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Później jakiś posiłek, bo ostatnią rzeczą jaka jadłem, były kanapki w Kostrzynie :)&lt;br /&gt;A potem... Potem już tylko odpoczynek...&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;I tak oto dobrnąłem do końca, dla tych, którym udało się wytrzymać aż do tego momentu – szczerze gratuluję i proszę jeszcze troszkę cierpliwości, musze przecież podsumować ten wyjazd ;)&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Musze przyznać, że nie spodziewałem się, tak dobrej zabawy, tak fajnych ludzi, tak dobrego klimatu. Zawsze na Woodstock patrzyłem przez palce i z dystansem. Przez Owsiaka, stada punków, no i tłum, za którym nie przepadam. Moje podejście zmieniło się diametralnie i totalnie, jeśli nie można czegoś żałować, to właśnie pobytu tam, do teraz mam uśmiech na twarzy, gdy przypominam sobie tamten nastrój i ta prawdziwą wolność, która miałem za zwykły slogan reklamujący imprezę. To jest tam naprawdę, jaki byś nie był, możesz być sobą. Nie trzeba się martwic co ktoś pomyśli, zastanawiać się, czy wypada zrobić to, lub tamto. Masz ochotę z kimś pogadać? Podchodzisz i gadasz, chcesz usiąść? Siadasz. Masz ochotę tańczyć – tańcz, czego byś nie nawywijał, nikt się śmiał nie będzie, najwyżej ktoś podchwyci styl ;) Tam nic nie jest dziwne, nikt nie jest niemiły, każdy chce się po prostu dobrze bawić. Nic nie jest ważne, byle było dobrze :) Ot cały Woodstock :)&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;A co do artykułów w niektórej tak zwanej „prasie”, bojkotów i prób zlikwidowania tej imprezy: wszystkich bojkotujących zapraszam do mnie, z chęcią pożyczę gumowy młotek, co byście mogli się puknąć w łeb, może wam pomoże. Nie ma tam przemocy, a te rozdmuchiwane „wypadki śmiertelne”, są tylko i wyłącznie zasługa samych poległych. Jeśli ktoś jest ciężkim idiotą, to i robiąc kanapkę może się zabić... Dla chcącego nic trudnego... Piszę to, bo byłem tam i widziałem jak działa pokojowy patrol, widziałem że służby medyczne są zawsze na miejscu i nie widziałem, by doszło do choć jednej bójki. Wiem że się zdarzały, ale to naprawdę jest mniej niż margines. Zawsze znajda się debile... Tak jak sępy... Tych jakoś nigdy nie brakuje...&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Ale na nich znajdzie się metoda następnym razem ;) No nie ważne :) W każdym razie mogę każdemu gorąco polecić Woodstock i choć mój bilans snu, wynosił jakieś 6h, na 84h aktywności, mam szczera nadzieje, że uda mi się tam zawitać za rok ;)&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;A teraz podziękuje ludziom, z którymi spędziłem ten czas. Tym razem,&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;na pierwszym miejscy będzie Jacek, gdyż to on mnie namówił do tego wyjazdu i to z nim najwięcej czasu tam spędziłem. Jestem Ci dozgonnie wdzięczny :D Później Sakur, która nie mniej przyczyniła się do mojego przyjazdu, w końcu to dzięki niej, mieliśmy gdzie spać :) No i jej ślub z Jeżykiem... Absolutny hit Woodstocku, przyćmiewa go tylko koncert Vavamuffin ;) Dominice, której pomysłów i humoru nie brak i dzięki której na pewno bawiłem się lepiej, niż gdyby jej tam nie było ;) A dalej są wszelakie Magdy, Jeżyki, Melanżowicze oraz wszyscy uczestnicy Przystanku Woodstock, Dzięki ludzie, mam nadzieję zobaczyć was tam w przyszłym roku :D&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;I zapomniał bym... Tak o tym pisałem, przypominałem sobie... I mam do was prośbę... Ubłagajcie wyżej wymienia panią D, by jednak pozwoliła mi żyć i nie okaleczała mnie za bardzo... Mogę nawet petycje napisać i podpisy zbierać jeśli znajdą się chętni do podpisywania.... Obiecuje odwdzięczyć się częstszymi notkami na blogu ;)&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;Do mam nadzieję następnego ;)&lt;/p&gt; &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style=""&gt;I jeszcze jedno. Szczerzę proszę o kontakt, tych, któr&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;zy tam ze mną byli, miło by było czasem powspominać ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-115662866852739030?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/115662866852739030/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=115662866852739030' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115662866852739030'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115662866852739030'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/07/przystanek-woodstock.html' title='Przystanek Woodstock'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-115566017568468028</id><published>2006-07-27T18:15:00.000+02:00</published><updated>2006-08-15T18:42:55.700+02:00</updated><title type='text'>Przepraszajnik</title><content type='html'>Jako ze pojawiają się glosy, tudzież wrzaski dotyczące braku kolejnych notek, zostałem w pewien sposób zmuszony, do wydania tego przepraszajnika. Właśnie, odnośnie nazwy, została wymyślona ot tak, po drodze ;) Notka przeprasza za brak notek, ale sama jest notką, z tym że nie taka notkową, tylko przepraszającą, wiec przeprasza, jako przepraszajnik. Czy jakoś tak :]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po tym wyjątkowo zagmatwanym wstępie,  chciałbym się trochę usprawiedliwić, otóż kolejne notki nie powstają, gdyż w produkcji jest jedna, ale za to wyjątkowo obszerna, opisująca moja i nie tylko moja, wizytę na Przystanku Woodstock :)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A póki co, żeby nie było notki bez fotki, pochwale się, moim nad wyraz bezwstydnym psem. No bezwstydnym... inaczej bym tej pozy nie określił...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Foczy%20w%20%3F%3F%3F%3F%3F%3Fku4.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Foczy%20w%20%3F%3F%3F%3F%3F%3Fku4.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Prawda?&lt;br /&gt;Oraz, dużo od niego nie odbiegającym kotem. Set również lubuje się w pozycjach przedziwnych, więc zakładam, że nie jedna pokręconą pozę w jego wykonaniu zobaczycie. Ta, jest dość... hmmm „delikatna”... ;)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Dziwne%20pozy%20Seta2.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Dziwne%20pozy%20Seta2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Popisze się też fotką, która udało się wykonać mojemu telefonowi, po zmroku. Jak wiadomo, zdjęcia robione telefonem po zmroku, nie zachwycają swoja jakością i szumią... Tej akurat, szum dodaje uroku :)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Katedra1.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Katedra1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Zdjęcie przedstawia boczne wejście do Katedry Poznańskiej i śmiało mogę powiedzieć, że mi się udało ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A skoro jesteśmy już przy tematyce sakralno kościelnej, mam do szanownych czytaczy pytanie. Czy to co widać, na piersi tego niewinne wyglądającego kociaka, to odwrócony krzyż?...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Zdj%3F%3Fcie004.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Zdj%3F%3Fcie004.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Ciekaw jestem opinii na ten temat ;) W końcu mieszkać od jednym dachem, z kociakiem, noszącym „znamię szatana”, to gruba sprawa ;)&lt;br /&gt; Pozdrawiam i proszę o cierpliwość, niedługo przedstawię moje spojrzenie na Woodstock ;)&amp;nbsp;&lt;a href='http://picasa.google.com/blogger/' target='ext'&gt;&lt;img src='http://photos1.blogger.com/pbp.gif' alt='Posted by Picasa' style='border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;' align='middle' border='0' /&gt;&lt;/a&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-115566017568468028?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/115566017568468028/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=115566017568468028' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115566017568468028'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115566017568468028'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/07/przepraszajnik.html' title='Przepraszajnik'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-115350584485618808</id><published>2006-07-15T23:08:00.000+02:00</published><updated>2006-07-22T13:30:04.226+02:00</updated><title type='text'>Pobiedziska</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Mimo dość dokuczliwego upału, postanowiłem się wybrać „gdziekolwiek” rowerkiem. Jako że cierpię na chroniczny brak pomysłów w tej materii (nie licząc kilku przebłysków, które zazwyczaj zapominam, nim zdążę wprowadzić w życie...), postanowiłem sprawdzić, co też w zeszłym roku z Jackiem zrobiliśmy źle, że do Pobiedzisk jechaliśmy ponad 60km, kiedy szlak rowerowy, którego się ponoć trzymaliśmy, na tym odcinku ma kilometrów zaledwie trzydzieści...&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Zaopatrzywszy się standardowo, w zamarzniętą litrową butelkę wody mineralnej i przed, przedostanie 10zl, około godziny piętnastej, ruszyłem w drogę.&lt;/p&gt;   &lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;Szlak rowerowy, rozpoczyna się na Malcie, więc co oczywiste, właśnie tam się skierowałem. I tu, pierwszy miły akcent który wziąłem za dobry znak. Był nim autobus&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Og%3F%3Frek.0.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Og%3F%3Frek.0.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Budzący miłe wspomnienia i skojarzenia „ogórek”, stał sobie spokojnie zaparkowany przy Moście Rocha, czekając na pędząca w jego kierunku młodą parę. Widok naprawdę niecodzienny i wprowadzający, w każdym razie mnie, w dobry nastrój :)&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;Na, właściwie za Maltą, złapałem trop, zwany również „czarnym szlakiem” . Tutaj ciekawostka. Zaraz za, a właściwie to chyba jeszcze „w” Antoninku, szlak ten, prowadzi pod pewnym wiaduktem&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/%3F%3Fmieszka%20rowerowa1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/%3F%3Fmieszka%20rowerowa1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;Nie było by w tym nic dziwnego, w końcu nie raz ścieżki rowerowe nie raz prowadzą różnymi tunelami, czy przejściami podziemnymi&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/%3F%3Fmieszka%20rowerowa2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/%3F%3Fmieszka%20rowerowa2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ale interesująco się robi, gdy zerknąć i uważniej przyjrzeć się, zdjęciu poniżej.&lt;/span&gt; &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/%3F%3Fmieszka%20rowerowa3.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/%3F%3Fmieszka%20rowerowa3.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;W prawym górnym rogu, troszkę niestety ciemnym, widać namalowane na filarze oznaczenie szlaku. Jeśli się dobrze przyjrzeć, strzałka, która widnieje pod rowerkiem, pokazuje „w lewo”. Teraz wystarczy tylko podążyć za nią wzrokiem. Wyraźnie pokazuje schody, prawda? Czy to pomyłka? Bynajmniej :D O tym możecie się przekonać zerkając na następne zdjęcie&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/%3F%3Fmieszka%20rowerowa4.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/%3F%3Fmieszka%20rowerowa4.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Jak widać fantazja niektórych projektantów i ludzi wytaczających szlaki, często przekracza granice pojmowania zwyczajnych śmiertelników :) Najdziwniejsze jest to, że może 200m za tym przejściem, bo przejazdem bym tego nie nazwał, jest może trzystu metrowy odcinek, chyba najlepszej ścieżki rowerowej w okolicach Poznania. Tak dla kontrastu...&lt;/p&gt;     &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt;&lt;!--[endif]--&gt; Dalej było już w miarę normalnie :) I znalazłem miejsce, w który to wraz z Jackiem, obraliśmy zły kierunek i zamiast w stronę Uzarzewa, skręciliśmy w drogę do Swarzędza.&lt;/p&gt;   &lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;Przez dalszą drogę, praktycznie nie robiłem zdjęć. Jechało mi się nad wyraz przyjemnie i lekko, więc nie zatrzymywałem się. Nawet zdjęcie zrobiłem nie podczas zjazdy ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Portal%20z%20drzew.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Portal%20z%20drzew.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;A pierwszy przystanek, zrobiłem dopiero w Pobiedziskach Letnisku, gdzie z braku powerade’a, kupiłem sobie półlitrową, mrożoną, zieloną herbatę i zadzwoniłem do kuzyna, z zapytaniem, czy jest może w domu. Jako że nie odbierał, uznałem po prostu, że go nie ma i ruszyłem w stronę że tak powiem „Pobiedzisk właściwych”, w nadziei, iż chociaż Hanię i Łukasza uda mi się w domu zastać.&lt;/p&gt;   &lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"  &gt;Jak widać na poniższym zdjęciu – udało się :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/Hania%20i%20Grze%3F%3F.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Hania%20i%20Grze%3F%3F.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Malec przyczepiony do Hani ramienia, to nie Łukasz, Łukasz, to kuzyn, który w poprzednim poście zmagał się z kanapką :) To jest Grześ, Hani bratanek. Bystry i pogodny malec :)&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;Przesiedziałem w tym towarzystwie może pół godziny, a może czterdzieści minut, po czym udałem się z powrotem w kierunku Poznania. Po drodze zadzwoniłem do mamy, która nim wjechałem w Pobiedziskie lasy, dzwoniła i pytała czy zjawię się na działce, w celu skonsumowania grillowanej kiełbasy. Wtedy, powiedziałem że raczej nie, teraz, zadzwoniłem zapytać, czy jeśli zdążę przed dziewiętnastą, to mam po co na działkę przyjeżdżać. Okazało się, że tak ;) Więc zamiast w domu, wylądowałem na ogródku gdzie solidnie posiliłem się grillowaną kiełbasa, z dodatkiem tzatziki :) Pychota :D&lt;/p&gt;       &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt;&lt;!--[endif]--&gt; A później był już tylko powrót rowerem, przez miasto, które złośliwie nie chciało ze mną współpracować i mimo mojego pełnego brzucha i przejechanych siedemdziesięciu kilometrów, cały czas było pod górkę – złośliwe... ;)&lt;/p&gt;   &lt;span style=";font-family:&amp;quot;;font-size:12;"  &gt;I to na tyle, ot dzień jak każdy inny...&lt;br /&gt;Do następnego, znów mam nadzieje wcześniejszego prędzej niż myślicie ;)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-115350584485618808?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/115350584485618808/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=115350584485618808' title='Komentarze (9)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115350584485618808'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115350584485618808'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/07/pobiedziska.html' title='Pobiedziska'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>9</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-115349391621194567</id><published>2006-07-08T23:38:00.000+02:00</published><updated>2006-07-21T16:58:36.220+02:00</updated><title type='text'>Goście przy okazji wspomnieni</title><content type='html'>Jako że dzień dzisiejszy (a gdy pisze te słowa jest 21.07.2006r), postanowiłem... No cóż... Zmarnować, ze względu na jakaś wybitnie przytłaczająca mnie pogodę, źle przespaną noc i ogólnie jakieś takie liche samopoczucie, piszę tą właśnie notkę, która wybiega wstecz, o jakieś dwa tygodnie. Można powiedzieć iż nadrabiam straty ;)&lt;br /&gt;Dzień ten, nie był może zbyt godny uwagi, co prawda zjawili się goście, na darmową wyżerkę, której przykrywką były tydzień wcześniej obchodzone, lecz tego dnia odprawiane imieniny mojej mamy. Ale nie jestem pewien, czy opisywanie tego, nudnego do granic możliwości „spotkania rodzinnego”, w którym rodziny uczestniczyła mniej niż garstka, jest warte uwagi. A skoro nie jestem pewien, to i nie opiszę ;)&lt;br /&gt;Mimo to, wrzucę jedno zdjęcie, które udało mi się zrobić w momencie, że tak powiem „dania hasła do ataku”.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Go%3F%3Fcie%20przy%20stole1.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Go%3F%3Fcie%20przy%20stole1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Jak widać na załączonym obrazku, kuzyn Łukasz zaciekle smaruje pajdę chleba, jeden z wujów ubezpiecza tyły, drugi opracowuje strategie ataku na kolejne półmiski, a babcia z pełnym zapałem dyryguje całemu przedsięwzięciu, nad wybierająca przysmak ciocią.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to tyle na temat samych imienin. Dzieciarnia goniła się z psem, ktoś zdepnął kota, ktoś inny namiętnie okupywał łazienkę.&lt;br /&gt;Ale, ale. Po cos ten post powstał, tym czymś, są właściwie dwa zdjęcia, którymi chciałbym się z wami podzielić. Jak wiadomo, ostatnimi czasy, nieziemski upał, jest wręcz standardem. Tak było i tego dnia, lecz na szczęście, wieczorem, za oknem zaczęło robić się burzowo. Daleko i po cichu, co jakiś czas zawiewając chłodniejszym wiatrem. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale właśnie wtedy, cześć „imprezy”, przeniosła się na mój, mający rozmiary 1 x 2m balkon, który momentami wyglądał, jak „bukiecik” z ciasno powpychanymi łebkami spragnionych chłody gości...Gdy część z tych gości nasyciła się wątpliwie rześkim powietrzem, na balkon wyszedłem ja, by zachwycić się burzą na wieczornym niebie. Udało mi się wtedy wykonać pierwszą z napędzających ten post fotek&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Burzowe%20niebo1.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Burzowe%20niebo1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Muszę zaznaczyć, iż w żaden sposób przy niej nie majstrowałem. Kolory są dokładnie takie, jak uchwycił je telefon, który zresztą jak zwykle, nawet nie zbliżył się do ich prawdziwego bogactwa i głębi...I to by było pierwsze zdjęcie, drugie, jest na mój skromny gust zdecydowanie mniej atrakcyjne, ale ma w sobie to coś, głownie przez to, co przedstawia ;)&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/B%3F%3Fyskawica.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/B%3F%3Fyskawica.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak, jest to błyskawica, z której to uchwycenia jestem dumy, gdyż za pomocą telefonu, jest to co najmniej trudne... Fakt faktem, że to maleństwo, jest pozostałością po olbrzymim wyładowaniu, które oczywiście prześcignęło mój refleks, telefon zostawiając jeszcze dalej w tyle... Ale udało się złapać błyskawicę? Udało! Mam zaliczone ;) Nie wiem co prawda co zaliczone, ale mam... :P&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;No i to chyba wszystko... Bo co tu więcej? Fotkami się pochwaliłem, imieninami wyżaliłem (bo jak by ktoś nie wiedział, wszelakiej maści spędy rodzinne, wywołują u mnie wysypkę na najważniejszym organie – mózgu znaczy się, swędzącą w dodatku wysypkę...), mogę więc śmiało obmyślać kolejny post, który powstanie, może zaraz po tym ;)&lt;br /&gt;Któż to wie ;)&amp;nbsp;&lt;a href='http://picasa.google.com/blogger/' target='ext'&gt;&lt;img src='http://photos1.blogger.com/pbp.gif' alt='Posted by Picasa' style='border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;' align='middle' border='0' /&gt;&lt;/a&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-115349391621194567?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/115349391621194567/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=115349391621194567' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115349391621194567'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115349391621194567'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/07/gocie-przy-okazji-wspomnieni.html' title='Goście przy okazji wspomnieni'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-115344123711643572</id><published>2006-07-05T22:16:00.000+02:00</published><updated>2006-07-21T02:33:42.743+02:00</updated><title type='text'>Dziewicza Góra</title><content type='html'>Dawno nic nie pisałem... To prawda, ale naprawdę brakło mi weny, chęci i że tak powiem, nastroju, by poświecić to kilka przydługich chwil i cos sklecić. Na szczęście szerokie grono wiernych czytelników, a być może i zagorzałych wielbicieli w postaci pojedynczej Syrenki, nie zaprzestało molestowania mnie o nową notkę, która właśnie jak by ktoś nie zauważył – popełniam, tudzież popełniłem. W końcu punkt widzenia, należy od punktu siedzenia, czy jakoś tak ;)&lt;br /&gt;Korzystając z tego wstępu, chciałbym wyjaśnić, iż notka, będzie dość skrótowa, gdyż od opisywanego dnia, minęły ponad dwa tygodnie, a moja pamięć... No cóż... Nie jestem pewien, czy można tu mówić o pamięci... :P&lt;br /&gt;W każdym razie, zapraszam do krótkiej lektury ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dzień ten, jako że była to środa, w tygodniu, podczas którego w kiosku dyżurowałem tylko dwa dni, był moim dniem wolnym. Choć mi się to zdarza, nie lubię marnować wolnych dni. Postanowiłem więc, że i temu nie pozwolę przeminąć, nie wykorzystawszy go uprzednio choć troszkę. Od wyjścia z domu przed południem, skutecznie powstrzymywał mnie lejący się z nieba i oblepiający wszystko, wciskający się w każdy kąt upał (a może było troszkę inaczej, któż to wie? ;)). W każdym razie, w drogę, zabierając ze sobą zamarznięta litrową butelkę wody, ruszyłem w okolicach godziny piętnastej, kiedy według szanujących nasze życie i zdrowie meteorologów i innych ekspertów, słonce schodzi z najwyższego pułapu i grzeje zdecydowanie mniej, czy też może słabiej. Nie wiem, ja różnicy zbytniej nie dostrzegłem :P&lt;br /&gt;Wyruszyłem z zamiarem odwiedzenia Dziewiczej Góry, a po drodze, jeśli uda mi się go zastać – Konia. No i oczywiście chciałem powtórzyć wycieczkę sprzed roku. Wycieczkę ważną, bo moją pierwszą „większą”, na zakupionym wtedy, nowym rowerze :) Czyli zamiast skierować się Bałtycką, w kierunku Karolina, ja udałem się Naramowicką w stronę Biedruska. Droga ta, jest naprawdę godna polecenia z jednego powodu. Może z dwa, lub trzy kilometry przed samym Biedruskiem, jest wspaniały zjazd :&gt; Nowy, gładki asfalt i długi, trochę pokręcony spad :&gt; Tym razem, udało mi się tam rozpędzić, do równo 55km/h. Co na rowerze, gdy z lewej wyprzedzają samochody, naprawdę daje zastrzyk adrenaliny :P Tak wiem, że to niewiele, ale ja do zbytnich ryzykantów nie należę i na mnie robi to wrażenie ;) Szczególnie że prędkość ta, utrzymuje się przez pewien czas :)&lt;br /&gt;W każdym razie było fajnie :D Gdy już przejechałem przez Biedrusko, Promnice i Bolechowo, wjechałem na drogę do Owinsk, gdzie mieszka Konio. Tu ciekawostka – Droga była w remoncie. Żałuję iż nie zrobiłem żadnych zdjęć blisko kilometrowego korka, samochodów, czekających „na swoją kolej”, gdyż ruch odbywał się na tym odcinku wahadłowo. Mnie, jak i dwóm tubylczym rowerzystom, pan kierujący ruchem pozwolił przejechać po świeżo położonym, jeszcze mokrym asfalcie. Musze przyznać, że jazda po czymś takim, to dość ciekawe doznanie. I strasznie brudne, gdyż moje spodenki, jak i rama roweru, do teraz noszą ślady smoły. Ale warto było :D&lt;br /&gt;Gdy już dotarłem pod Koniowy blok i próbowałem się dodzwonić do jego czołowego mieszkańca, zauważyłem jak wyżej wymieniony, nadciąga z lewej strony (ależ piękny i wybitny rym...). Chwilkę posiedzieliśmy, pogadaliśmy, po czym ja udałem się do głównego celu mej wycieczki, czyli tytułowej Dziewiczej Góry, Konio natomiast do domu, w celach wysoce przyziemnych ;)Tutaj mały przeskok w akcji, bo niby po co, miałbym opisywać jazdę polnymi i leśnymi drogami? Żeby moje wierne i obszerne, jednoosobowe grono stałych czytelników zasnęło nie dotrwawszy do świetnie zapowiadającego się, ekscytującego, oraz niewątpliwie porywającego swym bogactwem słownictwa, opisów, mnogością porównań, kwiecistością treści i wypowiedzi końca, czy też może raczej sedna notatki? O nie, nie będę wciskał dłużyzny opisując, te ciągnące się momentami przez malowniczą okolicę, sześć kilometrów, które dzieliło Koniową siedzibę od Dziewiczej Góry.&lt;br /&gt;Napisze tylko, iż na sama Dziewiczą, rower wprowadziłem... To podejście, jest podobno najtrudniejszym, co mi, w przeciwieństwie do Jacka, z którym to właśnie byłem tam w zeszłym roku, sprawia sporo kłopotów... Ale i tak było lepiej, tym razem po wejściu, nie wyglądałem jak oblany beczką wody, niedźwiedź astmatyk po upojnej nocy z panią niedźwiedziową... W sensie... mniej dyszałem niż ostatnio.. Ale nie ważne... Bo i kogo to obchodzi? Będąc na górze, skierowałem się ku wierzy obserwacyjnej.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Wie%3F%3Fa1.jpg"&gt;&lt;img style="" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Wie%3F%3Fa1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Wieża ta, ma 40m wysokości, sam taras widokowy, znajduje się jednak na 30 metrach. I tu pojawił się problem – co zrobić z rowerem? Zostawić go pod wieżą? Nie mam żadnego zapięcia, nawet prowizorycznego... Niby nikt się tam nie kręci, ale skąd mogę wiedzieć, czy akurat ktoś się nie znajdzie? To, że okazja czyni złodzieja, jest więcej niż oczywiste... Myślałem nad ukryciem go w krzakach, lecz w końcu, zdecydowałem się, po prostu oprzeć go o ścianę, pod malowniczym zadaszeniem.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Wie%3F%3Fa2.jpg"&gt;&lt;img style="" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Wie%3F%3Fa2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;I tak, pełen obaw i niepokoju, rozpocząłem wspinaczkę po schodach. I szedłem, i szedłem, i szedłem, a potem jeszcze szedłem... I gdy już myślałem, że jestem blisko, to szedłem, i szedłem, i szedłem, i szedłem... A może ja cały czas „szłem” i dlatego tok długo to trwało? Nie istotne... W końcu dostałem się na szczyt. Pierwsze co mnie uderzyło – to wiatr. Później był widok...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Widok%20z%20wie%3F%3Fy1.jpg"&gt;&lt;img style="" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Widok%20z%20wie%3F%3Fy1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Naprawdę warto to zobaczyć... Z wierzy, widać nieomal cały Poznań i sporo miasteczek i wsi które znajdują się w okolicy&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Widok%20z%20wie%3F%3Fy4.jpg"&gt;&lt;img style="" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Widok%20z%20wie%3F%3Fy4.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Z chęcią wrzucił bym tu kilka zdjęć więcej, lecz niestety – nie aparat, a telefon... Nic lepszego nie udało mi się uzyskać... Ale obiecuję, że wybiorę się tam kiedyś z prawdziwym aparatem i zrobię kilka godnych uwagi zdjęć. Póki co, mogę tylko powiedzieć, iż przestrzeń, gdy znajduje się człowiek na górze, jest niesamowita... Przytłaczająca i piękna, chciałoby się, móc ogarnąć ja wzrokiem, lecz się wymyka. Do tego dochodzi kompletna cisza i wycie wiatru... Po prostu coś niesamowitego. Dodam, że na wieży, byłem kompletnie sam, nie licząc pana, który trzy metry nad tarasem widokowym, ma swój punkt obserwacyjny, z którego wypatruje pożarów lasu i tego typu zagrożeń. Ale ani ja nie widziałem go, ani on mnie. To naprawdę niesamowite uczucie, stać samemu, przed tym ogromem przestrzeni i wiatrem smagającym twarz i ubranie... Zapomina się o wszystkim i nic nie jest w tej chwili istotne... No może z wyjątkiem pozostawionego trzydzieści metrów niżej, bez żadnego nadzoru i opieki roweru... I właśnie to, czy też raczej ten, lub raczej ta, bo o myśli mowa, nie pozwoliła mi cieszyć się tym uczuciem zbyt długo... Nie mam pojęcia ile czasu tam spędziłem wpatrując się w przestrzeń i chłonąc całym sobą atmosferę, ale przez ten właśnie rower, zacząłem mieć wrażenie, że zbyt wiele...Okrążyłem wiec jeszcze kilka razy taras i z ciężkim sercem, rozstałem się z widokiem i zgalopowałem po schodach na dół, po drodze mijając dwóch rowerzystów.&lt;br /&gt;Na dole okazało się oczywiście, iż rower jak stał, tak stoi. Troszkę szkoda widoków, lecz i tak nie był bym już tam sam, a co za tym idzie, urok miejsca, podzielił by się na trzech i kto wie, czy było by tak przyjemnie i mistycznie jak wcześniej ;)&lt;br /&gt;I cóż... Pozostał mi tylko zjazd w Dziewiczej Góry i powrót do domu. Tym razem trasą najprostszą i aż do ul. Bałtyckiej, bardzo przyjemną. Bo sama Bałtycka, do najprzyjemniejszych nie należy... Duży ruch, wąskie pobocze, a odcinek na którym jest ścieżka – krótki. Wracając, nie mogłem nie zahaczyć o Katedrę, którą jednak zdecydowanie bardziej wole po zmroku ;) Zmrok dodaje jej uroku :) (zupełnie jak mi :P)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba wszystko, udało mi się nie zmarnować dnia. Brak tylko tego kogoś, kto mógłby ten, lub następne takie dni, dzielić ze mną... Ona mogła by być tym kimś...&lt;br /&gt;Nie ważne...&lt;br /&gt;Do następnej notki drogie, szerokie grono czytelników, a może nawet i wielbicieli złożone z jednej cudownej Syrenki ;) &lt;a href="http://picasa.google.com/blogger/" target="ext"&gt;&lt;img src="http://photos1.blogger.com/pbp.gif" alt="Posted by Picasa" style="border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;" align="middle" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-115344123711643572?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/115344123711643572/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=115344123711643572' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115344123711643572'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115344123711643572'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/07/dziewicza-gra.html' title='Dziewicza Góra'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-115209563325871673</id><published>2006-07-05T12:31:00.000+02:00</published><updated>2006-07-06T13:49:01.380+02:00</updated><title type='text'>DawnoNiedzielny wypad (notka zaległa)</title><content type='html'>Dziwny tytuł nie? :&gt; No wiem, że dziwny, ale na szczęście nie bezsensowny ;) Chcę tu po prostu niedzielę, sprzed prawie dwóch tygodni. Jakoś wcześniej nie miałem czasu, by usiąść i tą w sumie krótką notkę naskrobać.&lt;br /&gt;Dzień ten niedzielny był wyjątkowo leniwy i wietrzny, choć i słońca tegoż dnia nie brakowało. Siedziałem sobie ja spokojnie przy kompie, marnując czas i leniwiąc się okrutnie, gdy stan ten przerwał niespodziewanie esek od Jacka. Esek wyjątkowo treściwy, lecz pytający. Pozwolę sobie przytoczyć tu jego skomplikowaną, acz jak już wspomniałem, wymowną treść:&lt;br /&gt;„Rowerowszy?”&lt;br /&gt;I co ja biedny mogłem zrobić? Zrobiłem „pfff....”, okrasiłem je ”uhhh....”, po czym podsumowując ten wyjątkowo inteligentny wewnętrzny dialog, rzuciłem sam do siebie jeszcze z dwa „uhhh...” i zdecydowałem się zapytać „a dokąd?”, czy też coś w ten deseń. Niestety nie potrafię tego dokładnie powiedzieć, gdyż prawie dwa tygodnie, to dość czasu, by takie drobiazgi bezpowrotnie zatarły się w pamięci. Szczególnie jeśli mowa o pamięci tak dziurawej jak moja... :P&lt;br /&gt;W każdym razie, ustaliliśmy mniej więcej, że Jacek do mnie podjedzie i tu, pod bramą, zdecydujemy gdzie się udamy.&lt;br /&gt;Około 14:10, czyli punktualnie, bo na tą godzinę się umówiliśmy, gdyż miałem w domu pewne obowiązki i wcześniej się nie dało się, zjawił się Jac, też się. W planie miało być zwiedzenie Wielkopolskiego Parku Narodowego, znaczy propozycja taka pojawiła się i nawet wydała nam atrakcyjna. Ale kolega J, miał też w planie, udanie się do jednego z wspaniałych marketów sieci „Oszołom” (tu małe wyjaśnienie, dla mnie wszystkie markety są cudowne, wspaniałe i ogólnie super, a nawet hiper... Ale tylko w porywach...). Celem odwiedzin tego przybytku kultury i dobrej, rodzinnej oraz staropolskiej rozrywki, miał być zakup lampki tylniej do roweru, na której to brak Jacek dość dotkliwie cierpiał już pewnego czasu.&lt;br /&gt;Do którego z dwóch „Oszołomów” się wybrać, zdecydowałem ja. Dlaczego ja? Bo lubię już tu kiedyś wspomnianą „trasę Syrenkowską”, a właśnie ona, jest najlepszą, jeśli chce się rowerem podjechać do Komornik, w których to znajduje się jedna z tych wspaniałych świątyń buraczkowej próżności i niekończącej się promocji... Poza tym, wpadłem na pomysł, by odwiedzić, choć na chwilkę i nie narzucając się, moją biblioteczną koleżankę, Monikę, która mieszka kawałek za Poznaniem. Jak wiadomo mając jasny cel, jedzie się zdecydowanie lepiej, szczególnie, gdy tak jak tego dnia, jechać się w ogóle nie chce i robi to, na przekór sobie oraz by dnia nie zmarnować.&lt;br /&gt;Pojechaliśmy, długo nie szukaliśmy, dojechaliśmy.&lt;br /&gt;Jac wszedł dzielnie w odmęty i otchłanie centrum handlowego, a ja, na parkingu, pilnowałem rowerów, popijając wodę i kontemplując przyszłych i byłych klientów molocha za moimi plecami. Gdy powrócił, niestety w tylko połowicznej chwale Jacek, ja postanowiłem również zapuścić się w trzewia handlowej bestii, by znaleźć bankomat, wypłacić co nie co i zakupić sobie np. Powerade, ku pokrzepieniu i ochłodzeniu się. Bankomatu niestety nie znalazłem, a właściwie znalazłem, ale nie taki, który chciałby ze mną rozmawiać.. Znaczy on chciał, tylko nie tak, jak ja chciałem... Tak to jest, gdy na koncie ma się poniżej 50zl... Wyszedłem wiec do Jacka, który litościwie poratował mnie banknotem jednodysznym.&lt;br /&gt;Piszę o tym, gdyż później okaże się to w pewien sposób istotne. Ale jak to pewna znana postać medialna „nie uprzedzajmy jednak faktów”. Spod marketu, udaliśmy się z powrotem do Lubonia. W rzeczonym Luboniu przystanęliśmy na chwilę, by Jac mógł kupić jeszcze butelkę wody. Korzystając z okazji, zapytał przemiłą jego zdaniem panią sklepową, o drogę do Wir, z których to, mieliśmy szlakiem rowerowym udać się w kierunku jeziora Góreckiego. Gdy już skrótem, a właściwie drogą polną, dotarliśmy do kościółka w Wirach, niestety nie pamiętałem, z której strony kościoła, jest zjazd w drogę rowerową, oczywiście za pierwszym podejściem, skręciliśmy źle.. ;) Ale dzieki temu, miałem później troszkę czasu, by pstryknąć kościołowi kilka zdjęć. Szczególnie urzekł mnie aniołek na przedkościelnej bramie.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Ko%3F%3Fci%3F%3F%3F%3F%20w%20Wirach3.jpg"&gt;&lt;img style="" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Ko%3F%3Fci%3F%3F%3F%3F%20w%20Wirach3.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Dalej droga przebiegała bez zbędnych komplikacji. No może z wyjątkiem jednej. Droga rowerowa do jeziora, prowadzi pod, opisywanymi przeze mnie przy okazji wypadu do Mosiny słupach wysokiego napięcia. Jak reaguje na nie Jac, wiadomo...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Jacec%20-%20GOD%20mode.jpg"&gt;&lt;img style="" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Jacec%20-%20GOD%20mode.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Zakładam, że dziecko obdarowane kartonem czekolady, drugim, jeszcze większym cukierków, oraz dowolną zabawką, w zestawieniu z Jackiem oglądającym, lub stojącym między tymi słupami, wygląda na co najmniej pogrążone w depresji... ;)&lt;br /&gt;Dalej, droga przez las. Szeroka, zacieniona, lekko spadzista, ogólnie przyjemna. A za nią – Wjazd na teren jeziora Góreckiego. Samo jezioro, jest dość ładne, lecz niestety gęsto oblepione wszelakiej maści plażowiczami i ich wrzaskiem, zdecydowanie traci na uroku... Nie mieści mi się w głowie, jak można nazwać spędzony tak czas „wypoczynkiem”...&lt;br /&gt;Jako że naprawdę „nic tam po nas”, zwinęliśmy się w dalszą drogę. Po niedługim czasie i wybitnie na czuja, dotarliśmy do Szreniawy (no przesadzam z tym „na czuja”, w końcu była oznaczona droga rowerowa :P).&lt;br /&gt;Kto wie, ten wie, a kto nie wie, ten się właśnie dowiaduje, iż w Szreniawie, znajduje się muzeum rolnictwa. Jako że już tam byliśmy, Jac wspaniałomyślnie zapłacił za nasz wstęp. Tym razem, było tanio, bo po 4zł. Dlaczego mówię że tym razem, bo akurat tego dnia, w tymże muzeum, odbywał się Festyn Kultury Żydowskiej. A właściwie kończył, bo pora była już późna jak na muzeum, czyli przed osiemnastą.&lt;br /&gt;Spięliśmy rowery i ruszyliśmy zwiedzać.Pierwszą rzeczą, rzucającą się w oczy, był, jak to zwykle bywa, również pierwszy eksponat. Wiekowy Ciągnik parowy.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Ci%3F%3Fgnik%20parowy1.jpg"&gt;&lt;img style="" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Ci%3F%3Fgnik%20parowy1.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Może tutaj wygląda niepozornie, lecz wystarczy sobie wyobrazić, iż tylnie koło tego kolosa, ma około 175cm średnicy... Czyli jest większe ode mnie... Ot maleństwo...&lt;br /&gt;Ale nie o eksponatach tegoż muzeum mam tu pisać. Mógłbym, ale wtedy czułbym się zobowiązany wszelakie opisy, ubarwić odpowiednimi zdjęciami, ale po pierwsze, nie jestem pewien, czy to zupełnie legalne, a po drugie – leniwy jestem jak smok. Poza tym, kto chce te wszystkie cuda myśli technicznej z minionych lat i epok na własne oczy zobaczyć, niech straci kiedyś dzień i wybierze się do tego muzeum. Choć właściwie „straci”, to nie jest dobre słowo, bo moim zdaniem, warto się tam udać.&lt;br /&gt;Ale wracając do tematu. Jako że burczało nam w brzuchach, a i upał dawał o sobie znać, budka z napisem „KARCZMA”, jakoś tak sama rzuciła się w oczy. I tutaj, zaczął się taki jakby dramat... Co rozumiem przez dramat? Cennik... Może nie wybitnie szalony, lecz dość wyśrubowany... Jako że jak zapewne pamiętacie, ja nawet napój za Jacka błyskawicznie topniejący fundusz wycieczkowy kupiłem, nie zostało nam zbyt wiele pieniędzy... A zimne, ciemne piwo, oraz „siekany śledź na chałce” kuszą... No cóż... Pokrzepiliśmy się darmową próbką tabaki, która bardzo przypadła mi do gustu, a nazwy jej, za żadne skarby świata przypomnieć sobie nie potrafię i jęliśmy liczyć pieniądze...&lt;br /&gt;Uzbierało nam się jakieś 10zł, piwo 3zł, a wymieniony wyżej śledź na chałce, złotych dwa. Więc idealnie. Lecz Jacek, jak to Jacek, nie był by sobą, gdyby nie powiedział: „zobaczysz, śledź pewnie i tak już się skończył”. Podejrzewał bym go o tajemnicze zdolności, z zakresu jasnowidztwa i prekognicji, gdyby to naprawdę, według prawa Murphiego, nie było tak oczywiste... No i trafił... Śledzia niema... I tu nadmienię, iż śledź, ze wszystkich tych przekąsek, był daniem najtańszym... Po krótkiej naradzie, postanowiliśmy zrezygnować z piwa, na rzecz „Kawioru Żydowskiego na Chałce”. Wbrew obawom, co do jadalności tegoż specyfiku, okazał się on pieczoną, mielona wątróbką, na małej kromce chałki... Całkiem dobrą wątróbka, muszę nadmienić ;) Po czymś, co mogę szumnie nazwać „posileniem się”, bo zaklasyfikował bym to raczej jako wstęp do zakąski, nadszedł czas zwiedzania muzeum. Niechętne dodam zwiedzanie. Chodziłem tam, ciągnięty prawie siłą przez Jacka, który trwał w twardym postanowieniu „zapłaciłem, to musze zobaczyć”. Nie chciało mu się tak samo jak mi, bo nie uwierzę że bardziej.&lt;br /&gt;Dla tych, którzy widzą w całym tekście sprzeczność, bo najpierw pisałem, iż warto zwiedzić, a teraz twierdze, że nie miałem na to ochoty, małe wyjaśnienie. Otóż nie chodzi tu o muzeum, które jest warte wizyty, tylko o jaką specyficzną, wysysającą siły życiowe i chęci na robienie czegokolwiek aurą tego, pogodnego przecież dnia. Przejechaliśmy jakieś 35km, a czuliśmy się, jak po co najmniej osiemdziesięciu. Po przejściu pięćdziesięciu metrów, zwyczajnie bolały mnie nogi. Obsiedziałem chyba większość tamtejszych ławek, do czego wstyd się przyznawać, ale jak być rzetelnym, to na całego ;) Gdy już obejrzeliśmy na tyle dużą część eksponatów, by nie mieć uczucia wyrzucenia pieniędzy na bilet wstępu w błoto, zaczęliśmy kierować się ku wyjściu. Po drodze zauważyliśmy małe ogrodzenie, z którego przyglądał nam się z zaciekawieniem kozioł. Zdjęcie tegoż pana, umieszczam poniżej, choć tak do końca, nie wiem nawet w jakim celu ;P W końcu kozioł jak kozioł, prawda?&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Kozio%3F%3F.jpg"&gt;&lt;img style="" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Kozio%3F%3F.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Tak jak mówiłem, przed zdjęciem Stefana (bo jakoś mi pasuje do niego to imię), kierowaliśmy się ku wyjściu. Ale nim zdecydowaliśmy się opuścić muzeum na dobre, zapragnęliśmy odpocząć. Była ku temu okazja, gdyż przy samej furtce wyjściowej, znajduje się ławeczka. Klapnęliśmy na nią bez sił. W końcu 45 minut chodzenia, to naprawdę nadludzki wyczyn, dla takich emerytów jak my. Siedząc tak, kontemplowaliśmy nasz stan, kompletnego wycieńczenia niczym, połączony z kompletną niechęcią do czegokolwiek, co wiąże się z jakimkolwiek wysiłkiem. A przecież czekał nas jeszcze około dwudziestokilometrowy powrót do domu. Nie wspominając o tym, że skoro byliśmy tak blisko, pewnie byśmy choć z daleka, dom Moniki odwiedzili.&lt;br /&gt;I w tym właśnie miejscu, ja popisałem się niebywałymi wręcz umiejętnościami z zakresu jasnowidztwa, prekognictwa, a kto wie, może i telekinezy.&lt;br /&gt;Bo siedząc na ławce i ze zgroza myśląc o czekającej nasz drodze powrotnej, zażartowałem sobie, żeby może przebić mi dętkę, dzięki czemu nie musiał bym wracać do domu rowerem, tylko zwyczajnie zadzwonił sobie po transport, w postaci np. ojca. Zaznaczyłem przy tym, że jak przebijać, to przednie koło, gdyż z tyłu mam nową, droższą dętkę. Gdy już jakimś cudem udało nam się podnieść z ławeczki, podeszliśmy do rowerów, gdzie okazało się, iż mangusta jest okulawiona... Na przednie koło... Ty sposobem mój tegoroczny bilans, dętki vs Tandol, zyskał wynik 3:0... A to dopiero początek lata... Panicznie wręcz boje się myśleć, co będzie dalej...&lt;br /&gt;No nic... Jako że Monika podobno niedaleko mieszka, wybraliśmy się w spacer przez Szreniawę, żeby może u niej usterkę naprawić. A naprawić, bo Jacek, jako dobry i porządny rowerzysta, miał przy sobie komplet łatek, wraz z klejem i pompkę. Po dotarciu do najbliższego rozstaju dróg, stwierdziliśmy, że skoro dokładnie nie wiemy gdzie się udać, nie będziemy pieszo błądzić, więc przysiedliśmy na przydrożnym konarze, a ja zabrałem się za demontaż koła. Wszystko szło ładnie i pięknie, namierzyłem dziurę, namierzyłem maleńki, trzy milimetrowy kolec, który był sprawcą zaistniałej sytuacji, zmatowiłem dętkę, chwyciłem za klej i posmarowałem powietrzem miejsce klejenia... Tak, powietrzem... Okazało się z klej zwyczajnie się ulotnił... To nie przenośnia... Śliczna i niosąca nadzieję, pękata tubka, była zupełnie pusta...&lt;br /&gt;Czy byliśmy zaskoczeni? Tylko troszkę ;) I gdy tak siedzieliśmy na tym pniu, z tak zwanego nienacka, pojawił się tubylec. Tubylec wieku średniego, gorąco zainteresowany zaistniałą sytuacją. Powiedzieliśmy co i jak, na co zareagował wielką chęcią niesienia pomocy. Zapytał, czy butapren się nada, bo tylko to w domu ma, przytaknęliśmy, gdyż lepszy rydz, niż nic. I gdy już odzyskałem wiarę w ludzką bezinteresowność i chęć niesienia pomocy, facet na odchodnym zapytał „a macie może papierosy?”. Co wzbudziło mój niepokój, a Jac powiedział wprost „nie wróci”. Po raz już dziś kolejny, miał rację. Bo jak to mówią „za darmo umarło”, i leży teraz pewnie w grobie, śmiejąc się do rozpuku... No cóż, ja postanowiłem, wbrew namową Jacka, by jednak popytać ludzi o klej i poradzić sobie samemu, wybrać prostszą drogę i zorganizowałem sobie transport. Transport, w postaci ojca, zadeklarował się być w ciągu godziny, co jednak budziło pewien optymizm :) Zostałem przez Jacka jeszcze odprowadzony pod muzeum, gdzie miałem czekać, na samochód, po czym udał się on w drogę powrotną, gdyż późno się robiło, a oświetlenia jednak nie posiadał, gdyż nowo nabyta przednia „najbrzydsza lampka świata” nie posiadała baterii, a tylna, jak już wcześniej chyba wspomniałem (a jeśli nie wspomniałem, to właśnie to robię) – spoczywa w pokoju.&lt;br /&gt;A ja czekałem, rozmyślałem, a gdy po mnie przyjechano, odjechałem...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I to chyba wszystko, mogę tylko dodać, że dzień musiał być naprawdę leniwy, skoro napisanie tego posta, zajęło mi prawie dwa tygodnie (tak wiem, se wyolbrzymiam, ale wolno mi :P ).&lt;br /&gt;Ciekawostką jest, iż w tym samy czasie Jacek opisał tą sama niedzielę na swoim blogu. I jestem ciekaw, jak bardzo nasze wersje, będą się różniły, bo choć trochę, zapewne będą. W końcu, ponoć ilu ludzi, tyle wersji ;) Kto chce porównać, nich sobie kliknie na &lt;a href="http://www.pomponski.blogspot.com/"&gt;Pomponowy backup z głowy&lt;/a&gt; i tam zweryfikuje moje słowa ;) Miłego czytania i...&lt;br /&gt;Do następnego ;) &lt;a href="http://picasa.google.com/blogger/" target="ext"&gt;&lt;img src="http://photos1.blogger.com/pbp.gif" alt="Posted by Picasa" style="border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;" align="middle" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-115209563325871673?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/115209563325871673/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=115209563325871673' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115209563325871673'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115209563325871673'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/07/dawnoniedzielny-wypad-notka-zalega.html' title='DawnoNiedzielny wypad (notka zaległa)'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-115188650984840340</id><published>2006-06-30T23:50:00.000+02:00</published><updated>2007-06-01T23:33:03.015+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Masa Krytyczna'/><title type='text'>Troszkę większa Rowerowa Masa Krytyczna</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;Co się działo od rana – nie istotne, powiem tylko tyle, że miło zaskoczyły mnie właściwie wszystkie panie, w urzędzie pracy na Czarneckiego. Nie dość że uprzejme, to niektóre jeszcze wyjątkowo ładne. No wiem, świat stanął na głowie, skoro mamy instytucje państwowe, do których wchodzi się bez strachu, a wychodzi po chwili, gdy już się zostanie szybko i fachowo obsłużonym. Do teraz nie mogę się otrząsnąć z szoku... Szczególnie, przez to, że odwiedziłem dziś&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;moje byłe miejsce pracy, a właściwie jego księgowość i dział kadr, gdzie nic nie uległo tak drastycznym zmianom. Tam, cały czas byłem starym, dobrym i oczywiście niechcianym intruzem, dla którego trzeba coś zrobić, „bo taka praca” :P&lt;/p&gt;     &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt;&lt;!--[endif]--&gt; Ale nie o tym miało być, miało być o Rowerowej Masie Krytycznej, która jak co miesiąc odbyła się&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;w ostatni patek miesiąca (dziwne, jak trudno niektórym zapamiętać ta zasadę...).&lt;span style=""&gt;&lt;br /&gt;Ku memu zaskoczeniu, pomiędzy rozsianymi tu i ówdzie kilkuosobowymi grupkami rowerzystów, krążył Marcin Hyła, wraz z kamerzystą i dźwiękowcem. Mimo że zależy mi na promowaniu Masy, ten widok wcale mnie nie ucieszył... Dlaczego? Dlatego, że pieszych pod ratuszem było więcej niż rowerzystów. Jak zwykle i nie po raz ostatni tego dnia, nie liczyłem, więc tylko „na oko” mogę powiedzieć, że rowerzystów czekających na Mase, było około dwudziestu... Zwyczajnie zrobiło mi się wstyd... Żeby na Masie Krytycznej, w „punkcie zbornym”, na 5 - 10 minut przed ruszeniem, rowerzystów trzeba było szukać wśród pieszych... Heh... Nie mam pojęcia dlaczego tak nas mało... W zeszłym roku, o tym mniej więcej czasie, było nas ponad dwustu...&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/01%20Przed%20mas%3F%3F2.0.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/01%20Przed%20mas%3F%3F2.0.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;I tak sobie stałem, wstydziłem się, kontemplując w wolnych chwilach, fakt, Iż po raz kolejny, z moich znajomych, stawili się tylko nikt, z nikim, oraz pewnie jak zwykle później dołączający nikt... &lt;/p&gt;   &lt;span style=""&gt;Myliłem się, tym razem pojawił się Martinez i to nie sam, bo z kolegą i dwiema koleżankami, za co, jestem mu niezmiernie wdzięczny (interpretujcie dowolnie ;)).&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/02%20Trotylowa%20ekipa.0.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/02%20Trotylowa%20ekipa.0.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;Około 18:30 ruszyliśmy. Do tego czasu zebrało się nas około sześćdziesięciu osób, co imponującym wynikiem nie jest, ale zdecydowanie lepszym, niż poprzednim razem. Z Rynku wyjechaliśmy, jak zwykle ulicą Szkolną, odbijając z niej w Podgórną.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/03%20Podg%3F%3Frna.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/03%20Podg%3F%3Frna.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;I dalej w prawo na Aleję Marcinkowskiego, z której skręciliśmy w 27 Grudnia.&lt;/p&gt;  &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/04%20Marcinkowskiego.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/04%20Marcinkowskiego.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/05%2028%20Grudnia1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/05%2028%20Grudnia1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/06%2028%20Grudnia2.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/06%2028%20Grudnia2.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;I od tego miejsca, opis robi się skomplikowany. Powiem szczerze, że nie wiem, czy potrafię dokładnie z pamięci odtworzyć przebyta trasę, ale mam nadzieję, że jeśli gdzieś się pomylę, zostanę w komentarzach poprawiony ;)&lt;/p&gt;   &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;!--[if !supportEmptyParas]--&gt; &lt;span style=""&gt;Z rzeczonego 27 Grudnia, odbiliśmy w Kantaka i dalej, co raczej oczywiste Św. Marcin. Gdy już myślałem, że dotrzemy do Ronda Kaponiera, skręciliśmy w Al. Niepodległości&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt; &lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/07%20Al%20Niepodleglo%3F%3Fci1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/07%20Al%20Niepodleglo%3F%3Fci1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Spotkaliśmy tam policyjnego volkswagena, zwanego potocznie...Lodówą :P Jechaliśmy za nim chwilkę, czując się prawie jak pod eskortą :P Nasi dzielni stróże prawa, postanowili skręcić w ulicę Libelta. No bynajmniej nie czuliśmy się gorsi i odbiliśmy za nimi :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/08%20Suka.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/08%20Suka.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;A z Libelta, w Roosvelta,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/09%20Roosvelta1.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/09%20Roosvelta1.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/10%20Roosvelta4.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/10%20Roosvelta4.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;która dotoczyliśmy się do upragnionej Kaponiery :) Dlaczego upragnionej? Nie mam pojęcia, ale mam wrażenie, że właśnie jeżdżenie dookoła ronda, jest najprzyjemniejszą częścią każdego masowego przejazdu ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/12%20Rondo%20Kaponiera3.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/12%20Rondo%20Kaponiera3.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Po kilkakrotnym okrążeniu tegoż ronda, odbiliśmy nie wiedzieć czemu w ulicę Zwierzyniecką, od tego momentu rozpoczęła się najdziwniejsza część przejazdu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/13%20Zwierzyniecka.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/13%20Zwierzyniecka.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;Ciekawscy zapytają, dlaczego najdziwniejsza, już tłumaczę. Jak zapewne wszystkim wiadomo, a jeśli komuś niewiadomo, to niech wie, że celem Rowerowych Mas Krytycznych, jest pokazanie się w mieście, w ruchu ulicznym, by kierowcy jak i piesi, dostrzegli nas, rowerzystów, by władze nas dostrzegły, by ścieżek rowerowych było więcej, by... A co ja będę tłumaczył kto chętny niech kliknie i poczyta &lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Masa_Krytyczna"&gt;KLIK&lt;/a&gt;.&lt;/p&gt;   &lt;span style=""&gt;W każdym razie, powinno być nas widać, tak z ulic i wnętrza blachosmrodów, jak i z chodników. Ulice, które zaraz wymienię, moim skromnym zdaniem nie spełniają tych kryteriów. Były to, po wyjechaniu ze Zwierzynieckiej: Kraszewskiego, która ulicą dość ruchliwą jest, lecz niestety brukowaną, no i daleko tąże ulicą nie zajechaliśmy, gdyż przyszło nam skręcić w pobliską Sienkiewicza, tą do Mickiewicza i gdy wszyscy byli pełni nadziei, że czeka nas jeszcze jeden przejazd przez kaponierę, zboczyliśmy w Słowackiego. Ulicę Słowackiego przejechaliśmy całą, czyli właśnie od Mickiewicza, aż do ul. Ks. Wawrzyniaka. Z niej, w Dąbrowskiego, co pomysłem złym nie było, czego nie można powiedzieć, o szybkim zjechaniu z niej, w Polną... Ale to nam na złe nie wyszło, gdyż z Polnej, wtoczyliśmy się spokojnie w Bukowską, która do przejazdu Masy Krytycznej, nadaje się wręcz znakomicie ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/14%20Kraszewskiego.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/14%20Kraszewskiego.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Później była Szylinga,&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/15%20Matejki.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/15%20Matejki.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;czyli przedłużenie Matejki, z której skręciliśmy w Wyspiańskiego i dalej w „moja” Głogowską, dziwnie opustoszała mimo nie tak znów późnej godziny. Skoro już toczyliśmy się spokojnie Głogowską, nie mogło się obejść, bez skręcenia w Most Dworcowy i przyjemny, choć jak na Masę za szybki, nim zjazd. Moim zdaniem za szybki, bo masa chyba powinna się spokojnie toczyć i trwać jak najdłużej ;) Zaraz za Mostem, wjechaliśmy w ul. Wierzbięcice z której zawróciliśmy w Górną Wildę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/16%20P%3F%3F%3F%3Fwiejska.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/16%20P%3F%3F%3F%3Fwiejska.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Dalszej drogi właściwie nie musiał bym opisywać, bo to tradycyjny przejazd deptakiem, i przez podgórną i Wrocławską powrót na Stary Rynek.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/18%20Po%20Masie.0.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/18%20Po%20Masie.0.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;p class="MsoNormal"&gt;I to chyba na tyle, kolejna Masa zaliczona ;)&lt;/p&gt;   &lt;span style=""&gt;W ramach krótkiego podsumowania, powiem tylko, że w moim odczuciu, Masa była udana. Bo nawet takie wpadki jak puste i nie uczęszczane ulice, mają swoje zalety. Chociażby taką, że po prostu miło jest, kulać się spokojnie na rowerze, w miłym towarzystwie, nie zaprzątając sobie głowy samochodami itp. No i dzięki temu trwała dłużej :) &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;Przejechaliśmy około12km, a zajęło nam to około półtorej godziny.&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt; Tak więc szczerzę dziękuję Kamili, za całkiem niezłe prowadzenie nas, a Trotylowi, za pojawienie się, z nowymi uczestnikami i mam nadzieję, że trwałe zarażenie ich tego typu imprezami ;) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;a onblur="try {parent.deselectBloggerImageGracefully();} catch(e) {}" href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/1600/17%20Trotyl.jpg"&gt;&lt;img style="cursor: pointer;" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/17%20Trotyl.jpg" alt="" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style=""&gt;Do następnej, mam nadzieję że liczniejszej Rowerowej Masy Krytycznej ;)&lt;/span&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-115188650984840340?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/115188650984840340/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=115188650984840340' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115188650984840340'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115188650984840340'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/06/troszk-wiksza-rowerowa-masa-krytyczna.html' title='Troszkę większa Rowerowa Masa Krytyczna'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-115161257653674955</id><published>2006-06-29T21:07:00.000+02:00</published><updated>2006-07-02T01:09:01.830+02:00</updated><title type='text'>Aneks do posta poprzedniego, czyli "NzJPz"</title><content type='html'>Państwo wybaczą, iż wracam do zamkniętego tematu, ale obawiam się że muszę.. W wielu (czyli wszystkich trzech) czytających ten tekst umysłach, pojawia się zapewne pytanie „dlaczego?”. Otóż przyczyna, czy też raczej „przyczyn” jest prosta, tudzież prosty.&lt;br /&gt;Jest nim pewien, bynajmniej nie prosty, bo wykształcony i chyba najmądrzejszy człowiek jakiego znam. Mój i nie tylko mój drogi kolega Marcin R. Nie opisze tutaj szerzej Marcina, bo przypuszczam iż nie wystarczyło by mi na to czasu, życia i miejsca na blogu. Powiem tylko tyle, że wyrażać mogę się o nim, chyba tylko i wyłącznie w superlatywach (jako że jestem złośliwy z natury, musze dodać, byście zwrócili szczególną uwagę na słowo „chyba” w powyższym zdaniu, dziękuje ;)). A dlaczego w ogóle o nim piszę? Powodem jest tekst, który wręcz rzucił się na mnie, po dzisiejszym powrocie z kiosku do domu i odpaleniu komunikatora. Pozwolę sobie przytoczyć tenże tekst:&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;em&gt;17:04:05 Marcin biblioteka&lt;br /&gt;Jesteś Świnią!!!Do entej potęgi!!!Moje serce krwawi-to rozwód kochanków!!!Łajdaku!!!&lt;br /&gt;17:04:32 Marcin biblioteka&lt;br /&gt;O Monice to napisałeś, a o mnie to ani głupiej literki...GADZINO!!!&lt;/em&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Co to miało znaczyć? Otóż jak zapewne pamiętacie, a kto nie pamięta, niech do poprzedniej notki zerknie i sobie przypomni, poprzednia sobotę, a dokładniej cały sobotni dzień spędziłem „pracując” w bibliotece. Opisałem to z grubsza, wspominając i pół dnia przegadałem z Moniką, nie wspomniałem natomiast, iż drugie pół, przesiedziałem w informacji, z wyżej wspomnianym Marcinem. Wiec przyjdzie mi to, w tej właśnie notatce streścić.Ale nim do tego przystąpię, czuje się zobowiązany, pokazać wam inicjatora tego postu. Wiem że nie powinienem, wiem że mi się za to oberwie, ale wiem też, jak będzie wyglądał Marcin, gdy będę obrywał. Zakładam iż ostatni widok w moim życiu, będzie mniej więcej tak:&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Klingon.jpg"&gt;&lt;img style="" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Klingon.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;A dlaczego wróżę sobie rychła śmierć? Bo kolega Marcin, nie życzy sobie, by go pokazywać, a dlaczego to robię? Bo jestem złośliwy, co już ustaliliśmy na samym początku tego posta :]&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Więc jak już wcześniej nadmieniłem, drugą połowę dnia, spędziłem w większości w pokoju nr 4, beztrosko korzystając z komputera oraz Internetu, a nawet oglądając mecz, a raczej jego fragmenty, na małym, przenośnym telewizorze mojego zacnego kolegi. O fakcie, iż cały ten czas, umilały mi rozmowy z Marcinem, na tematy wszelaki, wspominać chyba nie muszę. Nie muszę tez zapewne wspominać, że tak spędzony czas, to naprawdę przyjemność, a nie praca. Tematy naszych rozmów, czy tez to, czego o Internecie mojego kolegę „uczyłem”, to tylko i wyłącznie nasza sprawa, więc chyba na tym, przyjdzie mi zakończyć uzupełnienie odnośnie sobotniego dnia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Chce tylko zaznaczyć, że to co pisałem o Marcinie nie jest ironią, wszystkie wyrażane na jego temat myśli są szczere i jak najbardziej prawdziwe. A że podane w przewrotnej formie... Cóż... Coś już chyba gdzieś pisałem o mojej złośliwości... ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;A tu, pytanie do samego opisywanego:&lt;br /&gt;Zadowolony? :&gt; Czekam na stosowny komentarz :&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;P.S.&lt;br /&gt;Mam nadzieję iż wszyscy zauważyli, iż cytowany przeze mnie fragment rozmowy na gg, ma humorystyczny akcent &lt;a href="http://picasa.google.com/blogger/" target="ext"&gt;&lt;img src="http://photos1.blogger.com/pbp.gif" alt="Posted by Picasa" style="border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;" align="middle" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-115161257653674955?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/115161257653674955/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=115161257653674955' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115161257653674955'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115161257653674955'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://tandol.blogspot.com/2006/06/aneks-do-posta-poprzedniego-czyli.html' title='Aneks do posta poprzedniego, czyli &quot;NzJPz&quot;'/><author><name>Tandol</name><uri>http://www.blogger.com/profile/16729104111461969944</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-25629880.post-115136674838638292</id><published>2006-06-24T02:30:00.000+02:00</published><updated>2006-06-27T02:05:48.426+02:00</updated><title type='text'>Nocne z Jackiem Poznania zwiedzanie</title><content type='html'>Sobota, godzina dwudziesta około trzydzieści, właśnie usiadłem do kompa, po 12h w bibliotece. Dla ciekawskich, nie, nie pracuje tam już, no chyba, ze tak jak właśnie tej soboty, zastępowałem kolegę. Za oczywiście sympatyczną gotówkę ;) I tak siedzę przy tym kompie, aż tu nagle, z tak zwanego znienacka, za pomocą swojskiego „Jesteś?” zagaduje mnie Jacek. Jako że byłem, to się przyznałem. Jac zapytał mnie, czy nie wybrał bym się na Maltę, do kina letniego na film. Według jego informacji, o 22:00 miał się odbyć seans filmu polskiego ”Vinci”. Powiem szczerze, że nie wiedziałem co robić. Jak już wcześniej wspomniałem, ostatnie 12h spędziłem w można by powiedzieć pracy, obiadu w domu nie mam, bo rodzice na wioskowym wojażu, wiec cos samemu uszykować by trzeba, no i niewyspany jestem, w końcu spałem jakieś 4h, co nie jest może jakaś drastycznie mała ilością czasu, ale po całym dniu na nogach, daje o sobie znać.&lt;br /&gt;Z drugiej strony... Tak nic z sobotniego dnia nie mieć? Co prawda miło spędziłem czas na pogaduszkach z Moniką, której to akurat przypadło dyżurowanie na wypożyczalni tegoż dnia do godziny czternastej. Ale jednak trochę świeżego powietrza i film, o którym słyszałem tylko że do najgorszych nie należy, mogłyby być, naprawdę miłym zakończeniem dnia. Poza tym, to tak naprawdę nigdy jeszcze nie byłem w nadmaltańskim kinie letnim.&lt;br /&gt;I że tak powiem – sie przemogłem sie.&lt;br /&gt;Wszamałem coś na szybko, po czym umówiony już z Jackiem, pod „skrajna cyferka”, niepewny znaczenia tegoż określenia i z założenia spóźniony, ruszyłem da Maltę.&lt;br /&gt;Dojazd, zajął mi jakieś 11 minut. Ale to zasługa tego, iż cała drogę jest zupełnie z górki, no i pasowały mi światła po drodze. Tak, wiem że to brzmi niewiarygodnie, ale naprawdę sygnalizacja świetlna okazała się być tym razem łaskawa, co w poznaniu, zdarza się zdecydowanie rzadziej niż sporadycznie. Gdy znalazłem się pod „skrajną cyferką”, okazało się, że ku mojemu zdziwieniu, niema tam Jacka... Pokręciłem się chwilkę, a krótko przed 22, wykonałem telefon, pytając czy to ja cos pomieszałem, czy on nie dojechał. Nie pomyliłem miejsc :]&lt;br /&gt;Pokręciłem się jeszcze jakiś moment, czy też może dwa, po których zjawił się Jac i ruszyliśmy w kierunku kina.&lt;br /&gt;Dotarliśmy z małym poślizgiem, powiedzmy ze dziesięciominutowym. Nie straciliśmy nic, tudzież niczego. Dlaczego? Bo ku naszemu ogromnemu zdziwieniu, okazało się, że zamiast filmu, transmitowany jest koncert, jak to Jacek później wyczytał z tablicy informacyjnej, „Depech Mode”. I to by było na tyle, jeśli idzie o mój pierwszy wypad na Maltę, do kina letniego...&lt;br /&gt;Nie zastanawiając się wiele, odjechaliśmy kawałek, by rozsiąść się na trawie, nieopodal wody. Mieliśmy stamtąd piękny wręcz widok, na odbywającą się po drugiej stronie jeziora imprezę w stylu „JADZIEM!!”. Dzięki tak doborowemu towarzystwu, nie brakowało nam pomysłów do żartów i głupich tekstów, na temat wspaniałego barszczu polskiej młodzieży (tak, dobrze czytacie, „barszczu”, a dlaczego? No cóż... „śmietankę”, robi się z mleka, a z czego jest barszcz, chyba nie muszę mówić :]).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I tak posiedzielim na trawce, ponażekalim, pośmielim się, po czym, gdy zaczęło robić się chłodniej, postanowiliśmy wsiąść na rowery i trochę się rozruszać. I tu pojawił się, odwieczny Jacka i mój problem, objawiający się jakże głębokim, wyrażającym ogromną wiarę w naszą pomysłowość pytaniem „dokąd?”. Jako, że jak zwykle nasza niezrównana wręcz błyskotliwość pokazała co potrafi, czyli nic pojechaliśmy sobie do końca Malty, gdyż okrążenie jej, nie było zapewne możliwe, dzięki odbywającej się „jadziemowej” imprezie, zawróciliśmy, dojechaliśmy do początku, gdzie z daleka można by rzec podziwialiśmy pokaz sztucznych ogni. Później jeszcze krótka przejażdżka i kolejny raz pytanie „co dalej?” (taka inna wersja „dokąd”).&lt;br /&gt;W końcu, Jac rzucił naprawdę rewelacyjny pomysł. A mianowicie, by strzelić fotkę pomnikowi, czy też może raczej figurze latarnika który stoi przy skrzyżowaniu ulic Grobla i Za Groblą.Tak więc z Malty, pięknie, co zresztą widać na załączonym obrazku Mostem Rocha, udaliśmy się w kierunku latarnika.&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Most%20Rocha.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Most%20Rocha.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Latarnik, oświetlany przez wmontowane u jego stóp reflektory, wyglądał naprawdę fajnie. Niestety chyba przepaliła się latarnia którą odpalał, więc nie można go było podziwiać w całej okazałości. Poza tym, jak już pisałem nie raz i pewnie jeszcze nie raz napiszę – telefon, to nie aparat, a w nocy, widać to zdecydowanie wyraźniej, niż za dnia... Ale latarnik chyba i tak jakoś wyszedł (z naciskiem na „jakoś”...). &lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Latarnik2.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Latarnik2.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;Udaliśmy się później, Groblą w stronę Katedry. Jac nigdy nie miał jej okazji podziwiać w nocy, bez natłoku ludzi, gdy panuje spokój, a dzięki odpowiedniemu oświetleniu, można wręcz poczuć jej monumentalność... Naprawdę warto...&lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Katedra4.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Katedra4.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;br /&gt;Spędziliśmy tam trochę czasu i zdecydowaliśmy, udać się jeszcze na Śródkę, Jac chciał zobaczyć, gdzie znajduje się Kino Malta (nie mylić z Kinem Letnim na Malcie”). Śródka, ma niepowtarzalny klimat...To naprawdę jedna z najstarszych części miasta, która mimo swej złej sławy, nabytej dzięki tak zwanemu „elementowi”, jest urokliwym miejscem, taką maszyną czasu, która pozwala cofnąć się w miedzy i powojenne. &lt;br /&gt;&lt;a href="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/640/Wolvo.jpg"&gt;&lt;img style="CURSOR: hand" alt="" src="http://photos1.blogger.com/blogger/6920/2680/320/Wolvo.jpg" border="0" /&gt;&lt;/a&gt; &lt;br /&gt;I to chyba na tyle... Stamtąd udaliśmy się już do domów, gdyż nieubłaganie nadchodziła druga w nocy. Więc udaliśmy się w kierunku centrum, po drodze rozdzielając, każdy w swoją stronę. W domu wylądowałem około 2:10 ;)&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Ot koniec notki, już drugiej napisanej tego dnia... A została jeszcze jedna, zaległa... Kto wie, może jutro się zmobilizuje ;)&lt;br /&gt;Do następnej ;)&amp;nbsp;&lt;a href='http://picasa.google.com/blogger/' target='ext'&gt;&lt;img src='http://photos1.blogger.com/pbp.gif' alt='Posted by Picasa' style='border: 0px none ; padding: 0px; background: transparent none repeat scroll 0% 50%; -moz-background-clip: initial; -moz-background-origin: initial; -moz-background-inline-policy: initial;' align='middle' border='0' /&gt;&lt;/a&gt; &lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/25629880-115136674838638292?l=tandol.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://tandol.blogspot.com/feeds/115136674838638292/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=25629880&amp;postID=115136674838638292' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/25629880/posts/default/115136674838638292'/><link rel='self' type='application/at
